Bistro, Międzynarodowa, Nowe miejsce, Restauracje, Śródmieście
1 komentarz

Ring The Bell

Krucza to ulica pełna sprzeczności, zupełnie nie wiadomo, o co jej chodzi. Czynsze ponoć kosmiczne. Ludzie czasami są, a czasami ich nie ma. Co chwilę coś nowego się otwiera, ale też co chwilę coś się zamyka. Trudno powiedzieć, czy to dobra lokalizacja dla restauracji czy zła. Właściwie można byłoby powiedzieć, że po prostu jest trudna. Ostatnio wszyscy żyli otwarciem Lokal Vegan Bistro i Uki Uki na Kruczej. W niedzielę postanowiłam zjeść lekko, więc z wegańską kuchnią było mi po drodze, niestety z kolejką przed Lokalem już nie. Przeszłam dziesięć metrów dalej i zobaczyłam równie pełne Uki Uki. W pierwszym odruchu chciałam z tej Kruczej uciekać, ale w drugim… poszłam jeszcze kawałek dalej i zobaczyłam Ring The Bell.

Myśl pierwsza: Ring The Bell? Przecież to jakiś koktajl bar, a nie miejsce na obiad. Myśl druga: sprawdźmy menu. I dobrze, że sprawdziłam, bo miejsce ma pełne menu, nawet z ofertą sałatek, a chciałam przecież lekko. W menu są startery, zupy, zielenina czyli sałatki, burgery, dania główne w tym steki oraz desery. Weszłam. Było całkiem sporo ludzi, a obok mnie wielki rozstawiony stół z rezerwacją na kilkanaście osób. Ring The Bell ma spory, bardzo wyeksponowany bar, kilka stolików pod oknem i kilka w głębi lokalu. Za barem wisi niewielki, ale zapewne donośny dzwonek, do którego nawiązuje nazwa miejsca. Ten, kto pociągnie za sznurek i zadzwoni stawia wszystkich szoty. Gdzieś to już widziałam, ale rozumiem, że przy większych wieczornych imprezach, może to wywoływać jakieś emocje.

Ring The Bell Dzwonek

Ring The Bell: Dzwonek

Z głośników płynie fajna energetyczna muza, a obsługujący mnie kelner okazuje się być najsympatyczniejszym kelnerem w tym sezonie. Co chwile sprawdza, czy u mnie wszystko w porządku, pyta, czy ściszyć muzykę, monitoruje stan mojego zadowolenia, jest bardziej dostępny niż bym sobie to wyobrażała. Po kilku chwilach czuję się w Ring The Bell bardzo dobrze i z ochotą zaglądam w menu, by złożyć zamówienie.

Ring The Bell Wnętrze

Ring The Bell: Wnętrze

Carpaccio z pomarańczy (22zł) z carpaccio ma wspólny jedynie sposób pokrojenia pomarańczy w cienkie plasterki, ale nie czepiam się, bo okazuje się być bardzo lekką i smaczną kompozycją. Mamy tu furę zdrowego jędrnego świeżego szpinaku, koktajlowe pomidorki, ser koryciński i granat, do tego przyjemny dressing i świeży pieprz. Sałata znika z mojego talerza i po raz pierwszy w tym momencie myślę sobie, że mogłam całkiem przypadkowo całkiem nieźle trafić.

Ring The Bell Carpaccio z pomarańczy

Ring The Bell: Carpaccio z pomarańczy

Z zamówieniem dania głównego mam nieco problemu. Chciałam lekko, a tu mnie kusi wołowina. W karcie napisano, że to polędwica z bydła rasy Angus, sezonowana 3 tygodnie oraz że pochodzi z hodowli z okolic Częstochowy. O tej hodowli słyszę czasami od szefów kuchni, mam więc dobre zdanie. Kusi mnie poza tym, by sprawdzić, jak Ring The Bell poradzi sobie z tematem wysmażenia steka. Ostatecznie idę na kompromis i rezygnuję z dodatków typu puree z batatów i szpinak w śmietanie, zamawiam do Polędwicy Ring The Bell (60zł) deskę warzyw. Deska to osobne danie w karcie kosztujące 20zł, ale pan kelner – który od tego momentu wygrywa konkurs na kelnera miesiąca na Froblogu – oferuje zamianę dodatków na warzywa gratis. Pyta też o stopień wysmażenia i samodzielnie oferuje stopień blue – oczywiście po moich deklaracjach o krwistości. Stek jest świetny. Wołowina faktycznie ma smak, jest przyprószona pieprzem i lekko posolona, mięciuteńka i krwista – jak chciałam. Towarzyszy jej mnóstwo surowych pokrojonych warzyw.

Ring The Bell Polędwica

Polędwicy Ring The Bell

Deseru nie jadłam, bo chciałam lekko i nie nastawiałam się nawet na cały posiłek. Wypiłam jeszcze fajną Lemoniadę mango (10zł) – pachnącą świeżą miętą i faktycznie smakującą mango. W ofercie są też bazyliowe, a nawet szpinakowe lemoniady. Moją obecność zakończyłam Podwójnym espresso z mlekiem i w pełni zadowolona wróciłam na Kruczą, by sprawdzić, jak radzi sobie kolejka pod Lokal Vegan Bistro. Stała dzielnie dalej.

RIng The Bell Lemoniada Mango

RIng The Bell: Lemoniada Mango

Być może jestem jedyną osobą, która wybierając się na wegańskie jedzenie kończy zamawiając krwistego steka, no ale cóż, takie rzeczy tylko na Froblogu. Ring The Bell wydaje się miejscem, w którym wiedzą co nieco o dobrym produkcie i na niego właśnie stawiają. Dania tutaj to nie wymyślne kompozycje, raczej prosta propozycja bistro, ale na bardzo dobrym i smacznym poziomie. Do dziś nie mogę pojąć, czy tak bardzo mi się podobało, bo nie miałam zupełnie żadnych oczekiwań, czy po prostu było świetnie. To pytanie warte jest odpowiedzi, z pewnością więc do Ring The Bell wrócę.

Ring The Bell, ul. Krucza 41/43, Warszawa, tel. 22 021 61 77

Save to foursquare

Po więcej zdjęć Ring The Bell zapraszam na fanpage, Google+ i Instagram Frobloga. Zachęcam do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj:

1 komentarz

  1. jurek pisze

    Na poczatku bylo ok, czym dluzej tu przychodzilem tym bylo gorzej. Wiczne problemy z kcharzami odbily sie na jakosci jedzenia. Tanio nie znaczy zawsze dobrze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *