Restauracje, Tajska, Ursynów
1 komentarz

Horapa

Negatywne wrażenia z restauracji pojawiają się w moich opisach rzadziej. W żadnym wypadku ich nie unikach, nawet często o miejscach, które dobrze oceniam, piszę otwarcie, co mi się nie podobało. Jednak, kiedy restauracja jest całkowicie beznadziejna, a jedzenie okropne … często nie mam sił i ochoty wracać do tego myślą, odczuwam wstręt do powrotu tam, nawet w myślach. Nie chcę też budzić obrzydzenia w czytelnikach Frobloga. Ale ten blog ma również funkcję ostrzegawczą. Dlatego mobilizuję się i dziś Was ostrzegam.

Horapa to dziwne miejsce. Niby restauracja jest tajska, a w karcie jakaś zupa japońska. Niby właściciele i obsługa pochodzą z kraju, z którego jedzenie przygotowują, a jednak to wręcz niewiarygodne, żeby aż tak źle tam jedzono. Niby jacyś Azjaci na sali, ale piją coca-colę i nic nie jedzą. Nie rozumiem.

Horapa wygląda jak jakiś smutna restauracja rodem z poprzedniej epoki. Ciemne krzesła, ciemne stoły, ściany w fiolecie jaśniejszym i ciemniejszym, a do tego tandetne lampki choinkowe w oknach. Ani jednego tajskiego elementu wystroju. Jutro można byłoby tu zacząć serwować kuchnię jakąkolwiek, nie trzeba nawet remontu. Przerażają mnie takie miejsca. Stwierdziłam, że zamówię standardy tajskiej kuchni, żeby było bezpieczniej.

Zamawiam Tom Yum Goong (17zł) – kwaśno-ostrą zupę z kurczakiem i trawą cytrynową. Dziwi mnie już wygląd. Jest smutna i szara. Spodziewałam się raczej czerwonego koloru. Bardzo przezroczysta, jakby bulion w ogóle nie był treściwy. Za to solidnie tłusta. Dominują pieczarki. Brakuje kolendry. Mimo wszystko próbuję. Jestem głodna, więc zjadam, ale chcę szybko zapomnieć.

Na danie główne wybieram Pad Thai z Krewetkami (26zł). Większego standardu kuchni tajskiej nie mogłam znaleźć. Przypominam sobie, kiedy jadłam pierwszego Pad Thaia, w restauracji Mango, dziś już nieistniejącej. Zadałam pytanie kelnerce, co to takiego. Odpowiedziała naiwnie „To takie coś, co wszędzie na świecie nazywa się „Pad Thai” i zawsze jak się zamówi Pad Thai to będzie takie samo.” Nie wiedziała biedna, jak bardzo się myliła. Pad Thai w Horacie ma teoretycznie wszystkie niezbędne elementy, krewetki są świeże, ale jest jakby zanurzony w czerwonawym sosie, który nie kojarzy mi się z niczym innym jak keczupem. W rzeczywistości pewnie nie był to keczup, ale jakiś inny produkt ze słoika. Tu już nie dobrnęłam do końca. Wybrałam krewetki, a jedząc kolejne miałam ochotę je opłukać.

Więcej i dłużej straszyć Was tą opowieścią nie będę. Horapa nie ma ani strony internetowej ani fanpage’a na Facebooku (sądząc po pozytywnych głosach na Gastronautach być może znalazłoby się nawet kilku fanów), nie wiedziałam więc jak wygląda i co podaje. Wybrałam się tam, bo czasami takie miejsca podają kuchnię prawdziwą, nie wymagającą reklamy. To był błąd. Wy go nie popełniajcie. Omijajcie to miejsce łukiem szerokim.

Horapa, KEN 50 lok. U2A, Warszawa

Po zdjęcia dobrego jedzenia, zapraszam na fanpage Frobloga na Facebooku.

1 komentarz

  1. Sos do pad thai robi się z pasty tamaryndowej, sosu rybnego, odrobiny chilli,
    brązowego cukru, czasem drobiny soku z limonki. Ta kombinacja raczej nie
    przypomina ketchupu. Natomiast sos w Horapie przypominał i to bardzo. Wydajesz się zapominać, że zdjęcie nie oddaje smaku. Rozumiem, że masz inne zdanie na temat tej restauracji i to bardzo dobrze, ale nie wiem, skąd Twój wniosek na temat mojego pojęcia o tajskiej kuchni. Zresztą, po tym wpisie (zwracam uwagę, że to było 2 lata temu i wiele mogło się zmienić) ludzie pisali mi na fanpage’u co jeszcze okropnego jedli. Nie byłam więc odosobniona w złej opinii na temat Horapy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *