Międzynarodowa, Mokotów, Restauracje, Wine bar
Skomentuj

Merliniego 5

Bardzo się ostatnio zrobiło obficie w mięso. W ciągu kilku zaledwie dni zdarzyło mi się być w Bistecca Bistro 2 razy i na dodatek jeszcze na Merliniego 5. Bisteccę już opisywałam, pora na Merliniego. Bardzo ciekawe miejsce. Parter i pięterko, wystrój prosty i gustowny, sporo wina, jak na winotekę przystało.

Zaczęłam nieśmiało od Borowikowej ze świeżym tymiankiem i śmietaną. Przepyszna zupa. Naprawdę po raz pierwszy chyba w życiu czułam, jak świetnie wkomponowany jest tymianek i jak bez niego ta zupa nie miała by totalnie charakteru. Uwielbiam grzyby, więc jestem z natury nieobiektywna wobec dań grzybowych, ale mam wrażenie, że to zaspokoiłoby oczekiwania najbardziej wymagających gości.

Na drugie stek. Restauracja bowiem otwarcie wyznaje, że w stekach się specjalizuje. Mam tu obawy – jak wiecie. Z tym tematem nie radzą sobie nawet ci, którzy się chwalą, że sobie radzą i są chwaleni za to, że sobie radzą przez innych. Merliniego 5 też było chwalone. „Steki łyżką można było jeść” – pisał Maciej Nowak. Wybrałam więc klasykę Fillet mignon z grillowanymi warzywami, choć w karcie były też i steki z black angusa oraz kobe. Wybrałam dobrze. Lubię krwiste steki, ten był dobrze krwisty. Nie ciekła z niego krew po przyciśnięciu, nie oczekuję tego, ale był bardzo bardzo dobry. Naprawdę idealnie miękki, dobrze doprawiony, „smak” grilla był wyczuwalny. Do tego dobrze zgrillowane warzywa i nic mi więcej nie potrzeba.

Jeszcze jedno podkreślę w temacie tego steka. Kelner spytał jaki wybiorę sos i sugerował różne, a przemknął szybko nad sosem pieprzowym. Ja się zatrzymałam i dopytałam. To był klasycznie wybitny demi glace doprawiony pieprzem. Anthony Bordain, którego uwielbiam, pisał w swojej bodajże pierwszej książce, że jeśli ktoś nie wie co to demi-glace, może już dalej nie czytać. To jest sos, który często stanowi dopiero podstawę do innych sosów, ale wierzcie mi, oryginalny też jest pyszny. Brawa dla Merliniego 5 za sos pieprzowy oparty na demi-glace.

Był jeszcze deser, ryzykowny, bo tortów czekoladowych jadłam już kilka w życiu i od pewnego czasu nie wybieram ich w ogóle z menu, zwykle bowiem są nudne. Tort czekoladowy “Royal” nudny nie jest. Jest bardzo dobry, zrobiony na belgijskiej czekoladzie. Godny polecenia.

Byłabym tym miejscem totalnie zachwycona i wpisałabym je na listę swoich ulubionych, gdyby nie jeden drobiazg. Wina. A właściwie ich ceny. Zwykle – i bardzo lubię ten zwyczaj – jeśli miejsce specjalizuje się winach, ma ich duży wybór i prowadzi sklep, ceny win są dużo niższe niż w innych restauracjach. Tutaj ceny win lekko porażają. Są wyższe niż gdzie indziej i tego kompletnie nie rozumiem. Natomiast fakt, że trzeba było rezerwować stolik i faktycznie na sali nie było miejsc, świadczy chyba o tym, że należę do mniejszości.

Merliniego 5, adres jak nazwa, Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *