Wpisy otagowane: kalmary

Bistro Pigalle

Bistro Pigalle to trzecie z francuskich bistr otwartych ostatnio w Warszawie. Dziwna sprawa z tym bistro. Zwykle blogerzy rzucają się na takie nowe miejsca, w ciągu zaledwie kilku dni po otwarciu mamy przynajmniej trzy równoległe relacje. O Bistro Pigalle panowała cisza. Miejsce istnieje od kilku tygodni i nikt, absolutnie nikt jeszcze nie napisał żadnej opinii na jego temat. W sobotę wieczorem sprawdzałam dlaczego.

Thai Thai Menu

Thai Thai

Tajska restauracja, na którą czekaliśmy miesiącami. Nieszczęsne La Boheme, które miało swoją siedzibę w tym miejscu, po odejściu Michela Morana kilka lat temu, nigdy już nie wróciło do swojej formy. Równia pochyła miała być może mały kąt nachylenia, ale trend spadkowy był nieodwracalny. Restauracja w końcu się zamknęła, a zaraz potem pojawiła się informacja, że ekskluzywną lokalizację w budynku Teatru Wielkiego zajmie Thai Thai. Ci, którzy mieli szczęście jeść w sopockiej Thai Thai napędzali atmosferę. Niecierpliwie czekaliśmy miesiącami… no w każdym razie tych miesięcy było przynajmniej ze dwa.

Restauracja Montenegro

Restauracja Montenegro

Przyjemnie jest wrócić myślami do wakacyjnych wrażeń kulinarnych. Taka myśl pewnie przyświeca warszawskim restauratorom, otwierającym kolejne bałkańskie restauracje w Warszawie. Mamy więc Bałkański Kocioł, mamy Papalinę, Guccio Domagoj, Nesebar i kilka innych. Nie tak dawno, swoją nową odsłonę pokazała restauracja Montenegro na Natolińskiej. Nie miałam za nią żadnych skojarzeń do tej pory, wybrałam się więc bez uprzedzeń i oczekiwań.

Concept 13

Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Concept 13, byłam absolutnie przekonana, że cena pięcio-daniowego lunchu, ustawiona na poziomie 50zł, nie może się utrzymać i jest najzwyklejszą w świecie promocją. Od tej wizyty minęło kilka miesięcy, a cena jest dokładnie taka sama. Co ciekawsze, Concept ciągle zachwyca. Wygląda inaczej w słońcu letnim, inaczej w jesiennym, inaczej wieczorem, a jeszcze inaczej, kiedy śnieg za oknami. Zadziwiające miejsce.

Mar y Sol

Wybieramy się do tego miejsca w sobotni wieczór, bardzo lubimy hiszpańskie restauracje i ciągle odczuwamy niedosyt tej kuchni w Warszawie. Wprawdzie zaczyna się pojawiać coraz więcej restauracji hiszpańskich, ale przy ogromnej różnorodności tej kuchni, jeszcze sporo wody upłynie, zanim będzie można stwierdzić, że wystarczy.

Sol y Sombra

Tapas bary na Grzybowskiej 2 mają ciekawą historię. W tym samej lokalizacji od początku istnienia zmieniło się tu już kilku właścicieli, styl jednak i kuchnia pozostaje podobna. Pozostał też wystrój, praktycznie bez zmiany są kolory, stoliki, ozdoby, nawet logo pozostało, zmienił się tylko dodatkowy napis nad lub pod „tapas barem” – miejsce nazywa się teraz Sol y Sombra.

Bezgraniczna

Pogoda wykazywała dzisiaj problemy z decyzyjnością. Moja głowa reagowała na to stanami lekkich zawrotów. Miałam w planach kilka nowych miejsc, w ścisłym centrum, ale obawiałam się dużego tłumu, którego dzisiaj nie byłabym w stanie tolerować. Porządkując bloga i dokładając nowe opcje wyszukiwania, wpadła mi w oko Bezgraniczna. Byłam tam dawno, tuż po otwarciu, nie przeżyłam zachwytu, ale to głównie z powodu niedostępności kilku dań z karty. Postanowiłam więc sprawdzić, jak to miejsce radzi sobie po kilku latach.

Restauracja Paros

Trzeba przyznać, że wygląd Paros robi wrażenie. Miejsce świetnie się prezentuje. Widać, że właściciele przywiązują dużą wagę do wystroju. Restauracja jest siostrą El Greco i choć obydwa miejsca różnią się od siebie istotnie, łączy je z pewnością dbałość o estetyczną stronę miejsca.

Boston Port

Pewnie należało się tu wybrać na pierwszą wizytę w lecie. W zimie to miejsce wygląda tak sobie, do tego pozamykane drzwi i włączone grzejniki potęgują „zapach” rybnego baru w całym pomieszczeniu. Szkoda, bo jedzenie jest przepyszne, a ceny bardzo przyzwoite. Zakładam jednak, że potrzebna będzie powtórka tej wizyty.

Tawerna Patris ponownie

Wizyta była celem sprawdzenia. Kiedyś już byliśmy i było świetnie. Porcje wprawdzie były ogromne i nie do przejedzenia, ale wszystko wyśmienite. Nie przyszłoby mi do głowy, że tamta wizyta miała miejsce aż ponad rok temu. Dobrze czasem mieć bloga, żeby takie rzeczy zweryfikować 😉