Indyjska, Restauracje, Śródmieście
komentarzy 7

Mandala

Ten zaułek Emilii Plater był mi już wielokrotnie polecany jako miejsce do odwiedzenia. Z pewnością zresztą latem znacznie lepiej się prezentuje niż w deszczowy listopadowy wieczór. Ale pogodę mamy jaką mamy. Pytanie brzmi, czy Mandala dzięki swoim smakom i kolorom jest w stanie mentalnie mnie przenieść w klimaty słoneczne i radosne? Sprawdzałam w niedzielę wieczorem.

Mandala to restauracyjka, właściwie klub. Jak w każdej szanującej się indyjskiej knajpce w Warszawie gotują tu Nepalczycy. Poza Indiami w karcie znajdziemy więc Nepal, ale również Tajlandię. To ostatnie wydaje mi się delikatnie niebezpieczne. Menu jest strasznie długie, w związku z czym włącza mi się druga lampka ostrzegawcza.

Mandala Sala

Mandala

Sala jest mała i przytulna. Na centralnej ścianie widnieje ogromna kolorowa mandala, na innej stonowane motywy krzewów, pozostałe ściany pomalowano na biało. Na szczęście kolory tu nie przytłaczają, co zdarza się w wielu indyjskich miejscach. Stoliki są w jasnym drewnie, a krzesła w czarnym.

Zaczynamy standardowo od placków Papadams (5zł) z sosami – czerwonym słodkawym z tamaryndowca i zielonym miętowym. Miętowy klasyczny, poprawny, czerwony zbyt gęsty, zbyt mętny. Wolałabym, gdyby sosy były trzy, a jeden z nich był ostry, lub gdyby ten czerwony był słodko-ostry.

Mandala Sosy z tamaryndowca i miętowy

Mandala: Sosy do papadams

Na przystawkę wybieram Brokuły w sosie ostrygowym (19zł). Prezentacja tego dania jest krytyczna. Fura brokułów porzucona została na talerzu jakby ktoś zostawił je tam w popłochu. Na dodatek na poszatkowanej kapuście. Na szczęście lepiej to smakuje niż wygląda. Brokuły są jędrne i przyjemnie chrupkie. Sos ostrygowy nie jest już tak udany, zbyt jasny i mało esencjonalny jak na mój gust. Na dodatek to danie chyba jednak przypomina bardziej chińszczyznę niż Indie. No cóż, z przystawką mamy więc problem.

Mandala Brokuły w sosie ostrygowym

Mandala: Brokuły w sosie ostrygowym

O Mutton Lemon (33zł), moim daniu głównym, nie natomiast ani jednego złego słowa. To kawałki jagnięciny w gęstym cebulowo-pomidorowym sosie doprawionym cytryną i kolendrą. Całość posypana jest świeżym imbirem i choć w karcie widnieją przy tym daniu dwie papryczki, dla mnie zredukowano ostrość do jednej. Przyjemnie delikatnie piecze. Bardzo pyszna kombinacja smaków i przypraw, słodycz pomidorów i kwasowość cytryny, a do tego perfumy kolendry i odświeżający imbir. To danie zdecydowanie warte jest uwagi.

Mandala Mutton lemon

Mandala: Mutton lemon

Nepalska jagnięcina, którą zamówił mój towarzysz i której kosztowałam, również zmierzała w dobrą, ale zupełnie inną stronę niż moje danie główne. Po zjedzeniu tego wszystkiego z plackami naan, nie byłam w stanie nawet myśleć o deserze. Wyszłam z Mandali z mieszanymi wrażeniami. Z jednej strony naprawdę świetna jagnięcina, z drugiej bardzo kiepskie brokuły. Życzę Mandali, by skróciła swoje menu o połowę. Jestem przekonana, że kucharz, który przygotowywał moje Mutton Lemon, będzie wiedział o którą.

Mandala, ul. Emilii Plater 9/11, Warszawa, tel. 22 891 06 19

Po więcej zdjęć z Mandali zapraszam na fanpage Frobloga.

7 Kommentare

  1. Gosia Hrycuk pisze

    Tak z ciekawości – byłaś w Curry House? Mają dwa miejsca: jedno na Żeromskiego, a jedno na KEN (Natolin). Ciekawa jestem w kontekście wizyty w Mandali 🙂 i indyjskiej kuchni.

    • No nie, akurat w Curry House nie byłam. Byłam dość dawno temu w Maharaja i Tandoor Palace, niedawno w Rain by India Curry oraz Kalyan na Alejach Stanów Zjednoczonych. Curry House jeszcze przede mną. Polecasz?

  2. Gosia Hrycuk pisze

    Polecam 🙂 Ja akurat byłam na Żeromskiego, ale zamierzam sprawdzić też KEN 🙂 Jakbyś się wybierała na Żeromskiego, to się nie przestrasz jak to miejsce wygląda 😉

    • Dzięki. Nie ma we mnie strachu wobec indyjskich miejsc. Wiem, że niektóre wyglądają średnio lub gorzej, ale nie ma to zupełnie związku z jakością jedzenia, które oferują. 🙂

  3. Czerny pisze

    Bywam często w Curry house na KEN i polecam, nawet dowóz do domu jest ok. Dla mnie, obok Bombaj Masala w Atrium na J.Pawla, jeden z lepszych hindusow. Polecam Chicken Hajderabadi (w obu miejscach)

  4. truskavkova pisze

    To ja mam kompletnie odwrotne odczucia – mój kurczak miał piękny zapach, ale w smaku przypominał papkę z papieru toaletowego, a jagnięcina mojego towarzysza była zwyczajnie stara i sos również bez smaku.
    Co do Curry House, polecam w ciemno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *