Indyjska, Mokotów, Restauracje
1 komentarz

Restauracja indyjska Maharaja

Dzisiaj Maharaja wygląda koszmarnie, trzeba to powiedzieć. PRL całkowity. Ale poza wystrojem (który w kilkunastu lat nie zmienił się w ogóle), całość jest na bardzo dobrym poziomie. Trzeba się przedostać na drugie piętro straszącego wyglądem poprzedniej epoki budynku przy Marszałkowskiej, ale kiedy już się to przejdzie … jest znacznie lepiej.

Zaczęliśmy od klasyki czyli papadamy z trzema sosami – miętowym, pikantym czerwonym i łagodnym. Bardzo dobry drobny przed-starter. Potem klasyka kuchni indyjskiej – samozy – z kurczakiem i wegetariańska. Obydwie bardzo dobre, aromatyczne, zjadane z resztką sosów nabierają jeszcze ciekawszego smaku.

A potem następuje godzinne sprawdzanie karty w poszukiwaniu dania głównego. Karta jest niesamowitej długości i zawiera praktycznie mnóstwo rodzajów mięsa w różnych kombinacjach. My wybieramy Lamb Masala – czyli jagnięcinę w sosie masala i Balti Fish – kociołek rybny. Jedno i drugie dobre, esencjonalne, lekko pikantne, ale bez dramatu.

Wreszcie deser, zapominamy o zasadzie, że desery jemy tylko w miejscach, gdzie desery jeść warto. Ja wybrałam lody mango. Odłożyłam po pierwszej łyżeczce. Nie jest to miejsce na desery.

Maharaja to typowy przedstawiciel kuchni indyjskiej w Warszawie. Nie jest ich wcale tak dużo, czego nie rozumiem ani ja, ani Anglicy odwiedzający Polskę, przyzwyczajeni do tzw. curry na każdym kroku. Restauracji indyjskich jest niewiele. Sądzę, że Maharaja jest jedną z lepszych. I choć trzeba zamknąć oczy, żeby zignorować PRL po drodze, walory smakowe zdecydowanie to rekompensują.

Restauracja Maharaja, ul. Marszałkowska 34/50, Warszawa

 

1 komentarz

  1. Anna Henryka Biczownik pisze

    A ja uwielbiam ichnie lody, te z migdałami i pistacjami. To przesada, że to nie jest miejsce na deser;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *