Kultura
Skomentuj

Candace Bushnell “Piąta Aleja”

Kończę ten rok opisem moich wrażeń po przeczytaniu bardzo szeroko promowanej „Piątej Alei” Candace Bushnell. To taka lektura pozwalająca zabić trochę zbędnego czasu czy może zająć część umysłu wtedy, kiedy spora druga część jest zaprzątnięta przez coś naprawdę ważnego. Dla mnie to oddech poświąteczny, nabrany w towarzystwie lampki (biorąc pod uwagę 600 stron, to raczej kilku lampek) czerwonego wina i radia Smooth Jazz. Powrót do normalności, może z chwilą zadumy, ale nie dłuższą niż „Venice” Chrisa Bottiego zagrane przez internetową stację akurat w momencie książkowej puenty.

Candace Bushnell jest oczywiście bardzo popularną autorką. Jej „Sex w wielkim mieście” przerobiony na serial, a potem niestety na film, zdobył chyba wszystkie szczyty popularności. Zresztą tę popularność, muszę to przyznać, moim zdaniem zdobył zasłużenie. Nie wiem, ile w tym jest osiągnięć autorki, a ile ekipy telewizyjnej, ale serial był inteligentny i zabawny, o „Piątej Alei” powiedzieć tego samego nie można.

Przedstawia ona historie bohaterów mieszkających w budynku Piąta Aleja Jeden – niezwykle prestiżowym miejscu w samym centrum Nowego Jorku. To takie miejsce, w którym wszyscy chcą mieszkać, niektórzy pretendują do tego zaszczytu, niektórzy za nic w świecie nie dadzą go sobie odebrać, a inni zdobywszy już ten szczyt marzeń chcą sięgnąć po kolejny i oczywiście źle kończą.

Ogólnie jest to książka o ohydnie bogatych ludziach, którzy zajmują się wyłącznie intrygami i kombinacjami, którzy robią mniejsze lub większe świństwa, by tylko osiągnąć swoje cele. Przemawia z niej jedno motto – pieniądze to wszystko, reszta jest złudzeniem. I nie zmienią tego motta takie wątki jak Philipa i Shiffer, zakochanych od lat, odnajdujących siebie po 40tce, ani takie postaci jak Billy’ego Litchfielda, człowieka w miarę szlachetnego jak na to towarzystwo. Tego motta nie zmieni nic. Mam wrażenie, że autorka, która na początku swojej kariery siliła się trochę na lekką ironię ze świata bogatych nowojorczyków, tak bardzo w niego weszła, że teraz pozostało jej już wyłącznie smutne opisywanie smutnej rzeczywistości.

„Dlaczego życie nie miałoby być łatwiejsze, skoro jest po temu okazja? Przyjmij dary od losu i niech szlag trafi całą resztę.” – podsumowuje historie Candance Bushnell ustami jednej ze swoich bohaterek. I to akurat jest prawda. Ta książka to idealna łatwa i przyjemna lektura dla wszystkich skołatanych po wielkich uniesieniach literatury pięknej, do której tego dzieła z pewnością bym nie zaliczyła. Jeśli podejdziecie do „Piątej Alei” bez oczekiwań, może uda Wam się uzyskać z niej trochę łatwej przyjemności. Mnie się udało. Wspomagałam się jednakże równie łatwą i przyjemną muzyką oraz winem.

Zakończę ten rok Sylwestrem w kinie. Po raz pierwszy w życiu zdarzy mi się coś takiego. Będę więc już od jutra miała mnóstwo nowych tematów do opisania. Niech to będzie wróżba bardzo kulturalnie intensywnego roku 2009. Wszystkim czytelnikom życzę wszystkiego najznakomitszego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *