Miesiąc: Lipiec 2009

Gewurztraminer Zemmer Włochy 2005

Zareklamowano mi to wino jako takie, nad którym niektórzy pieją zachwyty w takim stopniu, że aż brakuje im słów. Tymczasem dla mnie okazało się być pierwszym Gewurztraminerem, którego nie polubiłam. Najzwyczajniej w świecie mi nie smakuje. Określany przez dystrybutorów jako łagodny i wytrawny, dla mnie ewidentnie nie jest łagodny, a dodatkowo ma posmak wina półwytrawnego, którego naprawdę nie lubię. Jeszcze opinie: „Kolor złoto -żółty. W bukiecie nuty słodkiego muscatu, z domieszką aromatów suszonych kwiatów i przypraw(goździków) w tle delikatna orientalna nuta kadzidła. W smaku, pełne, żywe, rześkie, o delikatnie zaznaczonej, przyjemnej kwasowości. O gewurtztraminerach panuje opinia, iż albo sie pokocha wina z tego szczepu, albo się do nich nigdy nie wraca spróbujcie sami!” Ja wracam do gawurztraminerów z dużą przyjemnością, ale teraz będę musiała znacznie bardziej na nie uważać. Mam wrażenie, że to kadzidło i nuta słodkiego muszkatu powodują moje zniesmaczeni. To połączenie nigdy nie było moim ulubionym. Chciałam spróbować wina włoskiego z południowego Tyrolu – spróbowałam. Nie polecam jednak. Do kupienia m.in. tutaj. W skali od 1 do 10 daję 5

Wrogowie publiczni

Brakowało mi kina. Od pewnego czasu na ekranach zapanowała totalna kanikuła i trudno było znaleźć cokolwiek wartego uwagi. „Wrogowie publiczni” przerywają tę tendencję. Bardzo dobre kino. Ok., nie jest to kino odkrywcze, nie jest objawieniem, ale bardzo sprawnie zrealizowanym filmem gangsterskim z fantastycznym Johnny Deppem w roli legendarnego gangstera – celebryty Johna Dillingera. Świetna historia Dillingera, którego tłumy uwielbiały za cięte riposty w wywiadach i rabowanie banków przy jednoczesnej nietykalności pieniędzy poszczególnych ludzi. Lata 30te to czasy wielkiego kryzysu, zawinionego przez banki. (Czy to jakieś deja vu?) Sympatia opinii publicznej zdecydowanie plasowała się więc po stronie gangsterów. Po drugiej stronie ścigającej bandytów, a zatem w zalążkach FBI J. Edgara Hoovera, ciekawy przeciwnik Deppa – Christian Bale. Bardzo interesujący pojedynek spojrzeń obydwu aktorów, obustronna siła wzroku, lekko zawadiackie uśmieszki przepełnione pewnością siebie. Bardzo ciekawy pojedynek. Moim zdaniem, wygrany przez Deppa, ale Bale stawił mu godnie czoła. Znakomity jest też klimat stworzony przez Michaela Manna – reżysera „Wrogów publicznych”. Klimat Chicago lat 30tych poprzedniego wieku. Z popularnymi gangsterami, z bandytami pozostającymi w tle, a robiącymi największe przekręty, …

Idomeneo, Król Krety

Odkryłam ją dla siebie, choć słyszałam mnóstwo dobrych i ciepłych słów już wcześniej. Warszawską Operę Kameralną. Przepiękną, stylową, klasyczną, zadbaną. Z pięknym ogródkiem, z ławkami, na których siadają widzowie w przerwach spektakli, z kawą i sokami rozdawanymi w przerwach i wreszcie z pomysłem. Bo pomysł zorganizowania Festiwalu Mozartowskiego, obejmującego wszystkie dzieła sceniczne Mozarta, jest zupełnie odkrywczy i to nie tylko w polskiej, ale i międzynarodowej skali. Idomeneo nie jest bardzo znaną operą Mozarta, z tym większą przyjemnością jej wysłuchałam. Jak to zwykle z wykonaniami oper bywa, pojawiają się w nich głosy bardzo dobre (Marta Bobrowiska jako Ilia) i bardzo kiepskie (Gabriela Kamińska jako Electra), ale ogólny odbiór był bardzo dobry. Szczególnie wart zwrócić uwagę na inscenizację i scenografię. Zrobione małymi środkami, bo opera jest naprawdę kameralna i najzwyczajniej nie ma w niej bogactwa efektów Opery Narodowej. Jednak pojawienie się potwora w drugim akcie wywarło na publiczności duże wrażenie. Zwłaszcza, że jego frędzle poruszały się w rytm muzyki, czym rozbawił najbardziej zasępione twarze. W Operze Kameralnej głównie docenia się klimat. Sala składa się z kilkunastu rzędów, …

Brűno

Brűno nakręcony jest zgodnie z lekko przeinaczoną, ale słynną zasadą Hitchcocka, w myśl której film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Film zaczyna się od scen budzących największe zgorszenie, od najbardziej niesmacznych. Widz ma około 10 pierwszych minut na decyzję – zostaję czy wychodzę. Jeśli jednak zostanie … poza kolejnymi obscenicznymi scenami, ma absolutnie zagwarantowane umieranie ze śmiechu przez kolejne półtorej godziny. Brűno bawi do łez. Czasami też przeraża, ale to wtedy, kiedy włącza nam się świadomość faktu, że niektóre sceny są prawdziwe, a ludzie w nich występujący istnieją naprawdę. Dla mnie najbardziej szokujące były dwa momenty. Pierwszy z rodzicami, którzy zgłosili swoje dwuletnie dzieci do castingu na zdjęcie. Chcąc wygrać casting, odpowiadają na pytania. Jedno z nich brzmi np. „czy dziecko może schudnąć 5 kg do przyszłego tygodnia”. Odpowiedź jest oczywiście pozytywna. Każda odpowiedź jest zresztą pozytywna. Szokujące. Podobnie jak dwóch mężczyzn występujących w roli „gay converter”. Zwłaszcza przeraził mnie jeden z nich z ewidentnie widoczną obsesją w oczach. Szczególnie, kiedy Brűno zapytał go, czy z nim flirtuje. …

R20 ponownie

Obiecaliśmy sobie kiedyś, w czasach, kiedy R20 nie miało jeszcze licencji na alkohol, że tu wrócimy. Dobrze się zapowiadało, trzeba było sprawdzić postęp. Myślę jednak, że nie spodziewaliśmy się tego, co tu zastaliśmy. Wierzyliśmy, że będzie dobrze, ale rzeczywistość przekroczyła nasze wyobrażenia.

Porta 13 ponownie

Po ostatniej wizycie w Restauracji Porta 13 obiecaliśmy sobie, że koniecznie trzeba będzie tu powrócić. Najchętniej w lecie, przetestować sympatycznie zapowiadający się ogródek. W sobotę obietnica została dotrzymana. Pojawiliśmy się w Porcie ponownie, całkowicie nastawieni na czepianie się i sprawdzanie, czy aby na pewno się nie popsuło i czy może jednak nie osiedli na laurach.

Narzeczony mimo woli („The Proposal”)

W moim ulubionym gatunku, czyli komedii romantycznej, nie dzieje się ostatnio zbyt wiele. Już nawet komentatorzy zauważyli, że mocno narzekam ostatnio na ten gatunek. Jestem jednak od niego w dużej mierze uzależniona, więc jeśli wchodzi na ekran jakaś komedia romantyczna, możecie założyć, że ją obejrzę … i choć jestem przygotowana na rozczarowania, zwykle rozczaruję się po raz kolejny 😉 Tym razem mistrzyni gatunku czyli Sandra Bullock. Po Julii Roberts to właśnie ona najbardziej kojarzy się z komediami romantycznymi. Jest w nich zresztą najlepsza, o wiele lepiej się w nich sprawdza niż w każdym innym repertuarze. Ucieszyłam się zwiastunami nowej komedii „The Proposal” – pozwolicie, że będę się trzymała oryginalnego tytułu, nasi tłumacze znowu „wiedzieli lepiej”. Ucieszyłam się, że po wielu nieudanych próbach, będę się znowu dobrze bawiła w kinie. Bardzo ważna i dość wredna pani dyrektor jednego z nowojorskich wydawnictw zapomina dopełnić formalności wizowych (jest Kanadyjką) i w efekcie ma już tylko jeden sposób na pozostanie w USA – ślub. Problem w tym, że nie ma w jej życiu nikogo, wybór pada zatem na jej …

John Grisham „Prawnik”

Zwykle planując podróż pociągiem 2,5 h w każdą stronę, kupuję na dworcu 300 stron czegoś, co mnie wciągnie. Tym razem padło na najnowszą powieść Johna Grishama pt. „Prawnik”. Sam autor na okładce skłania do porównań ze swoją najsłynniejszą powieścią „Firmą”. Tym samym daje czytelnikom nadzieję na porównywalne wrażenia. Niestety. Oczywiście „Prawnik” jest świetnie skomponowaną, wymyśloną i płynnie napisaną i swobodnie czytającą się powieścią kryminalną. Wciąga, angażuje, wyłącza umysł z otaczającej rzeczywistości. trudno ją odłożyć, chce się kontynuować. W końcu Grisham ani nagle nie przestał umieć pisać, ani też nie pozbawił się wszystkich pomysłów z kategorii kryminalno-prawniczej. Jednak brak mu już tych olśniewających, brak elementów zaskoczenia, brak nieprzewidywalnych zwrotów akcji, całość w pewnym momencie staje się przewidywalna i tak już zmierza do końca. Szkoda. Być może, gdyby mógł dostać trochę czasu, gdyby nie musiał/nie chciał się spieszyć, gdyby nie było presji napisania kolejnej bestsellerowej powieści, na ekranizację której kontrakt został pewnie podpisany zanim powstał jej szkic. Być może wtedy byłoby lepiej. Tym razem niestety nie jest. Trudno, taka widać kolej. Niegdysiejsza „Firma” była prawdziwym thrillerem, dzisiaj …

Bistro Żużu

Bardzo fajny pomysł na knajpkę. Francuskie niezobowiązujące bistro z sklepem winnym, a zatem sporym wyborem win w dobrej cenie. Taki – jak rozumiem – był pomysł z założenia, co z niego zostało w realizacji? Niestety realizacja się nie spisała.