Międzynarodowa, Nowe miejsce, Restauracje, Śródmieście
komentarzy 6

Der Elefant

Der Elefant Elewacja

Słoń jaki jest każdy widzi. Jest wielki, słoń afrykański to nawet największy ze współcześnie żyjących gatunków ssaków lądowych. Słoń występuje w gromadzie, pożywia się roślinami i żyje około 70 lat. A jaki jest Der Elefant? Też jest wielki, ma trzy piętra z kilkoma salami i barami, ludzie gromadzą się tu intensywnie. Miejsce istnieje od 1990 roku i właśnie zostało otwarte w nowej odsłonie po dwuletniej przerwie. A czym można się tu pożywić? To właśnie poszłam sprawdzać kilka dni po otwarciu.

Der Elefant robi niesamowite wrażenie z zewnątrz. Przepięknie odrestaurowany budynek byłego Hotelu Saskiego na Planu Bankowym przyciąga wzrok, natomiast najpiękniejsze jest patio, na którym wystawiono na lato stoliki restauracji. Od tej strony miejsce wygląda jak nowojorskie lofty. Wewnątrz dominuje cegła, drewno i stal. Ze wystrój odpowiada znany scenograf Alan Starski. Mam okazję zwiedzić kilka sal na górze, które na dziś nie są jeszcze czynne, dlatego też na zdjęciach nie widać żadnych gości. Na parterze, w kilka dosłownie dni po otwarciu, goście gromadzą się tłumnie.

Der Elefant Patio w deszczu

Miejsce robi na mnie wrażenie swoim potencjałem. Zastanawiam się, jak musi się tu organizować kuchnia, to z pewnością wyzwanie. Nie znam konkretnych liczb, ale na pierwszy rzut oka, przy stolikach może tu usiąść kilkaset osób jednocześnie. W menu znajdziemy przekrój wszystkich możliwych kuchni – od polskich pierogów, poprzez dania azjatyckie aż do amerykańskich steków. Przekąski, burgery, kanapki, dania główne i desery.

Der Elefant Sala

Zaczynam od Pate De La Maison (24zł). Dość monotonne i suchawe to pate, choć nie jest pozbawione tłuszczu. Z pewnością wymaga przyprawienia. Charakteru zdecydowanie dodaje mu konfitura z cebuli podana do towarzystwa. Ogólnie jednak danie nie zachwyca.

Der Elefant Pate De La Maison

Po zapewnieniach pani kelnerki, że na stekach się tu naprawdę znają, wybieram New York Steak 200g z grillowanymi warzywami (49zł). Dodatki można sobie wybrać z krótkiej, ale opcjonalnej listy. Nie wybrałam najlepiej, warzywa były pozbawione smaku, ponownie kompletnie nieprzyprawione. Stek za to był naprawdę wyśmienity. I to duża niespodzianka, bo wydaje się, że z wszystkiego, co zjadłam to na nim właśnie szef kuchni mógł polec najłatwiej. Stek jest krwisty i soczysty, przygotowany z wołowiny wysokiej jakości. Kelnerka zapewnia, że wołowina sprowadzana jest tu z Argentyny.

Der Elefant New York Steak

Przy stoliku obok goście zachwycają się burgerami, a ja będąc po dwóch daniach zadaję sobie ciągle pytanie, czy ta kuchnia mnie przekonuje. Postanawiam rozstrzygnąć sprawę deserem. Ponownie się upewniam, czy wiedzą, jak się robi bezę i po zapewnieniach pani obsługującej zamawiam Pavlovą (16zł). Beza wygląda bardzo dobrze. Świeże owoce, prawdziwa bita śmietana. Zagłębiam łyżeczkę i… śmietana lekko za słodka, ale to kwestia gustu, natomiast beza nie jest niestety zgodna ze sztuką (chrupka z zewnątrz, ciągnąca wewnątrz), jest w całości twarda. Wspominam z rozrzewnieniem pyszną bezę z owocami, którą zjadłam ostatnio w Basico i myślę, że muszę tam wrócić na wersję czekoladową. To nie jest najlepszy wniosek dla Der Elefant.

Der Elefant Pavlova

Jak to się mawia w przypadku rozpracowywania tematów dużych i złożonych, słonia można zjeść tylko po kawałku. Może Der Elefant też to wie? W kawałku odpowiadającym za wystrój jest bardzo dobrze, obszar jedzenia pozostaje do poprawienia. Jest po prostu bardzo nierówno. Mam nadzieję, że to tylko pierwsze wrażenie i że Der Elefant szybko stanie na nogi pod kątem kulinarnym. Szkoda byłoby tego potencjału. Zapisuję sobie do monitorowania.

Der Elefant Menu

Der Elefant, Plac Bankowy 1, Warszawa, tel. +48 22 890 00 10

Po więcej zdjęć Der Elefant zapraszam na fanpage Frobloga na Facebooku.

6 Kommentare

  1. Kacper pisze

    Niestety restauracja rozczarowuje. Zamiast piersi indyka w burgerze podano mi wołowinę. Obsługa nie doszkolona, trochę nachalna. Jedyny atut to niesamowite wnętrze

  2. Rafał pisze

    Dla mnie z żoną był to b. dobry wybór na wieczór. Dobre niedrogie jak na Warszawę jedzenie w restauracji, widać, że obsłudze zależy na opinii klientów, no i to oświetlenie wieczorem, polecam.

  3. oli pisze

    Wnętrze bardzo gustowne, otwarta kuchnia i część z rybami bardzo przypadła mi do gustu. Co do jedzenia, to po prostu jest ok. Zupa tajska za mało tajska, chociaż bardzo aromatyczna, hummus dobry, ale trzeba poprosić o cytrynę, ponieważ nie podają jej w standardzie.Do niego pita: bardzo słaba. Jak coś smakuje , to drugie ciut psuje efekt.Miejsce na pewno zasługuje na pochwałę ze względu na lokalizację oraz aranżację wnętrza.

  4. Calvares pisze

    Jarczyński pełną gęba, czyli… wydmuszka.

    Z zewnatrz (i wewnątrz) robi wrażenie. Starski to klasa sama w sobie, najwyższa półka, wiec i realizacja jak przystało. Dalej już tylko z górki (mniej lub bardziej stromo). Najpierw banalne, wrecz wulgarne koszyki, solniczki i kraciaste serwetki – jak we wszystkich kanjpach Jarczyńskiego – coż sieciówa. Kuchnia na tym samym poziomie, co w innych jego loalach. Banał, nuda i jałowe kulinarne zero. Żal (ale nie właściciela, a miejsca), że przez dwa lata remontu nie wybrał/gruntownie przeszkolił kucharza na miarę lokalu. W porównaniu ze starym Elefantem kelnerki znacznie milsze. Wizyta na dst+, a to oznacza, że tam nie wróce.

  5. Eatouterka pisze

    Ciekawe wrażenia z dzisiejszej wizyty. Po recenzji Twojej i Foodie R 😉 wiedziałam, że idę w steaka i w sałatkę z bakłażana, i ten skład się sprawdził. Chociaż jeśli ktoś nie przepada za kolendrą, może się sałatką zdziwić – powinna się raczej nazywać “sałatka kolendrowa na bakłażanie” tyle tam tego jest.
    Jedzenie na poziomie, ale obsługa zawodzi. Uczą się, widać intensywny proces szkolenia. Ale nie usprawiedliwia to faktu, że podchodzi do mnie kelner “douczony” i dwójka innych za nim w ogonku – we dwójkę jeszcze by to przeszło, ale jak mawiają – “troje to tłum” i czułam się osaczona. Nie usprawiedliwia to faktu, że podchodzi kilka osób z obsługi i każdy pyta, czy wszystko ok i czy smakowało, aż człowiek ma ochotę powiedzieć “dajcie mi zjeść!” – to świadczy o źle ustawionych odpowiedzialnościach. Próba wejścia do wnętrza = zderzenie z ośmioma kelnerami stojącymi w drzwiach. Matko, idźcie coś gdzieś zróbcie chciałoby się zawołać.

    Ale najmniej optymizmem napawa mnie kelner “uczący”, bo jeśli tak mają wyglądać standardy, które mają przejąć inni, to szału nie będzie. Informacja “na początek ważna informacja – w naszej restauracji nie można płacić kartą” mogłaby być duuużo lepiej podana, może z sosem jakiegoś przepraszam, albo przyprawione “przykro nam” i “niestety, na razie”. Obsługa raczej poważna i spięta niż sympatyczna, ale składam to na karb stresu pierwszych dni. Ubawiła mnie też rekomendacja dania dla mnie – ciężarnej z niedającą się nie zauważyć ciążą: “polecam Pani tatara” 😀
    Szału nie ma, i za tę cenę jest wiele ciekawszych miejsc.

  6. Ola pisze

    Miesa niedoprawione, salaty banalne, beza nie daje sie “pokroic”? bez noza, truskawki bardzo zimne, obsluga napastliwa. Wnetrza i architektura godne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *