Wpisy otagowane: Ben Kingsley

Hugo i jego wynalazek

Szanowny Panie Matrinie Scorsese – reżyserze i współproducencie filmu Hugo, szanowna Pani Thelmo Schoonmaker – Montażystko filmu Hugo, wielce szanowni Panowie i Panie Producenci i Producentki filmu Hugo, mam do Was gorącą prośbę – zastanówcie się następnym razem, ile maksymalnie może trwać film, szczególnie film dla dzieci. Hugo trwa 127 minut. W tym czasie, połowa małoletniej widowni, wraz z którą oglądałam ten film, musiała przynajmniej raz wyjść zakłócając istotnie odbiór reszcie obecnych na sali kinowej. Ja wiem, że dzieła Pana Scorsese trudno się tnie, ale na Boga, odrobinę szacunku dla widza, błagam! Weźcie przykład z Woody’ego Allena – raz do roku dobry film, nigdy dłuższy niż półtorej godziny.

Elegia

Zastanawiam się, czy pamiętam, kiedy ostatnio płakałam w kinie. Nie, nie pamiętam. Kiedy ostatnio jakieś kino zmusiło mnie do myślenia na trochę dłużej niż 10 minut? Tego też nie pamiętam. Kiedy się utożsamiałam z postacią, tak bardzo, że chciałam krzyczeć na tę drugą postać, która – w moim przekonaniu – wszystko zniszczyła. Nie wiem, nie wiem, czy w ogóle kiedyś. A czy kiedykolwiek było tak, że towarzysząca mi osoba płci przeciwnej utożsamiała się z druga postacią? I każde z nas miało inne spojrzenie na całą sytuację. Do tego wszystkiego zmusiła mnie „Elegia”. Philipa Rotha uwielbiam. Zaczytywałam się „Kompleksem Portnoya”, uwielbiałam jego obrazoburczość, brutalność, dosadną seksualność. Robił na mnie ogromne wrażenie. Byłam nastolatką, kiedy to czytałam, ale towarzyszyły mi znacznie większe wypieki na policzkach niż przy innych książkach z tamtego okresu. „Konającego zwierzęcia”, na podstawie którego nakręcono „Elegię”, nie czytałam. Ale mam mocne przypuszczenie graniczące z pewnością, że nie mógł tego napisać tak, jak zostało to pokazane. I dlatego chylę czoła przed reżyserką – Isabel Coix. Myślę, że wydobyła kobiecy element bardzo męskiej prozy Rotha. Ale …