Wpisy otagowane: owoce morza

Merliniego 5 Cytrynowy kurczak

Ocena: 13.5/20

Czy wrócę? TAK

Merliniego 5

Jeśli opiera się pomysł na restaurację o steki i owoce morza, to szef kuchni ma teoretycznie proste zadanie. Po pierwsze musi znaleźć świetny produkt, po drugie – nie zepsuć go. Tyle teorii. W praktyce w różnych miejscach produkty bywają kiepskie, a jeśli nawet są dobrej jakości, kucharze potrafią je bezlitośnie zmarnotrawić. W Merliniego 5 na szczęście praktyki takie nie mają miejsca.

Bistro de Paris Michela Morana Kwiecień 2015

Wracam. Wracam bo lubię. Bistro de Paris Michela Morana moim zdaniem nie ma słabych momentów i kiedy już jestem zmęczona poszukiwaniem nowości, kiedy chcę sobie przypomnieć, że są jeszcze takie miejsca, gdzie suflet to suflet, a nie jego mierna podróbka w postaci fondanta, wracam do Bistro de Paris. Tym razem, ponownie zajadałam się klasykami francuskiej kuchni i nowymi pomysłami Michela Morana.

Casa Pablo Marzec 2015

Wracam do Casa Pablo po pół rocznej nieobecności. Miejsce znane mi jest z dobrej, dość wyszukanej hiszpańskiej kuchni. Bardzo mnie dziwi nieustające pomijanie Casa Pablo przez oficjalne gastro-przewodniki – miejsce nie znalazło się ani w polskiej edycji Gault & Millau, ani nie zostało wyróżnione choćby sztućcem przez Michelin. Zaciekawiona tą sytuacją, idę sprawdzić, czy jest jakiś powód tej sytuacji.

Wabu Sushi

Kiedy ostatnio pisałam o sushi? Nie pamiętam. Pewnie z pięć lat temu. Czy to znaczy, że od tego czasu sushi nie jadłam? Skądże znowu. Jadam często. Ale zwykle nie budzi ono we mnie żadnej emocji, nie ma w nim nic ciekawego, zamawiam swój standard, od czasu do czasu pozwalając sushimanowi na lekkie wariacje. Dostaję nawet dość dobre, smakowo satysfakcjonujące, ale nie powodujące żadnego przyspieszonego bicia serca, ot standard jak przeciętny rosół z makaronem. Ostatnio jednak było inaczej. Ostatnio bowiem wybrałam się do Wabu Sushi.

Nocny targ rybny w La Cocotte

Bistro La Cocotte otworzyło się w styczniu na Mokotowskiej tuż przy Placu Zbawiciela.  Bezpretensjonalna restauracyjka ujęła mnie swoją prostą francuską kuchnią już na początku. Wprawdzie nie wróciłam tu do tej pory, ale miałam przeczucie, że naprawdę pięknie będzie tu, gdy zrobi się ciepło i będzie można zasiąść przy stoliku na tutejszym patio. W poprzednią środę miejsce dało mi powód do odwiedzin. Nocny targ rybny w La Cocotte.

Flesz: Kolacja w Concept 13

Pora chyba przyznać się do uzależnienia. Nazywam się Fro i jestem Contept13-holikiem. Dziś będzie krótko: sobotnia kolacja w Concept 13. Pisałam o tym miejscu już wielokrotnie, ale zwykle były to lunche. Kolację jadłam tu do tej pory tylko raz, dawno temu i nie zrobiła na mnie bardzo dużego wrażenia, wczoraj jednak było zupełnie inaczej. Po raz kolejny potwierdziłam sobie, że wracam tu regularnie i będę wracać pewnie jeszcze częściej. Moje uzależnienie trwa i nie maleje, przyznaję się do niego, ale walczyć z nim nie zamierzam.

Salto Ośmiornica

Salto

Salto pierwszego polskiego Top Chefa Martina Gimeneza Castro otworzyło się w hotelu Rialto na początku lutego. Trochę mi zabrało wybranie się do tego miejsca. Salto miało początkowo dziwny pomysł, by w weekendy oferować wyłącznie menu złożone ze steków. Rozumiem, że Argentyńczyk Martin jest mistrzem w tej dziedzinie, jednak na zdjęciach oglądałam piękne rybne dania, zachęcające owoce morza, znakomite dania bezmięsne. Szkoda było mi ograniczać się wyłącznie do steków. Czekałam więc na odpowiednią okazję.

Flesz: Restauracja Pellicano

Musimy pójść na kompromis. Wy i ja. Ponieważ ogarnęła mnie niemoc i wiosenne przemęczenie, nie potrafię się ostatnio zmobilizować do pisania. Ciągle jednak z przyjemnością chodzę po restauracjach, smakuję, jem i mam na ten temat zdanie, którym chcę się dzielić. Kompromis będzie polegał na tym, że ograniczę się do trzech paragrafów. Froblog Flesz. Taka nowa kategoria. Na pierwszy ogień idzie Restauracja Pellicano. Opis mojej drugiej wizyty w tym miejscu w telegraficznym skrócie. Wrócę do pełnej formy, jak pełna forma wróci do mnie.

Bistro Pigalle

Bistro Pigalle to trzecie z francuskich bistr otwartych ostatnio w Warszawie. Dziwna sprawa z tym bistro. Zwykle blogerzy rzucają się na takie nowe miejsca, w ciągu zaledwie kilku dni po otwarciu mamy przynajmniej trzy równoległe relacje. O Bistro Pigalle panowała cisza. Miejsce istnieje od kilku tygodni i nikt, absolutnie nikt jeszcze nie napisał żadnej opinii na jego temat. W sobotę wieczorem sprawdzałam dlaczego.