Miesiąc: Listopad 2010

Restauracja Prowansja

Prowansja nie jest oczywiście nowym miejscem, ale jakimś dziwnym trafem nigdy dotąd się nie składało, żeby się tam wybrać. W końcu przyszedł ten moment i teraz już w ogóle sobie nie wyobrażam, jak mogłam tak długo tutaj nie być. Prowansja jest śliczna, na stosunkowo małej, ale wysokiej powierzchni, zaaranżowano antresolę tworząc lokal niejako dwupiętrowy. Wszystko jest w iście prowansalskim klimacie.

Prosta historia o miłości

Bardzo to dziwny film. Oczywiście nie jestem nim tak totalnie zdziwiona, jak grupka starszych pań, które przyszły w sobotni wieczór do warszawskiego kina Luna na romans 😉 Wiedziałam, że ta historia prosta jest tylko z nazwy, ale chyba jednak poziom jej gmatwania skończył się przekombinowniem. Opowieść dzieje się na wielu warstwach. Problemem jednak jest to, że na żadnym poziomie ta opowieść nie jest wartościową historią, fabułą, czymś, w co warto się zagłębić. Gdyby to obrać z tych warstw jak z cebuli – nie zostałoby zbyt wiele. Do tego jeszcze występują tu jakieś dziwne próby podkoloryzowania rzeczywistości typu Eskimos. Dziwne. Gdyby całość jeszcze była zabawna. Na początku nawet trochę humoru się pojawia, potem jednak zdycha brutalnie i to, co oglądamy to jedynie ciekawy pomysł. Wykonanie zawiodło totalnie. Świetny Maćkowiak – on przecież zawsze jest świetny – i bardzo dobry Topa. Fajnie, że zgodzili się na totalnie drobne epizody Emilian Kamiński i Jerzy Gudejko. Ciekawy drugi plan z Edytą Olszówką i Henrykiem Gołębiewskim. Cały ten materiał jednak, z świetnymi aktorami, bardzo ciekawym pomysłem, debiutującym reżyserem Arkadiuszem Jakubikiem, …

Mielżyński Wine Bar

Wieki minęły od czasu, kiedy po raz pierwszy chcieliśmy się wybrać do Mielżyńskiego w Warszawie. Byłam w zeszłym roku w poznańskim Mielżyńskim, ale warszawski, ponieważ znajduje się w totalnie dalekim dla mnie miejscu, łatwo nie było. Próbowałam też z dwa razy zarezerwować stolik, ale rezerwacje przyjmowali z dwutygodniowym wyprzedzeniem. To było dość zadziwiające i w Warszawie niezmiernie rzadko spotykane. No ale w końcu się udało, choć – trzeba to przyznać – miejsce jest pełne.

Wyjście przez sklep z pamiątkami

Może zacznę od tego, że o street arcie do czasu obejrzenia tego filmu nie wiedziałam nic. A teraz jest mi oczywiście ogromnie wstyd z tego powodu i chciałabym wiedzieć jak najwięcej. Może pewnym usprawiedliwieniem wydaje się to, że u nas jednak nie jest on tak bardzo popularny jak np. w Londynie czy USA, może. W każdym razie, film wprawił mnie w totalne osłupienie. Nie dość, że śmiałam się prawie przez cały czas, to jeszcze poziom fantazji bohaterów mnie powalał. Rozumiem, że bohaterowie – przedstawiciele street artu na czele z reżyserem Banksy’m – mają poczucie ulotności swojej sztuki. Ludzie wprawdzie zobaczą grafili, vlepkę, czy jakąś ciekawą konstrukcję, zapamiętają, może nawet zrobią zdjęcia, ale to tyle. Skoro jednak najsłynniejsi street artyści trafili już nawet do galerii, to pora była najwyższa na film. Powiem tak – świetny. Zupełnie na luzie, bez zadęcia pokazywana jest ich praca, a przecież niektórzy z nich pozostają całkowicie anonimowi. Poczucie humoru jest głównym motywem. Co ciekawe, nie do końca wiadomo jakie postaci są prawdziwe, czy też które wydarzenia faktycznie miały miejsce. Żeby dać …

La Table

Byliśmy już kiedyś w La Table. To było zaraz po pierwszej, niezwykle entuzjastycznej recenzji Macieja Nowaka w Wyborczej. Pamiętam, że oczekiwania ustawione były wysoko i niestety lokal im nie sprostał. Owszem, było dobrze, momentami nawet wspaniale, ale podsumowanie jakoś nie wytrzymało tej poprzeczki, nie sięgnęło aż takich wzlotów jakich się spodziewaliśmy.

Mariusz Szczygieł „Gottland”

Genialna książka. Nie tylko historie odkryte przez Szczygła są świetne, zaskakujące, błyskotliwe, ale i styl pisania jest absolutnie wybitny. Tę książkę się połyka. Idzie się przez nią płynnie, strona po stronie, robiąc tylko małe pauzy na wieczorną herbatkę czy popołudniową kawę. Szczygieł opowiada historie czeskie. Z życia kraju w czasach sprzed zmian, z lekkimi akcentami do czasów po zmianach. Niektóre z nich sięgają czasów jeszcze dawniejszych. Np. otwierająca książkę historia Baty, obfitująca we fragmenty jak ten: „We własnej gazecie „Zlin” Jan Antonin Bata ogłasza pomysł, z którym się obudził – przenieść Czechosłowację do Ameryki Południowej.” Naprawdę mocne. W książce znaleźć można zarówno historie rzeźbiarza – autora ogromnego pomnika Stalina, jak i historie czeskiej aktorki kochanki Goebbelsa, wspomnianą już historię rodu producentów butów Bata, a także historię Marty Kubisovej z tria Golden Kids (z Vondrackową). Wszystko to jest mocno podlane sosem Karela Gotta i tym podobnych smaczków kultury czeskiej. Całość daje genialny i niezwykle wciągający obraz Czech na przestrzeni lat. Szczygieł traktuje te historie z dużym dystansem i niejednokrotnie poczuciem humoru. Nikogo nie ocenia, podaje fakty …

Esencja Smaku

Miałam kilka podejść do tego miejsca. Miałam też trochę pretensji. Wydawało mi się totalnie nieprofesjonalne. Jak można nie mieć licencji na alkohol prowadząc restaurację? Oburzałam się strasznie i w dalszym ciągu wydaje mi się to sporą dawką nonszalancji. W każdym razie Esencja jest jaka jest. I trzeba ją przyjąć z dobrem inwentarza. A jeśli się już to zrobi, odpłaci się pyszną kuchnią i świetną bezpretensjonalną atmosferą Mokotowa.

Aż po grób

Przedziwny ten film. Historia jak nie z tej ziemi, a jednak film oparty jest na faktach, więc ziemia ta potwierdza po raz kolejny swoją nieprzewidywalność. Starszy człowiek od lat mieszkający w samotni, o którym krążą przerażające historie w miasteczku, postanawia wyjawić swoją tajemnicę. W tym celu urządza swoje przyjęcie pogrzebowe … za życia. Pomysł z piekła rodem. Sama historia jest opowiedziana przyjaźnie, bezpretensjonalnie. Tak po prostu normalnie. Uwagę zwracają natomiast postaci. Genialny Robert Duvall w roli głównej. Świetny – jak zwykle – Bill Murray w roli właściciela zakładu pogrzebowego. I Sissy Spacek, bardzo dawno niewidziana. Niegdysiejsza dziewczyna głównego bohatera. Jest też dość dobry młody aktor Lucas Black w roli Buddy’ego – pracownika zakładu pogrzebowego. Trochę wydaje mi się jednak ten temat spalony. Oczekiwałam lepszej rozrywki, jako, że temat sam się wręcz prosił. Być może jednak celem było pokazanie tej historii właśnie w sposób normalny, bez przerysowań i dodawania humoru. Być może. Aha, jeszcze jedno. Ponoć w tym filmie grał Tomasz Karolak. Przykro mi, nie zauważyłam. W skali od 1 do 10 daję 6  

La Iberica

Nie obawiajcie się czytelnicy mojego bloga. Jeśli mnie tu nie ma przez jakiś czas, jestem bardzo zajęta zbieraniem wrażeń, które potem tutaj opiszę. Wszak idea tego bloga nie polega na siedzeniu w domu i pisaniu, a wręcz przeciwnie, na degustowaniu, testowaniu, oglądaniu, odczuwaniu, słuchaniu, itd. Na to wszystko trzeba mieć trochę czasu. Na dzisiaj mam co pisać, a faktycznie nie było mnie chwilę.