Ile waży koń trojański
Pierwszym i – od razu dodam – najlepszym filmem tegorocznego mojego Sylwestra była najnowsza komedia Juliusza Machulskiego „Ile waży koń trojański”. Rzecz o powrocie w nieznośne lata 80te, ale bez politykowania, chodzi wyłącznie o szok związany z „drobiazgami” tamtych czasów utrudniającymi życie. Byłby to świetny film, gdyby nie miał być komedią. Bo chociaż uśmiechnęłam się naprawdę szczerze kilka razy, a raz nawet wybuchnęłam śmiechem gromkim, to jednak nie spełnione są moje warunki komedii czyli dialogi, przy których płacze się ze śmiechu przez 80% czasu. Poza tym drobiazgiem, film jest naprawdę bardzo przyjemny. Jest świetny Więckiewicz, a kto mnie zna, ten wie, że mam absolutną słabość do tego aktora. Jest bardzo ciekawa aktorka Ilona Ostrowska w roli głównej. Okazało się, że szerszej widowni jest znana z serialu Ranczo. Mnie nie była znana w ogóle, ale ma w sobie coś bardzo ciepłego i totalnie bezpretensjonalnego. No i jest Danuta Szaflarska, która po słynnym powrocie w “Pora umierać”, pozostanie nam w łowach jako babcia idealna. Śmiesznie jest popatrzeć na te wszystkie PRLowskie paradoksy. Już dzisiaj jest nam śmiesznie, …