Autorska, Dobre ceny, Nowe miejsce, Przekąski, Restauracje, Śródmieście
komentarzy 6

Kaskrut

Casse-croute po francusku oznacza przekąskę, drobny posiłek, ale większość Francuzów użyje tego słowa na określenie sandwicha. Od spolszczonej wersji tego wyrażenia pochodzi nazwa nowego miejsca na Poznańskiej. Kaskrut otworzył się wczoraj i już wzbudził sensację. Koncept jest prosty – serwowanie dobrej jakości kreatywnego jedzenia w cenach poniżej 30zł. A jak to wychodzi w realizacji? Dziś sprawdzałam Kaskrut na późnym obiedzie.

Szefem kuchni Kaskrut jest Adam Leszczyński. Kucharz w takiej samej mierze genialny, co niestały w uczuciach, że tak powiem. Ileż to miejsc, gdzie gotował już z radością odwiedzałam. Trwało jednak może kilka tygodni i pojawiał się kolejny szef kuchni, a Adam Leszczyński był ju w innym miejscu. Tak było np. z Soul Kitchen, tak też było z Bagno Food&Wine. Czekaliśmy na otwarcie Bistroteki, próbki kuchni przedstawiane na Urban Markecie były świetne, niestety się nie doczekaliśmy. Powiedziałabym więc, pędźmy do Kaskrut dopóki możemy smakować tam kuchni Adama Leszczyńskiego, ale sądzę, że zarówno on sam jak i właściciele mają przekonanie, że to ostatnia szansa tego Szefa w Warszawie. Po prostu musi zostać w Kaskrut na dłużej. Wnioskując z tego, czego dzisiaj doświadczyłam, wydaje się zresztą, że nie ma najmniejszych powodów, by myśleć o odejściu.

Kaskrut Otwarta kuchnia

Zacznijmy od tego, że Kaskrut jest mały. Nie ma jeszcze koncesji, ale nawet kiedy dostanie, nie będzie serwować wina. Wino zupełnie inaczej pozycjonowałoby lokal, a właścicielom zależy na tym, by serwować jedzenie dla ludzi. Będą więc piwa regionalne. Dziś wypiłam bezalkoholowe piwo z lemoniadą Radler.

Kaskrut Radler

W menu kilka kanapek, 2-3 sałaty, 2 zupy, kilka dań głównych i desery. Sporo pozycji wegetariańskich. Żadne danie, nawet główne, nie kosztuje więcej niż 30zł. Menu ma się zmieniać co dwa tygodnie. Zaczynam od dania Grillowany i palony Bakłażan/Rzepa (12zł). To nie pomyłka w cenie. Patrzę na to i uwierzyć nie mogę. Po pierwsze prezentuje się genialnie, nowocześnie, bezpretensjonalnie. Po drugie pachnie palonym bakłażanem. Po trzecie smakuje… po prostu genialnie. Tatar ze znakomicie przyprawionego, intensywnego w smaku bakłażana zestawiony jest tu z plastrami białej rzepy i kilkoma dosłownie kawałeczkami rzodkiewek. Lekko polane sosem z palonego bakłażana dla wzmocnienia smaku. Uwierzyć nie mogę, ale z radością czekam na główne danie.

Kaskrut Grilowany i palony Bakłażan Rzepa

Pstrąg/Kabaczek/Beurre Blanc (22zł). I kolejne dzieło sztuki. Lekko kwaskowaty kabaczek z przepysznym beurre blanc – sosem maślanym z redukcją octu i/lub białego wina. Na nim leży sobie pstrąg. A właściwie Pstrąg przez duże P. Idealnie chrupki, idealnie soczysty. I jeszcze odrobina smażonych julienne ziemniaczanych. Po tym daniu, jestem już pewna, że nie gotują tak nigdzie w Warszawie, a i Paryż, z którego niedawno wróciłam powstydziłby się takiej kuchni.

Kaskrut Pstrąg Kabaczek Beurre Blanc

Z niepokojem spoglądam na kartę deserów, jest kilka i … nie ma fondanta!!! Nikt by się tu fondantem nie skalał. Mogę spokojnie zjeść deser czekoladowy. Ciemna Czekolada/Rabarbar/Pomarańcz (13zł) Zachwyca mnie już zestawienie musu z jakościowej ciemnej czekolady z sosem pomarańczowym, bo to moje ulubione czekoladowe skojarzenie. Rabarbaru za bardzo nie lubię, ale tu świetnie się komponuje i jest dla czekolady lekkim kwaskowatym kontrapunktem. Świetnie też pasuje kolorystycznie. Dla kontrastu konsystencji są jeszcze czekoladowe chrupki, które ożywiają formę musu.

Kaskrut Ciemna Czekolada Rabarbar Pomarańcz

Siedzę tak sobie w pustym dzisiaj Kaskrut, kiwam głową  i uśmiecham się pobłażliwym uśmiechem starszej pani, która wiele już widziała i wszystko wie. Nie dlatego, że wiele już widziałam i wszystko wiem, i też wcale nie dlatego, że uważam się za starszą panią. Po prostu dlatego, że mam „przeczucie graniczące z pewnością”, że to miejsce skazane jest na sukces, że prawdopodobnie to jedna z ostatnich okazji, by zobaczyć tu puste stoliki, ba, dostać miejsce w ogóle. Niech tylko naród się dowie jak tu gotują i jak to gotowanie wyceniają.

Kaskrut Wejście

Kaskrut to jedno z tych miejsc, które chciałoby się zostawić dla siebie, nikomu o nim nie mówić, ocalić od promocji, powracać tu często i w tajemnicy przed wszystkimi, nawet nie uprawiać check-inów na Facebooku. No ale tajemnice takie sprzeczne są z ideą blogowania. Zatem idźcie i jedzcie tam wszyscy. A ja się za chwilę dorwę do kanapki Kurczak/Seler/Daktyle/Kabaczek/Pain au Lait (24zł), którą sobie wzięłam na wynos. I niech chociaż opinia o tym, jaka była, pozostanie moją małą słodką tajemnicą. 🙂

Kaskrut i odbicie Fro z aparatem

Kaskrut, ul. Poznańska  5, Warszawa

Po więcej zdjęć Kaskrut zapraszam na fanpage, Google+ i Instagram Frobloga. Zachęcam do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj:

6 Kommentare

    • Haniu, myślę, że warto pomyśleć o Kaskrut w kontekście naszych spotkań blogerów kulinarnych, Wielu osobom by się podobało.

  1. Hom pisze

    zeby tylko pani z obslugi umiala powiedziec o daniach cos wiecej, niz “to jest wysmienite”

  2. michało pisze

    Jedzenie doskonałe, ale po porcji pstrąga chciałem powiedzieć- jeszcze raz to samo. Porcje są bowiem tanie, ale bardzo niewielkie.

    • Słuszna uwaga, znam tę zasadę. Zwróć proszę jednak uwagę, że nazwy dań są dokładnymi cytatami z restauracji. Nic nie zmieniałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *