Miesiąc: lipiec 2009

WSJD Sing The Truth – The Music of Nina Simone

Mam mnóstwo miłych wspomnień z zeszłorocznych WSJD. Trudno było się oprzeć jakiemukolwiek koncertowi, w ostateczności zrezygnowałam jedynie z Pata Metheny, a i to wyłącznie z powodów finansowych. W tym roku, program był już znacznie mniej gwiazdorski, od początku jednak było dla mnie jasne, że jednego koncertu odpuścić sobie nie mogę – poświęconego muzyce Niny Simone. Cztery genialne wokalistki światowej czołówki wokalistyki jazzowej i około-jazzowej oraz akompaniujący im oryginalny zespół Niny Simone z Alem Shackmannem na czele. Jako pierwsza wyszła niezwykle skromna i najmłodsza z całego towarzystwa Lizz Wright i zaintonowała „I Loves You Porgy”. Wciskająca w krzesło interpretacja na powitanie. Muszę przyznać, że mam dwie płyty Lizz Wright. Ma w głosie coś niezwykle przejmującego, przy jej „Taste Of Honey” wielokrotnie przechodziły mnie ciarki. Na tym koncercie wypadła bardzo dobrze, ale miała trudną rolę – po niej były jeszcze trzy świetne wokalistki. Jako druga – córka słynnej Niny – Simone. Chyba to niesprawiedliwe, że wszyscy recenzenci podkreślali głównie jej karierę w siłach wojskowych. Co to ma do muzyki? Dla mnie absolutnie fascynujące było to, skąd w …

Essence Cafe

Zawsze mi się wydawało, że o jakości restauracji świadczy fakt zapamiętania jakiegoś dania. Mam swoje wspomnienia kulinarne z kilkunastu już w tej chwili miejsc w Warszawie. Jest też kilka takich, z których nie pamiętam nic. No i oczywiście jest grupa miejsc, z których mam złe wspomnienia. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Carmel Ridge Rose Galilea Appellation Izrael 2006

Pod wieloma względami to wino było eksperymentem. Nigdy nie piłam jeszcze win z Izraela, nie przepadam też za różowymi winami. Owszem, doceniam je w lecie, kiedy potrzebne jest jakieś lekkie winko do wieczornych pogaduch na balkonie, ale do tej pory większość różowych win była bardzo przeciętnej jakości, mocno z kategorii „półsłodkie”, której naprawdę nie lubię. Tym razem zaskoczenie. Carmel Ridge Rose Galilea Appellation Izrael 2006. Zostałam przekonana do butelki tego właśnie wina przez panią ze sklepu w moim bloku i absolutnie nie żałuję. Bardzo przyzwoite wino. Wprawdzie na butelce w oryginale opisane jako „semi dry”, jednak w smaku było raczej wytrawne, choć nieatakujące kwasowością. Złożone ze szczepów Zinfandel 90% i Cabernet Sauvignon 10%. Dystrybutorzy piszą o nim tak: „Przyjemne różowe wino, o aromacie kwaśnych czereśni, róż i malin z wyrazistą nutą słodyczy. Usta wypełnione owocem, dobrze zrównoważone ze świeżym finiszem. Polecane jako aperitif, a także do ryb, zimnych mięs i pieczonych warzyw.” Bardzo polecam. Do kupienia m.in. tutaj, choć niestety ponoć już za niedługo nie będzie dostępne na polskim rynku. Wykorzystajcie więc ostatnią szansę J W …