Międzynarodowa, Restauracje, Wola
komentarze 2

Fish @ Fusion w hotelu WestIn

Kiedy przychodzi do mnie zaproszenie na jakieś „specjalne wydarzenie” w restauracji, jakiś wieczór tematyczny, czy inny dedykowany brunch czy linner, jestem nieufna. Już kilka razy mi się zdarzyło „naciąć”, nawet mój ulubiony Rubikon potrafił mnie niemile zaskoczyć podczas któregoś ze swoich tematycznych wieczorów – dania były  nieprzyprawione i nieładnie udekorowane, a całość wydarzenia nakierowana raczej na zarabianie niż na autentyczne wydarzenie kulinarne.

Dlatego, kiedy dostałam zaproszenie na czwartkowy wieczór do restauracji Fusion hotelu WestIn, nie wykazałam się szczególnym entuzjazmem. Na dodatek nie mam zazwyczaj dobrego zdania o restauracjach hotelowych, co tylko potwierdziło moją niechęć. I pewnie nigdy nie skorzystałabym z tej niesamowitej okazji, gdyby … mniejsza o szczegóły, gdyby nie stało się tak, że skorzystałam. I naprawdę mam wrażenie, że korzyści są obustronne.

Czwartkowe Fish @ Fusion w WestIn są naprawdę ofertą korzystną dla klientów. W cenie 149 zł restauracja gwarantuje całość – tzn. przystawki do bólu, dania główne, desery, ciepłe napoje i jeszcze do tego wino. Oczywiście całość jest ograniczona czasowo, ale nie trzymają się tych wstępnie wyznaczonych godzin bardzo restrykcyjnie.

Po wypiciu pierwszej lampki białego wytrawnego wina, udałam się do bufetu po przystawki. Talerz nabrałam pełny – wszystkie wędzone ryby – łosoś, halibut, węgorz i inne, których nie rozpoznałam plus kilka kawałków sushi maki i nigiri. Te ostatnie już właśnie w stylu fusion. O bogactwie wyboru powiem tak – nie zauważyłam na stole połowy rzeczy, co ze zdziwieniem stwierdziłam obserwując talerz towarzyszącego mi kolegi. Wybór ogromny. I wszystko bardzo dobre.

Po przystawce pozwoliłam sobie na zupę. Przepyszny wywar z owocami morza. Owoców morza było mnóstwo. Całość znakomita. Na drugie danie, które już wydawało mi się trudne do zjedzenia, postanowiłam wybrać coś lekkiego. Podchodzi się do lady, na której leżą różne surowe owoce morza, kucharz pyta, co nałożyć, wybieram tygrysie krewetki i przegrzebki (zwane przez niektórych przegrzybkami ;), do tego dobieram warzywa – groszek cukrowy, marchewkę i bambus. Kucharz pyta o numer stolika, wszystko wrzuca na woka i przynosi po 10 minutach, pięknie przystrojone. Bajka. Krewetki mistrzowskie – wybrałam też do nich ostry sos. Przegrzebki niespecjalne, miałam wrażenie, że surowiec nie był najlepszy.

W międzyczasie kelner biega i dolewa wina. Wypijam kilka lampek, tracę rachubę. Pod koniec wieczoru, chociaż już się turlam z przejedzenia właściwie i naprawdę nie mam nic wspólnego z głodem, a wyłącznie z łasuchem, idę dzielnie po desery. Czekoladowe. Prawie wyłącznie. Co jest moją klęską, bo gdyby były inne, łatwiej byłoby mi z nich zrezygnować. Dobijam się więc serią czekoladowych ciastek, których szczegółów za sprawą kolejnej lampki wina już po prostu nie pamiętam. Pamiętam za to wrażenia znakomite smakowe.

Czwartkowi w WestIn towarzyszy też muzyka na żywo, gdzieś w tle spokojnie śpiewa sobie jakaś pani, akompaniuje jej pianista. No i w tym hotelu jest również jedna z najbardziej imponujących na świecie wind. Wprawdzie wjeżdżałam tylko na pierwsze piętro, ale i tak nie mogłam oczu od widoków oderwać.

Jeśli jesteście bardzo głodni w czwartek wieczorem, bardzo polecam. Za taką kolację w każdej znanej mi restauracji zapłaciłabym dwa razy tyle. To jest naprawdę korzystna oferta i pyszne jedzenie przy okazji, o winie nie wspomnę, bo niestety nazajutrz był piątek … 😉

2 Kommentare

  1. Alex pisze

    Tak sie zastanawiam – dostałaś zaproszenie i jeszcze trzeba było zapłacić 149zl? Pozdrawiam i czekam na odpowiedz (wiem ze stary wpis ale noże pamiętasz :-))

    • Tak, płaciłam za tę kolację. Jeśli restauracja zaprasza gości na kolację, to nie jest równoznaczne z kolacją gratis. Po prostu informuje o jakimś wydarzeniu specjalnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *