Miesiąc: Wrzesień 2009

Finca Flichman Reserva Chardonnay Argentyna 2008

Zadziwiające wino. Wyjątkowo dobre jak na Chardonnay. Wyjątkowo nie podobne do smaku Chardonnay. Podejrzewam, że przy teście z zamkniętymi oczami lub zasłoniętą nalepką, nie rozpoznałabym tego szczepu w tym winie. Co dla mnie jest akurat dużym komplementem. Już kiedyś piłam jakieś wino Finca Flichman, nie zachwyciło mnie, tym razem też nie zachwyca, choć jest bardzo przyzwoite, ale zdecydowanie zaskakuje. Dystrybutorzy opisują to wino: „Złocisty kolor z zawiesistym i treściwym bukietem, z nutami śmietany, ananasu i caramelu. W ustach tęgie z miękkim, świeżym i przyprawowym smakiem z nutami dymu i minerałów. Długi bogaty posmak.” Jak zwykle trafiłam na smak w poszukiwaniu mineralności, którą tym razem znalazłam. Wszystkim zwolennikom minerałów, polecam. Reszcie – umiarkowanie, ale też. Do kupienia m.in. tutaj. W skali od 1 do 10 daję 7 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Coco avant Chanel

Nie wiem, dlaczego krytyka tak bardzo źle ten film oceniła. Nie przeczytałam w sumie chyba ani jednej pozytywnej recenzji. Dla mnie to było całkiem przyjemne kino, nie spodziewałam się wzlotów i ich nie doświadczyłam. Po prostu historia Coco Chanel, bardzo ciekawa historia – dodam. Być może wszyscy ją znali, a ja akurat nie, ale sama fabuła, a zatem historia początku dorosłego życia Coco Chanel, wydała mi się bardzo interesująca. Trudne początki, niejednoznaczne relacje z mężczyznami, wielka samotność i co w sumie wydaje mi się najważniejsze – przypadkowa decyzja o zostaniu modystką. Nie znałam tej historii i w jej poznaniu upatruję największą wartość tego filmu. W jednym muszę przyznać rację recenzentom – Audrey Tautou zdecydowanie nie poradziła sobie z tą rolą. Brakło jej ukazania tego wszystkiego, z czego Coco Chanel słynie do dziś – zdecydowania, energii, siły i desperacji. Tautou jest słodka, robi owszem kilka min przypominających energiczną kobietkę, ale całość postaci jest kompletnie niespójna i pozbawiona charakteru. Można być tym filmem rozczarowanym, jeśli oczekuje się rewii mody czy też w ogóle mody w centrum wydarzeń. …

I’m Not There

Od dłuższego czasu się zastanawiam nad tym, dlaczego ten film nie wszedł na ekrany polskich kin. Podobnie jak i nad tym, kto o tym decyduje. Od jakiegoś czasu czekam np. na polską premierę The Boat That Rocked (nowej komedii Richarda Curtisa) i nic. Film miał brytyjską premierę w kwietniu, potem pojawiał się we wszystkich innych krajach europejskich, łącznie z Czechami, Ukrainą, a nawet Estonią. Amerykańska premiera przewidziana jest na listopad, a o polskiej ani mru mru. Po prostu nic. Wracając do „I’m Not There”, filmu nominowanego do Oscara w kategorii drugoplanowej roli kobiecej dla Cate Blanchett, który pojawił się u nas na DVD w dwa lata po oficjalnej premierze. Nie jest to z pewnością kino wybitne, jest za to dość niszowe i lekko psychodeliczne. Podobnie jak Bob Dylan, którego historię opowiada film. Czy naprawdę nie ma w Polsce aż tylu fanów Dylana, żeby ten film mógł wejść do kin? Trochę dziwna jest formuła filmu, gdzie w różnych okresach życia Dylan grany jest przez różnych aktorów, a nawet przez jedną aktorkę. Film pokazuje sześć momentów życia …

Passe Partout

Zdarzyło mi się być już kiedyś w tej restauracji na Saskiej Kępie, jednak nigdy wcześniej tam nie jadłam. Przyznaję, że Passe Partout robi wrażenie samym wystrojem. Jest to jedno z bardzo nielicznych – o ile nie jedyne – miejsc w Warszawie, gdzie za restauracją można znaleźć uroczy ogródek. Swoją drogą, ale to temat na inną dyskusję, dlaczego w takim np. Poznaniu prawie wszystkie knajpki na starym mieście mają po przejściu przez salę ogródek w podwórzu, a w Warszawie nie da się tego zrobić? Nie rozumiem, w każdym razie, w Passe Partout ogródek jest i to jest jego absolutnie mocny punkt. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Leszek Kołakowski „Wśród znajomych”

Z dużą radością wracam z tych wakacji. Chyba po raz pierwszy tak dużą. Cieszy mnie rychła perspektywa jesiennych wydarzeń kulturalnych – a to nowej płyty Kayah, a to koncertu Cassandy Wilson, a to nowego filmu Almodovara. Nic, tylko się niecierpliwić. Opalenizna lekko mi tylko przypomina, że jeszcze wczoraj wylegiwałam się na słońcu w pewnym kraju, którego Wam jednak nie polecam odwiedzać. Wylegując się i nudząc jednocześnie pochłaniałam kolejne książki z prędkością światła. Niektóre nie nadawały się naprawdę do niczego innego jak tylko czytanie przy basenie pomiędzy jednym a drugim leniwym ziewnięciem i kolejną próbą przepłynięcia dziesięciu, a może tym razem dwunastu basenów wpław. Innym – jak tej, o której chciałabym dzisiaj kilka zdań – towarzystwo basenu, kurortu, słońca i tej „nieznośnej lekkości bytu” zwyczajnie nie przystoi. Leszek Kołakowski „Wśród znajomych” czytany nad basenem, często z kolejnym drinkiem w ręce, przyznacie, że to zakrawa na profanację. A jednak, w całym tym natłoku wakacyjnych lektur, mniej lub bardziej udanych, czytanych głównie w językach obcych – ale to jedyny ich poziom komplikacji – w całym tym natłoku, „Wśród …