Międzynarodowa, Restauracje, Śródmieście
komentarzy 9

Bubbles

Czy on to naprawdę powiedział czy tylko mi się wydawało? – pytam zdumiona mojego kolegi, z którym wybrałam się na kolację do Bubbles. Powiedział. Prosimy o rachunek i wychodzimy. Szok. W trakcie ośmiu lat pisania tego bloga żaden jeszcze kelner się tak daleko nie posunął. Żaden nie zmierzył nawet w tę stronę. Zdarzali się jacyś niegrzeczni kelnerzy, może raczej nawet niezręczni niż niegrzeczni, ale takiej rozmowy z kelnerem jak wczoraj jeszcze nigdy nie przeżyłam. To było gdzieś pomiędzy daleko posuniętym spoufalaniem się a zwykłym chamstwem.

Bubbles, miejsce przy Placu Piłsudskiego. Totalnie niespójne w koncepcji. Z jednej strony jedzenie w dość dobrych cenach i oparte o dobre produkty – małże i turbot od najlepszego dostawcy ryb i owoców morza w Warszawie. Z drugiej strony raczej drogie wina – poniżej 100zł można dostać praktycznie tylko jedną butelkę białego wina. Jest owszem kilka win musujących poniżej 100zł za butelkę. Jest widoczny fokus na bąbelki (tytułowe Bubbles), butelki szampanów potrafią tu kosztować nawet 2000zł. Tu też pojawia się pierwsze wymądrzanie się pana kelnera – „Prosecco to mainstream, po kilku wypitych szampanach nie da się już tego pić”. Jeszcze nie zwracam na niego uwagi, jeszcze mnie to lekko bawi. Po czwarte – wnętrze w totalnie casualowym stylu – drzewo, krzesła z różnych bajek, podobnie stoły. Jakieś słoje z domowymi nalewkami, jakieś kiszonki, oraz drewniane drzwi do toalety… patrzę na nie i modlę się, żeby za nimi były drzwi prawdziwe. Nie ma. Są oddalone ok. 3 m od najbliższego stolika, są przesuwane i mają szczeliny, boję się sobie wyobrażać, co mogą ludzie przy tym stoliku odczuwać. Po pierwszych kilkunastu minutach nie wiem, o co w tym miejscu chodzi. Kompletnie niespójne.

Bubbles Menu

Bubbles: Sala

Ale nie myślę o tym. Staram się przynajmniej. Ani o tej dygresji o bąbelkach, na którą pozwolił sobie pan kelner, ani o tych drzwiach, ani o braku spójności. Sprawdzam menu, dzielnie zamawiam Sardynki na grzance Dijon z sosem cytrynowym (19zł) i nawet całkiem są niezłe. Ot ciepłe pieczywo ze smaczną sardynką i delikatnym cytrynowym sosem, jest prostota i smak.

Bubbles Sardynki na grzance Dijon

Bubbles: Sardynki na grzance Dijon z sosem cytrynowym

Z głównych decyduję się na danie spoza karty – Małże brzytwy (45zł) w sosie z białego wina, czosnku, pietruszki i koperku. Bardzo smaczne. Wyczuwalna jest wysoka jakość produktu, małże są jędrne, świeże, pełno w nich mięsa, a jednocześnie smaku. Nie ma też powszechnie występującego pokruszenia muszli, które tak nieprzyjemnie zgrzyta w zębach. Słowem wszystko ok. Ponownie proste i smaczne.

Bubbles Małże brzytwy

Bubbles: Małże brzytwy

Mój kolega trafia nieco gorzej, ale bez przesady. Sandacz w sosie rakowym (39zł) z ziemniakami (6zł). Sandacz jest poprawny, choć prezentacja tego dania woła o pomstę do nieba. Sos rakowy zdecydowanie nadaje daniu charakteru. Porcja ziemniaków za 6zł raczej smuci niż bawi, no ale ok, powiedzmy, że nie jest rewelacyjnie, ale gdzieś smakowo to się broni.

Bubbles Sandacz w sosie rakowym

Bubbles: Sandacz w sosie rakowym

Kelnerów jest dwoje – pani kelnerka, sympatyczna i na miejscu oraz pan kelner – pojawiający się po niej, zadający te same pytania i po prostu irytująco przeszkadzający w rozmowie. Tuż po daniu głównym przychodzi najpierw ona i pyta, co z deserami. Prosimy o godzinę czasu. Chcemy sobie posiedzieć, porozmawiać, napić się wina. Po 5 minutach przychodzi kelner i pyta o to samo, dostaje tę samą odpowiedź. Po godzinie z pytaniem o desery przychodzi ponownie najpierw ona – opowiada o ofercie. Walę głową w ścianę i mówię, że wobec takiej nudy, na deser wypiję kolejny kieliszek wina. W karcie deserów crème brulee, czekoladowy fondant (sic!), sernik z białą czekoladą i wybór sorbetów (za oknem minus 8). Uśmiechamy się ze zrozumieniem, pani kelnerka odchodzi i już wie, że deserów raczej nie zjemy.

Bubbles Otwarta kuchnia

Bubbles: Otwarta kuchnia

I wtedy wraca pan kelner z radosnym „I co u Państwa słychać, czy to pora na desery?”. Kompletnie mu nie przeszkadza, że koleżanka ustaliła, co u nas słychać 5 minut temu. Po raz drugi zresztą kompletnie mu nie przeszkadza, że już o to pytano. Odpowiadam więc z lekką irytacją, że pani kelnerka już wszystko wie. „Mają Państwo nudne desery, nie będziemy ich jeść”. Zaczyna ze mną polemizować. Oznajmia, że crème brulee jest wprawdzie klasyczny i waniliowy, ale już fondant czekoladowy podają z własnej roboty lodami. Jak być może stali czytelnicy wiedzą, hasło fondant czekoladowy na tym blogu pojawia się często, jest to najbardziej znienawidzony przez mnie deser, który występuje w zupełnie niezrozumiałych przeze mnie powodów w co drugiej restauracji w Warszawie. Jeśli więc jakikolwiek kelner chce mi udowodnić, że to jest interesujący deser, to popełnia samobójstwo. Tego się nie da zrobić. Na Boga, lody domowej roboty nie czynią z fondanta ciekawego deseru! Drwię więc z pana i deserów podawanych w tym miejscu. Tak, nie jestem miła, ale jestem naprawdę przekonana o swojej racji i ta dyskusja wydaje mi się kompletnie bezcelowa. I wtedy…

To może zaproponuję pani siebie w roli deseru, ponieważ pracuję tylko w tej restauracji, może to będzie interesujący deser”. W pierwszej chwili sądzę, że może się przesłyszałam. Pytam więc śmiertelnie poważnie, bez cienia uśmiechu, nie robiąc z tego żartu, pytam „W jakiej formie?”. I pan równie poważnie wyjaśnia „W jakiejkolwiek formie. Mogę się na przykład polać szampanem”. I to jest koniec rozmowy z mojej strony. Już słowa więcej nie wypowiedziałam do tego pana. Kolega wyjaśnił mu, że posunął się za daleko. Kelner wraca jeszcze z kieliszkami jakiegoś wina, którym chce nas poczęstować, ale dajemy odpór. Czym prędzej płacimy rachunek, ani grosza napiwku i wychodzimy. Na koktajl do The Alchemist naprzeciwko, żeby ochłonąć.

Bubbles, możecie mieć tam nie wiem jak drogie i wytworne szampany, ale jeśli podają je osoby tego pokroju i pozwalają sobie na takie rozmowy, moja noga tam więcej nie postanie. Czytelnikom mojego bloga również bardzo serdecznie to miejsce odradzam.

Bubbles Wejście

Bubbles

Bubbles, Pl. Piłsudskiego 9, Warszawa, tel. 512 540 913

Po więcej zdjęć, niekoniecznie Bubbles, zapraszam na fanpage, Google+, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj:

9 Kommentare

  1. michal pisze

    Dzieki za informacje.

    Omijam takie prostackie miejsca szerokim lukiem.
    Szkoda ze pracownicy gastronomii w polsce zazwyczaj sa zbyt malo wyedukowani na czym polega ta praca, lub po prostu chamscy.

    Jesli managment nie potrafi tego upilnować to tak jak napisałas Champagne za 2000 zł niestety tego nie obroni.

    Bary , restauracje , kawiarnie maja sluzyc gosciom milym serwisem i dobra oferta, tak aby czas tam spedzony byl jak najlepszy.

  2. Magda pisze

    A może on chciał jakoś tak nieudolnie przyszpanować? Jak idziesz do jakiejś restauracji, to mówisz im, że piszesz bloga, będzie recenzja itp.?:) oczywiście to w żaden sposób nie tłumaczy takiego zachowania, ale może to jest jego podłoże;)

  3. Janina pisze

    Według mnie – a jestem psychoterapeutką praktykiem -to był klasyczny wybuch frustracji. Prawdopodobnie to osobnik z klasy tzw. “prekariuszy”, pracujący na śmieciówce za marne 3 tysiące + napiwki. Jeżeli dokładnie tak wyglądała wasza wymiana zdań to jestem tego prawie pewna. Wieczorem pewnie kupił sobie zgrzewkę “mocnego full” w biedronce i płakał nad swoim marnym losem oglądając serial ściągnięty z internetu. Mam takich klientów…

  4. mirek pisze

    Fondant czekoladowy to przeklenstwo wielu restauracji, glownie od temo samego dostawcy a juz makabrycznie niewiedziec czemy w Sopot nazywane sufletem w kazdej restauracji. A z drugiej strony przystojny kelner czy ladna kelnerka polana szampanem na deser to nie musi byc az taki “niesmaczny”deser. Lepsze to niz mrozony fondant/suflet -))) no moze zaoferowali co maja najlepszego w tej chwili-))) wszystko zalezy od jakosci produktu, jak rozumiem zaoferonany produkt nawet jesli polany szampanem nie byl dosc atrakcyjny, no bywa byc moze inny produkt bylby bardziej pociagajacy… taki niby zart …..

  5. Natalia pisze

    Niesamowite, pierwszy raz czytam i spotykam się z taką historią. Szczyt bezczelności to chyba za mało powiedziane.

  6. Magda pisze

    Miałam dokładnie te same wrażenia, choć nie dostałam takiej propozycji. Jest to doskonały przykład jak obsługa odstrasza od miejsca na zawsze.

  7. milalaina pisze

    Bylam tam w w zeszłym tygodniu, kelner był miły wszystko tłumaczył, mają genialna awokado z pastą pistacjową, czułam się przyjemnie w otoczeniu ścian zapełnionych butelkami wina. może kelner po prostu chciał rozluźnić sytuację narzekania na desery? nie wiem, ale na pewno nie jest to takie złe miejsce:) pozdrawiam

  8. Jesus pisze

    Muszę powiedzieć, że zawsze byłem w bubbles doświadczenie było naprawdę miłe. Mają jakiś cava i szampana w bardzo dobrej relacji jakości do ceny, zgodnie z 160zł, a jedzenie …. najczystsza poszukiwaniu smaku wędzonego pasztet z śledza lub pomidorowym Tatarski, dla mnie powinno być odniesienie w gastronomii w Warszawie. Oczywiście to tylko moja opinia, a ja zawsze dobrze szczęściu opiekę kelnerka o mnie, więc nie miałem takiej złe doświadczenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *