Miesiąc: Czerwiec 2010

Kurt Elling Dedicated To You

Wsłuchuję się w nowego Kurta Ellinga Dedicated to You. To płyta, którą Kurt zadedykował Johnowi Coltrane’owi i Johnny Hartmanowi wykonując na niej utwory z ich repertuaru. Kurt – jak zwykle – świetny. Uważam go za najlepszego w tej chwili wokalistę jazzowego na świecie i stawiam na tym pierwszym miejscu na równi z Alem Jarreau. Zresztą ich wspólne wykonanie Take 5 – kto nie widział, odsyłam do YouTube’a, to absolutny majstersztyk wokalistyki jazzowej, po prostu mistrzostwo świata. Ale takiego Kurta jak w tej krótkiej wprawce z Alem Jarreau,brakuje mi na tej płycie. Zresztą, muszę to przyznać, nie gustuję w interpretacjach jazzowych wykorzystujących instrumenty smyczkowej, tutaj mamy do czynienia z kwartetem. Mam wrażenie, że do rytmu utworów jazowych po prostu najzwyczajniej smyczki nie pasują. Zresztą na tej płycie, ilekroć jest jakieś intro, czy inny fragment bez towarzyszenia kwartetu, od razu robi się normalniej, lepiej, jakby bardziej jazzowo. Sam Kurt jest oczywiście znakomity, ale brakuje jego wokaliz, brakuje jego popisów erudycji muzycznej, tak charakterystycznych dla niego cytatów z innych wykonawców … Jakby dedykacja tej płyty dwóm wybitnym muzykom, …

Maseli & Ścierański w Panoramie

W bardzo ciekawy klubie w Katowicach – Ligocie, gdzie zwykle odbywają się koncerty, ale bardziej bluesowe czy rockowe, rozpoczął się flirt z jazzem. Na pierwszą linię poszli moi ulubieni i widywani już wcześniej w tym zestawie Bernard Maseli i Krzysztof Ścierański. Sam klub jest świetnym miejscem, z bardzo dobrym jedzeniem, mnóstwem ludzi na sali i na zewnątrz. Świetna obsługa i bardzo przyjemny wystrój – fajnie stylizowany na lata 70te i 80. Super miejsce. Koncert w piątkowy wieczór, sala pełna, pełno też na zewnątrz. Dobra pogoda. Ludzie w różnym wieku. Od studentów do ludzi po 60tce. Niesamowita mieszanka, ale przebywająca ze sobą w zupełnej koegzystencji. W tym zróżnicowanym towarzystwie, częściowo zajadającym, częściowo popijającym piwo, pojawili się muzycy. Zagrali w oknie, śmiejąc się, że to koncert pt. północ – południe – wschód – zachód, tak, żeby muzyka unosiła się zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Który artysta by się na to zgodził? Oświetleni reflektorami, obstawieni sprzętem, byli świetnym łupem dla … komarów, które skutecznie utrudniały im wyłączne skupienie na muzyce. Utrudniała też atmosfera. Ludzie, choć świetnie się …

Chateau Grand Canyon Pauillac 1973

Dostałam to wino w prezencie z bardzo zabawnym komentarzem „najważniejsze to mieć w zanadrzu butelkę innego wina. Niech staruszek odpowiada za emocje, a za wrażenia smakowe niech się weźmie inne wino”. Staruszek ma dokładnie tyle lat, co ja. I – muszę to przyznać – nie spodziewałam się po nim zbyt wielkich doznań smakowych, zresztą w tej mierze zupełnie byłam zgodna z darczyńcą. Raczej chodziło mi o tę zupełnie niesamowitą zbieżność dat. To pierwsze tak stare wino, które piłam. Nie mam więc żadnych doświadczeń. Bałam się wielu rzeczy – korka przede wszystkim. Korek poradził sobie niesłychanie dzielnie. Nie ukruszył się nawet maleńki fragmencik. Bałam się dużej kwasowości. Nie było. Smak absolutnie idealny dla czerwonego wina. Lekki, ale pełny, kompletny, bardzo elegancki i – w efekcie – przyjemny. Niestety krótkotrwały. I to największa niespodzianka. To wino umyka, nie trwa. Tak naprawdę wyczuwalna jest pierwsza nuta smakowa, a potem jakby go nie było. Finiszu nie ma zupełnie. To naprawdę ciekawe wrażenie, nie piłam jeszcze takiego wina. Być może to fakt szybkiego utlenienia się, faktycznie zdekantowałam je, ale wydaje …

Restauracja indyjska Maharaja

Dzisiaj Maharaja wygląda koszmarnie, trzeba to powiedzieć. PRL całkowity. Ale poza wystrojem (który w kilkunastu lat nie zmienił się w ogóle), całość jest na bardzo dobrym poziomie. Trzeba się przedostać na drugie piętro straszącego wyglądem poprzedniej epoki budynku przy Marszałkowskiej, ale kiedy już się to przejdzie … jest znacznie lepiej.

Masseria Trajone Nero d’Avola Sycylia

Rzadko ostatnio pijam czerwone wino. Albo jest dla mnie zbyt ciężkie albo kompletnie mi nie smakuje. Znalazłam sobie szczepy białe, które mi odpowiadają i – szczerze to przyznam – nieczęsto eksperymentuję z innymi. Dlatego z dużą ciekawością wypiłam pierwsze po długiej przerwie wino czerwone sycylijskie Masseria Trajone Nero d’Avola. Nero d’Avola to najpopularniejszy szczep Sycylii. Często porównywany z Syrah. Zwykle daje wina „potężne i skoncentrowane”. Tym bardziej zaskoczyła mnie, ale akurat odbieram ją pozytywnie, lekkość tego wina. Było na pewno dobrze zbudowane, ale raczej łagodne niż z mocnym charakterem i na pewno nie określiłabym go jako skoncentrowane. Dystrybutorzy o tym winie: „Wino z klasycznego sycylijskiego szczepu o głębokim, ciemnoczerwonym kolorze i aromatach leśnych owoców i korzennych przypraw. Łagodne, eleganckie,  ale jednocześnie pełne, skoncentrowane. Doskonałe do pieczonej dziczyzny i czerwonego mięsa. Zaleca się dekantację.” Zdekantowałam i z przyjemnością degustowałam. Polecam w kategorii dobre, lekkie i przyjemne. Do kupienia m.in. tutaj W skali od 1 do 10 daję 7  

Przegląd kinowych zaległości

Ponieważ mam spore zaległości, a z doświadczenia wiem, że nie dam rady opisać wszystkiego tak szczegółowo jak bym chciała, będzie krótko. Kilkuzdaniowo o filmach z kategorii „zaległe do opisania”. Soloist – poruszające kino. Świetny Robert Downey Jr. Świetny Jamie Foxx. Bardzo ciekawa fabuła. Znakomita poruszająca muzyka. Jednak w całości coś nie do końca gra. Nie jest to kino wybitne. Raczej na  DVD niż do kina. 6 na 10 W chmurach – jak mogłam tego nie opisać? Świetny Clooney. Po prostu super. Z dużym dystansem do samego siebie, tak lubię najbardziej. Znakomita historia, absolutnie mądra i bardzo na czasie, szczególnie w tzw. kryzysie. Wychodzi się z kina z poczuciem przejęcia i przekonania, że jednak życie powinno się przejść z kimś. Niesamowity efekt. Bardzo dobre kino. 8 na 10 Alicja w krainie czarów – klasyczny Tim Burton plus Johnny Depp. Szalony, lekko zakręcony, mocno dziwny. Alicja w interpretacji. Dobra, ale bez większych wrażeń. 5 na 10. Była sobie dziewczyna – An Education – jak zwykle brawa za tytuł. Oglądałam z głową mocno w innym miejscu i nie …

Restauracja La Table

Znowu Maciej Nowak spowodował naszą wizytę w tym miejscu. Napisał o niesamowitym szefie kuchni: „szef z umiejętnościami i stylem daleko wykraczającym poza standardy rodzimej gastronomii. Umie korzystać z całego bogactwa europejskiej kuchni, wie, co to warzywa w formie julienne, a co to brunoise, zna pataty, przegrzebki, konfiturę cebulową, umie przyrządzić emulsje i klasyczne sosy, a jego steki smażone są dokładnie tak, jak życzy sobie tego klient.” Oczekiwania były więc ustawione na wysokim poziomie, pora była sprawdzić, czy ponownie nie zgadzamy się ze zdaniem Macieja Nowaka. Zaczęłam od mojego faworyta w każdego kuchni. Smażone przegrzebki z przecierem selerowym, warzywami julienne, groszkiem oraz emulsją ze skorupiaków. I pierwsze rozczarowanie – przegrzebki zupełnie bez wrażenia, nuda na talerzu, brak wydobycia prawdziwego smaku przegrzebków i tak wielka łagodność, delikatność, żeby nie powiedzieć brak wyrazu tego dania, że naprawdę wykorzystanie w nim przegrzebków nie miało sensu. Zamawiam drugie mając nadzieję na lepszy efekt. Stek cielęcy z opiekaną w miodzie cykorią, purée z batatów, kremem z pora oraz sosem madeira. I tu hit. Wprawdzie cielęcina jednak trochę zbyt surowa, ale cała …

A Single Man (Samotny Mężczyzna)

Strasznie zaniedbałam bloga ostatnio, przyznaję. Sporo się działo, a potem pojechałam na krótkie wakacje, ale pomiędzy tym wszystkim naprawdę zbierałam nowe tematy do opisania tutaj. I dzisiaj wracam pierwszym – film A Single Man Toma Forda. Gdybym tak bardzo nie uwielbiała Jeffa Bridgesa, powiedziałabym, że Oscar w pełni należał się Colinowi Firthowi. Świetna rola, naprawdę znakomita. Firth gra osamotnionego po śmierci swojego wieloletniego partnera profesora literatury. Jest w depresji, ma dosyć życia, tęskni, podejmuje pewną decyzję z zamiarem wykonania wieczorem, ale wydarzenia dnia powodują, że zmienia plany … Już samo oglądanie Colina Firtha w roli geja jest szokujące, to przecież aktor, który zagrał nieskończoną liczbę ról podrywaczy, klasycznych amantów. Ta postać jest więc zupełnie inna w jego wykonaniu. Ale też nie miałam chyba nigdy wątpliwości, co do tego, że Colin Firth ma niesamowity, nieczęsto przez reżyserów wykorzystywany, potencjał. Mam nadzieję, że teraz otworzą się przed nim możliwości grania nieco ciekawszych postaci. Wobec całości filmu mam mieszane uczucia. Temat faktycznie jest ciekawy i fabuła, choć zbudowana wokół jednego tylko dnia z kilkoma retrospekcjami, trzyma w napięciu. …