Międzynarodowa, Mokotów, Nowe miejsce, Restauracje
1 komentarz

Spoon & Spoon

Zupełnie niedaleko moje miejsca zamieszkania otworzyła się dwa miesiące temu mała knajpka. Trzeba jednak przyznać, że Polkowska, uliczka, na której ją otworzono nie mówiła mi nic. Dopiero róg Chełmskiej lokalizuje mi to miejsce na mapie Warszawy. Często piszę w pierwszych dniach po otwarciu o miejscach znacznie bardziej oddalonych ode mnie, sąsiedniego Spoon & Spoon po prostu nie zauważyłam. Jednak co się odwlecze… w niedzielę zjadłam tu więc obiad.

Miejsce jest małe, ma dość fajny klimat. Centralnie na ścianie baru wisi duża liczba łyżek, zapewne z każdą wiąże się jakaś historia. Właścicielka mówi mi, że niektóre z nich dostała od klientów. Napis „Zostaw swoją łyżkę” ewidentnie na niektórych podziałał. Poza fajnymi łyżkami mamy tu jeszcze jasne drewniane stoliki i krzesła, a także czarne wygodne sofy pod ścianą. Na ścianach mniej zrozumiałe dla mnie kolorowe reprodukcje z wizerunkami Marilyn i Einsteina.

Spoon & Spoon Łyżki

Spoon & Spoon: Łyżki

Karta nie jest wcale krótka i to mnie nieco zaskakuje. Znajdziemy w niej dania z różnych kuchni całego świata. Od 9 do 12 serwowane są tu śniadania, potem zestawy lunchowe. W karcie pierogi, burgery, makarony, sałatki, przystawki, zupy no i oczywiście dania główne. Są też herbaty w dużym wyborze, kawy i zimne napoje.

Spoon & Spoon Sala

Spoon & Spoon: Sala

Z karty staram się wybrać najciekawsze dania. Zaczynam od Carpaccio z dorsza (22zł). Jest to wędzona polędwiczka z dorsza. Nie do końca jestem przekonana, że warto ją nazywać carpaccio, ale nie czepiajmy się definicji. Danie jest bardzo dobre i wcale nie oszczędne. Dorszowi towarzyszą kapary, parmezan i pesto, jest więc w głównej nucie smakowej dość słono. Ładnie to wszystko balansuje balsamico. Niestety balsamico występuje w formie kleksów, co gwarantuje prezentację dania w stylu orbisowskim, ale same smaki bardzo są dobre.

Spoon & Spoon Carpaccio z dorsza

Spoon & Spoon: Carpaccio z dorsza

Przed zamówieniem Steka wołowego (46zł) patrzę pani właścicielce głęboko w oczy. Pytam, czy naprawdę potrafią zrobić steka. Zapewnia, że tak. Proszę o krwistego. Po chwili z kuchni wychodzi kucharz i pyta mnie, co to dla mnie znaczy krwisty. Już lubię to miejsce! Odpowiadam „niech leje się krew”, a Szef na to fachowo „będzie blue”. Nabieram nadziei, że stek faktycznie się uda. I się udaje. Jest lekko tylko ścięty z każdej strony, mięsisty i krwisty w środku, dokładnie taki, o jakiego prosiłam. Na dodatek ogromny. Świetnym pomysłem są towarzyszące mu ogórki marynowane w soi, bardzo ciekawe smaki, mocno pikantne, więc nie dla wrażliwców. Pierwsza uwaga – rukola z kolejnymi kleksami jest tu zupełnie nie potrzebna. Druga uwaga – jeśli podaje się steka blue, który nie mógł nabrać temperatury, bo nie zdążył, masło czosnkowe nie rozpłynie się na nim tak, jak powinno. Lepiej byłoby więc podać jakiś czosnkowy sos – taki drobiazg, ale jednak ważny. Ogólnie jestem pod wrażeniem tego steka, a przede wszystkim troski wykazanej o podanie go w odpowiednim dla mnie stopniu wysmażenia.

Spoon & Spoon Stek wołowy

Spoon & Spoon: Stek wołowy

Właściwie nie mogę już więcej jeść, ale pani właścicielka przekonuje mnie, że koniecznie powinnam zdecydować się jeszcze na Flan (12zł). Idę w to. I mam rację. Jest prawdziwy, z karmelem i kawałkiem truskawki. Prosty i smaczny. A do niego bardzo dobre, mocne podwójne espresso.

Spoon & Spoon Flan

Spoon & Spoon: Flan

No i takie Spoon & Spoon mam w okolicy od dwóch miesięcy i nic o nim nie wiem? Już teraz wiem i z Wami się tą wiedzą dzielę. Nie twierdzę, że to kuchnia, na którą trzeba tu koniecznie przyjeżdżać z daleka, ale jeśli pracujecie, mieszkacie czy po prostu będziecie w okolicy, zajrzyjcie do Spoon & Spoon, z pewnością znajdziecie w tej karcie coś, co Was ucieszy.

Spoon & Spoon, ul. Polkowska 11 (róg Chełmskiej), Warszawa, tel. 733 007 733

Po więcej zdjęć Spoon & Spoon zapraszam na fanpage, Google+ i Instagram Frobloga. Zachęcam do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj:

1 komentarz

  1. Barbara pisze

    Dzisiaj odwiedziłam ten przybytek. Zamówiłam lunch. W drugim daniu znalazłam włos łonowy. Zebrało mi się na wymioty. Poprosiłam kelnerkę. Zapytałam co to jest? Odpowiedziała, że włos. Zapytałam ją jaki? Zamiast przeprosić zabrała talerz. Poprosiłam kucharza. Ten przyznał, że nie jest to włos j z jego głowy (jeżyk), ani kelnerki długie ciemne włosy) i rozumie, że jest mi niedobrze. Na moim miejscu by zwymiotował. No to kelnerka stwierdziła, że ona od lat pracuje w gastronomi i niejedno widziała. Goście robią wszystko, żeby nie zapłacić. Trzeba by zbadać DNA. Wydawało mi się, że śnię, albo że występuję u Barei. Kelnerka zażądała zapłaty za lunch. Mdliło mnie. Chciałam wyjść na powietrze. Właścicielka, która nie mogła rozmawiać, bo była w banku, miała do mnie oddzwonić. Nie oddzwoniła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *