Wpisy otagowane: Sting

Marcin Wasilewski Trio Faithful

Czy istnieje taka kategoria jak muzyka wytchnienia? Jeśli nie, chciałabym ją dla siebie tylko wprowadzić. I umieścić w niej płyty Trio Marcina Wasilewskiego, Sławomira Kurkiewicza i Michała Miśkiewicza. Jeśli naprawdę nie umiem znaleźć żadnego oddechu, jeśli potrzebuję wyciszenia, odnalezienia siebie, chwili spędzonej na niczym, a przywracającej do wszystkiego, sięgnę po którąś z tych płyt. Do tej pory miałam tylko January, teraz jest i Faithful. Problem (a może to w ogóle nie problem) z muzyką polega na jej nieopisywalności, można ją rozebrać harmonicznie, dynamicznie na cząśtki, zapisać nutowo, nazwać, uszczegółowić, ale jak określić interpretację? Jak opisać klimat, który tworzy? Jak przenieść na papier nastrój, w który wprowadza? Tego się zrobić nie da, trudność więc ogromną budzi we mnie opis wrażeń po przesłuchaniu Faithful. Marcin Wasilewski Trio to mistrzowie klimatu. Przy płycie Januray oszalałam. To było obiawienie, czułam się przyspawana do tej muzyki, nie potrafiłam się oderwać, chciałam się nią otaczać non stop. Tu już wiedziałam czego się spodziewać, ale i tak … może to wytchnienie, o którym mówię, jest po prostu uzależniające? Może zbyt mało go …

Sting „Symphonicities”

Zastanawia mnie od dłuższego czasu, co by było, gdyby saksofonowa solówka Branforda Marsalisa z pierwszej niezapomniane wersji „Englishman in New York”, nie była jego solówką. Gdyby to w oryginale nagrał ktoś inny na jakimś innym instrumencie, czy taka pierwsza wersja scaliłaby się z tym utworem tak nierozłącznie, jak ta Marsalisowa? Nie wiem. Wiem natomiast, że tej pierwszej solówce nie podołała dotychczas ani trąbka Chrisa Bottiego ani klarnet Aarona Heicka, występującego na najnowszej płycie Stinga „Symphonicities”. Płyta ta cała jest jakby dowodem na to, że można grać rockowe utwory w pierwotnych aranżacjach z pomocą instrumentów muzyki klasycznej. To bardzo ciekawe osiągnięcie, Sting praktycznie nie sili się na nowe interpretacje – być może faktycznie zmienił Roxanne, ale to wszystko – pozostaje wierny ich pierwotnym wersjom. Z tym, że zmienia się brzmienie. Gitary zastępowane są przez instrumenty smyczkowe, a czasami przez sekcję dętą. Ciekawy efekt. Od pewnego czasu przyglądam się, a właściwie przysłuchuję, rozwojowi muzycznemu Stinga. Wystartował z pozycji rockmana, przechodził przez jazz, grywał country, a od dwóch płyt sięgnął poziomu muzyki klasycznej. To trochę jak nieuleczalny flirciarz, …