Podróże
komentarze 2

Mirazur **

Mirazur to po prostu cud Lazurowego Wybrzeża (miracle + Côte d’Azur). Gości wita się tu chlebem i… nie, nie solą przecież, chlebem i wierszem. Wiersz to nie byle jaki, bo Oda do Chleba Pablo Nerudy. Do chleba i wiersza dodają na szczęście jeszcze oliwę z cytryną i imbirem, bo co zrobić z chlebem i oliwą wiem nieco lepiej niż co zrobić z chlebem i wierszem. Mirazur to jedenasta restauracja na świecie w rankingu 50 best S. Pellegrino i zarazem najwyżej uplasowana w tym rankingu restauracja francuska. Ma dwie gwiazdki Michelin, a szefem kuchni jest tu Argentyńczyk Mauro Colagreco. W zeszłym tygodniu wsiadłam w samolot, a właściwie dwa, potem w autobus i już po jakichś siedmiu godzinach podróży byłam w Mentonie.

Mentona to piękne maleńkie miasteczko na Lazurowym Wybrzeżu, oddalone zaledwie 1 km od Włoch, słynące głównie z cytryn. Daję jej absolutną przewagę nad wszystkimi innymi miasteczkami Lazurowego Wybrzeża. Żeby oddać sprawiedliwość, nie widziałam wszystkich, ale na pewno ma wielką przewagę nad Cannes (w którym w ogóle nie wiem o co chodzi), Niceą (która jest po prostu dużym ładnym miastem) i Monako (które jest lanserskie, głównie pełne hoteli i kasyn). Mentona jest śliczna. Ma bardzo piękną bazylikę na wzgórzu, zjawiskowe wybrzeże z autentycznie lazurową wodą, ładne stare miasto, małe uliczki i przede wszystkim klimat pięknego starego nadmorskiego miasteczka w dobrym stylu. Tu przyjeżdżają ci, którzy wiedzą, co jest w dobry guście, albo ci, którzy jadą na kolację do Mirazur. Ta kolacja była jedynym powodem mojej wycieczki. Prezentem, który podarowałam sobie za ciężko przepracowany rok. Nie było tanio, ale było warto. Za menu degustacyjne ‘Voyage des sens’ zapłaciłam 140 Euro.

Mirazur Bez Logo-5

Chleb, oliwa i Pablo Neruda: Oda do chleb

Więc jak mówiłam, wszystko zaczyna się od chleba i wiersza. Choć tak naprawdę zaczyna się jeszcze zanim zostaje podane jakiekolwiek jedzenie. Zaczyna się od miejsca. Żeby dojść do Mirazur, trzeba wejść na górkę, w upale robi się to solidna górka. Restauracja mieści się na pierwszym piętrze pięknej willi oddalonej od centrum Mentony ok. 30 min. Wnętrze… nie zostało utrwalone przeze mnie na żadnym ze zdjęć, bo to nie ono gra tu główną rolę. W roli głównej jest widok. Siedziałam przy stoliku z najpiękniejszym widokiem. Zobaczcie go jeszcze przed zmrokiem i po. Zjadłam 12 dań, wszystko to trwało naprawdę kilka godzin, a widok zmieniał się z każdą chwilą i gasnącymi promieniami słońca. Absolutnie niebywała atmosfera. Czysta perfekcja.

Mirazur Bez Logo-7

Mirazur Bez Logo-18

No dobrze, o jedzeniu. Zaczynamy trzema amuse bouches. Bardzo przyjemne, szczególnie smaczny jest niepozorny makaronik z musem z kaszanki i plastrami świeżego jabłka Granny Smith. Dobry pomysł. Oczywiście wybór pieczywa nie ogranicza się do tylko chleba powitalnego. Pani kelnerka od pieczywa (kelnerów, łącznie z somelierem było chyba z sześciu i wszyscy przemili i bardzo kompetentni) przynosi taką metrową tacę z wyborem różnych chlebków. Wybrałam najczarniejszy z czarnymi oliwkami, anyżem i rodzynkami. Bardzo pyszny, słodkawy z wyraźną nutą anyżu. Dobrze się komponował z tą cytrynowo-imbirową oliwą.

Mirazur Bez Logo-2

Amuse bouche: Makaronik z kaszanką i jabłkiem

Mirazur Bez Logo-3

Amuse bouche: Galaretka z buraka z kozim serem

Mirazur Bez Logo-1

Amuse bouche: Śródziemnomorska sardynka z cytryną z Mentony

Kilka dań mnie zupełnie olśniło. I biorąc pod uwagę tak długie menu, to naprawdę było ich sporo. Pierwsza przystawka Ostryga Gillardeau z kremem z szalotek i gruszką Williamsa. Widziałam, że to danie pojawiało się w menu Mirazur już rok temu. Nie dziwię się, że Mauro Colagreco do niego wraca. To tak mocny start, że wydaje się aż za mocny. Genialna ostryga, zresztą Gillardeau to jedna z najlepszych marek ostryg we Francji. Pięknie skomponowany muślinowy w konsystencji serek o smaku szalotkowym pod tą ostrygą. Całość zanurzona w przepysznym delikatnym chłodniku gruszkowym i do tego jeszcze słupki z gruszki, kulki z gruszki oraz perły tapioki dla ozdoby, bo przecież nie smaku. Jedno z piękniejszych i smaczniejszych dań, jakie jadłam w życiu. Wszystko przypomina morze – ostryga, perły, woda… No po prostu kompozycja rodem z raju.

Mirazur Bez Logo-8

Mirazur: Ostryga Gillardeau z kremem z szalotek i gruszką Williamsa

Mus z foie gras z endywią i kwiatem czarnego bzu aż przytyka z wrażenia. Zdjęcie niestety nie oddaje uroku tego dania, bo zaczęło się robić ciemno, a sztuczne światło nie pomagało. Gładki mus z foie gras ożywiony jest marynowaną endywią i małymi cebulkami, na nim jeszcze kawałeczki piniowców, a to wszystko pokryte galaretką z kwiatu czarnego bzu. Jak to pachniało i jak to smakowało!

Mirazur: Mus z foie gras z endywią i kwiatem czarnego bzu

Mirazur: Mus z foie gras z endywią i kwiatem czarnego bzu

Kałamarnica z Bordighery z sosem bagna cauda Skoro Włochy są tuż obok, to nie ma powodu, żeby nie skorzystać z tamtejszych wpływów kulinarnych. Zresztą robi się to w całej Mentonie, dlaczego więc nie w Mirazur? To danie urzeka prostotą. Kałamarnica w paseczkach jak makaron taglierini jest absolutnie genialna. Mięciuteńka, delikatna, przyjemnie jędrna, soczysta wręcz, a do niej cudowny piemoncki sos bagna cauda z wyraźną nutą anchovies. Właściwie nic temu duetowi już nie potrzeba, ale jest jeszcze puree z karczochów i kawałek karczocha z chipsem z sepii.

Mirazur: Kałamarnica z Bordighery z sosem bagna cauda

Mirazur: Kałamarnica z Bordighery z sosem bagna cauda

Znakomity był fragment serowy, bo nie zaserwowano – jak to zwykle bywa – mnóstwa serów do wyboru. To było danie serowe. Munster z kminkiem. Ser munster podano z miodem, cukrowym kryształowym plastrem i kminkiem. I niby to nie było nic i niby ten munster w wersji kminkowej jest oczywisty, ale cukier i miód tak ładnie się tu wkomponowały, że aż chciało się jeść, choć to było już dziewiąte danie i możliwości powoli się kończyły. Ładnie też było w teksturach – płynny miód, chrupki kryształ, miękki, rozpływający się wręcz ser i jędrne kminki na górze.

Mirazur: Munster z kminkiem

Mirazur: Munster z kminkiem

Warto też wspomnieć o deserze, bo to nie byle co. Ziemniaki z kawą i miodem akacjowym. Jak tam u Was z jedzeniem ziemniaków na deser? 🙂 Dokładniej była to pianka z miodu, sorbet ziemniaczany z białych ziemniaków, plastry ziemniaków fioletowych, a na dnie mus kawowy i jeszcze fioletowe chrupki dla ozdoby i chrupkości. Nic nie było oczywiste w tym deserze, całość była idealną kompozycją, bardzo oryginalną i bardzo ciekawą, ale przede wszystkim smaczną.

Mirazur: Ziemniaki z kawą i miodem akacjowym

Mirazur: Ziemniaki z kawą i miodem akacjowym

Za stany średnie odpowiadały cztery dania. Były dobre, ale się nie wybijały. Można powiedzieć, że stanowiły dobre tło dla tych znakomitych opisanych powyżej. Przynajmniej w mojej ocenie. Grillowana czerwona krewetka z cytryną z Menton to rzecz jasna esencja kuchni produktu. Mamy przepyszne gamberoni tuż z za granicy włoskiej, połączmy je ze słynną cytryną z Mentony. Krewetka była wręcz słodka z mocnym smakiem dymu, do pieczenia dodano liść cytryny. Perfekcja prostoty. Filet z piotrosza z warzywami, ragou z cukinii i wiązówką błotną (meadowsweet) był przyjemny, ale ryba na warzywach pod pianką z kwiatuszkiem… no to jakby było już ze sto razy i nadaje się idealnie na tło.

Mirazur: Grillowana czerwona krewetka z cytryną z Menton

Mirazur: Grillowana czerwona krewetka z cytryną z Menton

Mirazur: Filet z piotrosza z warzywami, ragou z cukinii i wiązówką błotną

Mirazur: Filet z piotrosza z warzywami, ragou z cukinii i wiązówką błotną

Do stanów średnich dorzucę też Grasicę z sea lettuce i ponzu. Sama grasica była znakomicie chrupka z wierzchu i cudownie różowa wewnątrz, ładnie jej robiło towarzystwo ponzu. Głowę bym dała, że to nie były algi, tylko jakaś pieczona sałata, ale może się mylę. Przyjemne i smaczne. Ładne były wariacje na temat figi w oczyszczającej podniebienie Figowej granicie z panna cottą, galaretką i konfiturą figową. Sympatyczne były też Kraby pod mgiełką migdałową z grejpfrutem i aksamitkami, ale uwaga nie znajdziecie tego dania na liście menu. Ewidentnie doszło tu do pomyłki w podawaniu.

Mirazur: Grasica z sea lettuce i ponzu

Mirazur: Grasica z sea lettuce i ponzu

Mirazur: Kraby pod mgiełką migdałową z grejpfrutem i aksamitkami

Mirazur: Kraby pod mgiełką migdałową z grejpfrutem i aksamitkami

Największą wpadką dla mnie była jednak Jagnięcina z bakłażanem i czerwonym miso – główne danie mięsne. Dwa kawałki jagnięciny, ale jeden z nich miał tak gumową skórę, że nie dało się jej pokroić nożem, który dostałam do tego dania, a już pogryzienie jej graniczyło z cudem. Byłam super zdziwiona, że takie pomyłki zdarzają się w miejscach na tym poziomie, ale muszę przyznać, że całej kolacji dodaje to ludzkiego wymiaru. Podejrzewałabym udział robotów, gdyby to wszystko udało się bez błędów.

Mirazur: Jagnięcina z bakłażanem i czerwonym miso

Mirazur: Jagnięcina z bakłażanem i czerwonym miso

Chwila o winach. Nie brałam pełnego wine flight do menu degustacyjnego. Poprosiłam o wybranie 3 kieliszków wina. Oczywiście zaczęłam od różowego, bo region słynie z różowego wina i zaryzykuję twierdzenie, że nigdzie na świecie nie smakuje ono tak, jak tutaj. Chateau d’Esclans Cotes de Provence Whispering Angel Rose, Provence, France 2014 No po prostu whispering angel szepnął mi coś do ucha i gdziekolwiek potem poszłam, piłam tylko rose. Drugie w kolejności było białe. Somelier najpierw proponował mi Chardonnay i ja w swojej automatycznej reakcji odmówiłam. Nie piję Chardonnay, choć w tym akurat przypadku mogło ono należeć do tych nielicznych wyjątków, które wypić należało. Przez chwilę żałowałam. Krótka to była jednak chwila, bo uraczono mnie genialnym Château Salettes Bandol, Provence, France 2014 Dodam od razu, że mojej niechęci do Chardonnay somelier nie skomentował nawet jednym grymasem na twarzy. Bez najmniejszego problemu wybrał mi inne wino. Do dań mięsnych dostałam trzecie wino, czerwone Zeni Amarone della Valpolicella, Italy 2010 Wiadomo, znakomity klasyk.

Mirazur_wines

Mirazur: Wina

Niezwykłe to były wrażenia, piękny wieczór i niezapomniana kolacja. Jeden z tych momentów, które zapisuję w pamięci, bo smaki w pamięci kubków smakowych zapisały się same. Jakie jest to jedzenie? – chciałam sobie odpowiedzieć, bo włączyła mi się potrzeba puenty, podsumowania. Słowa jednak nie przychodzą mi z pomocą, z pomocą przychodzi natomiast wiersz, ten sam, od którego wszystko się zaczęło. „…then life itself will have the shape of bread, deep and simple, immeasurable and pure.” I tego się będę trzymać. Deep and simple, immeasurable and pure.

Mirazur, 30 Avenue Aristide Briand, 06500 Menton, Francja, tel. +33 4 92 41 86 86

Po więcej zdjęć zapraszam na na fanpage, Google+, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj:

2 Kommentare

    • Nie rozumiem tego komentarza do tego tekstu. Tak, zagranicą łatwiej dostać gwiazdki, ale co to ma do Mirazur? Nikt nie serwuje jedzenia na takim poziomie w Polsce jeszcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *