Międzynarodowa, Restauracje, Śródmieście, Słynni restauratorzy
Skomentuj

Restauracja GAR

GAR to jedna z nowszych restauracji firmowanych przez słynną restauratorkę Magdę Gessler. I pewnie dlatego postawiłam temu miejscu poprzeczkę dość wysoko. Przelotnie byłam tam w zeszłym roku, ale wtedy mój stan przeziębienia uniemożliwił mi rozróżnienie jakichkolwiek smaków, a zatem próbę należało powtórzyć. W pierwszej kolejności postanowiliśmy się tam pojawić po koncercie Herbiego, ale pomimo rezerwacji, nie wpuszczono nas. Owszem, była już 23cia, ale czy ktoś podczas telefonicznej rezerwacji poinformował nas, że restauracja zamyka się o tej godzinie? Nie. Dlatego Restauracja Gar dostała na wstępie ogromnego minusa. A ponieważ takie negatywne opinie lubimy wyjaśniać od razu i jednoznacznie określać miejsca jako udane lub nie, postanowiliśmy uparcie wybrać się do Gara i wyrobić sobie zdanie.

Na wstępie przejrzałam menu i moje rozczarowanie wzbudziły dania specjalnie polecane przez restaurację – dania z gaara. Do wyboru proponują gołąbki z cielęciny, pół kurczka po polsku i cassoulet z cielęciny i jagnięciny. Niestety nic z tych dań nie powoduje drgania mojego serca. Specjały zatem zostawiam innym.

Na dzień dobry zaczynam od tatara po francusku z koniakiem, musztardą Dijon i kaparami. I to jest absolutny hit. Tatar podany jest na … jakby tortownicy, już wymieszany, w smaku lekko słodki, wyraźnie wyczuwalny jest koniak. Zdecydowanie się wyróżnia. Uwielbiam takie wariacje na temat standardów. Mam w zwyczaju zjeść jakieś carpaccio i pamiętać je długo, jeśli jest bardzo inne niż standardowe, podobnie z tatarem. Ten jest po prostu wybitny.

Drugie danie podobnie krwiste – wybieram polędwicę polską w rozmarynie i czosnku  marynowaną z masłem truflowym. Dobrze wygląda. Jest okrągła, do tego kwadratowy ziemniak gratin, i skrzyżowana zielona fasolka. Całość kompozycji trochę jak gra w kółko i krzyżyk. Polędwica jest dobra, ale nie wybitna. Ponownie przypomina mi się święta zasada, że ze złego surowca, nie da się zrobić genialnego steku.

Próbujemy do tego wszystkiego wybrać wino. I tu kolejne rozczarowanie – wino jest albo w przyzwoitych cenach beznadziejne, albo dobre, ale w cenach nieprzyzwoitych. Jesteśmy w kropce. Nie lubimy takich dylematów. Ani miejsc, które nam ich przysparzają. Jest już na rynku wystarczająco duża ilość win w dobrych cenach, żeby skomponować osiągalną cenowo kartę win w każdej restauracji. Nie wiem, dlaczego nie pojmują tego w restauracji GAR.

Na koniec jeszcze jedno rozczarowanie. Pytamy o deser. Kelnerka oświadcza, że został tylko kisiel żurawinowy, bo dnia poprzedniego mieli mnóstwo gości. Dnia poprzedniego? A co ma do tego dzień poprzedni – krążą nasze myśli. Niestety, w Garze coś ma.

Mam wrażenie, że to lokal zaniedbany. Brakuje mu menedżera sprawującego kontrolę nad całością. Brakuje mu mocnej ręki osoby z charakterem. Ten lokal popełnia gigantyczne gafy i nawet tego nie rozumie. Owszem, jest w znakomitym punkcie – tuż obok Filharmonii, owszem, tatar był wybitny, ale to już zdecydowanie za mało, żeby się wyróżniać na tak zróżnicowanym tle kulinarnej Warszawy. Nie polecam.

Restauracja GAR, ul. Jasna 10, Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *