Wpisy otagowane: robert więckiewicz

W ciemności

Rzadko chodzę oglądam filmy z wątkiem wojennym. Zwykle mnie przygnębia tak, że nie potrafię się potem pozbierać, dlatego omijam. Zrobiłam wyjątek dla „W ciemności” Agnieszki Holland, bo uważam, że to film obowiązkowy. Rzadko jakiekolwiek kino wywołuje u mnie takie emocje. Wierzcie mi, że miałam łzy w oczach jeszcze długo po wyjściu z sali kinowej i do teraz, kiedy patrzę na zdjęcia z filmu, nie mogę się powstrzymać. Zagrał na wszystkich nutach mojej wrażliwości, niezwykłe kino.

Baby są jakieś inne

Z Koterskim mam lekko na pieńku. Bardzo doceniam to, co robi, uważam, że jest świetny, tworzy filmy ważne i inne niż wszystkie inne. Ale jednocześnie nie potrafię oglądać np. Dnia Świra. Tak strasznie mnie denerwuje zirytowanie Adasia Miauczyńskiego, odbieram je całą sobą, jestem zirytowana razem z nim, a ponieważ rzeczywistość blokowa dotyczy nas wszystkich, co chwilę jakiś radosny sąsiad coś wierci, co chwilę ktoś w czymś przeszkadza, ja nie muszę tego oglądać na filmie, jestem zdenerwowana wystarczająco, dlatego Dzień Świra wyłączam. Nie mogę tego oglądać. Zastanawiałam się nad nowym filmem „Baby są jakieś inne”. Po pierwsze świetne były zwiastuny, mega zabawne, bardzo szowinistyczne. Po drugie Robert Więckiewicz – muszę go oglądać często, uwielbiam człowieka. Film jest nierówny. Pierwsza połowa mocno bawi, naprawdę te dialogi są świetne, niegłupie, mocno osadzone w rzeczywistości. Koterski wybrał te najbardziej drażniące cechy kobiet, te najmnocniej przeszkadzające chyba nawet samym kobietom. Druga połowa mocniej irytuje. Niestety ilość stereotypów jest coraz większa, bohaterowie mówią podobnie i jednostajnie i według takich samych schematów. Właściwie już nawet trochę można się domyślić, co powiedzą. Są …

Dom zły

Błoto. Egzystencjalne, moralne, estetyczne i fizyczne. Ohyda. Pod każdym względem. Wóda. Lejąca się na prawo i lewo, piją wszyscy. Zło. Wszechobecne. Negatywne postaci. Wszystkie. W tak przerażającym i depresyjnym klimacie postanowił nakręcić swój nowy film Wojciech Smarzowski. Trzeba dodać, że film bardzo dobry. Wciągający, interesujący, ze świetnymi rolami aktorskimi i intrygującą fabułą. Gdzieś w Polsce, na szczęście daleko, kiedyś, na szczęście już dość dawno temu, a konkretnie w PRLu. Trzeba przyznać, że dbałość o szczegóły robi wrażenie. Z wielką starannością dobrano lamperie, kuchnie, telewizory, ubrania i mnóstwo innych rekwizytów epoki. Samochody i fryzury dodają spójności całości. Patrząc na to wszystko czujemy się tak, jakbyśmy się przenieśli o 30 lat wstecz. Do tego role – świetni Dziędziel, Topa i Jakubik, jak zwykle doskonały Więckiewicz i absolutnie wybitna Preis. Sądzę, że dla Topy, który szerszej publice był do tej pory znany głównie ze Złotopolskich, ta rola może być przełomowa. Oby, bo zdecydowanie zasługuje na zainteresowanie. Mam bardzo ambiwalentny stosunek do tego filmu. Już po zwiastunie wiedziałam, że nie będzie się go dobrze i miło oglądało. Cały ten …

Krzysztof M. Hipnoza

Wczoraj wybrałam się do Teatru Polonia na eksperyment pt. Krzysztof M. Hipnoza”. Owiane tajemnicą przedstawienie jest przygotowane w oparciu o spektakl Tima Croucha „The Oak Tree”. Całość przełożył na polskie okoliczności i prowadzi Krzysztof Materna, co z pewnością dodaje wszystkiemu uroku. Zaprosił 30 aktorów do 30 przedstawień. Koncepcja polega na tym, że zaproszony aktor nie wie, co będzie grał, Materna wciela się w hipnotyzera, a publiczność nie wie, na jakiego aktora trafi danego wieczoru. Z pewnością fakt, że to jedynie 30 spektakli i fakt, że na afiszach wymienione są takie nazwiska jak Piotr Machalica, Magdalena Cielecka, Borys Szyc, Maciej Stuhr, czy też Piotr Adamczyk, dodają całości efektu. Wczoraj udało mi się trafić na Roberta Więckiewicza. Muszę przyznać, że to był strzał w 10. Uważam, że spektakl tego typu zależy w bardzo dużym stopniu od osoby aktora. Sam Materna nie utrzyma całości na poziomie, jeśli nie będzie miał partnera po drugiej stronie. Nie opowiem oczywiście, co się działo, bo to byłoby złamaniem pewnych zasad. Nawet Więckiewicz musiał uroczyście przysiąc, że nie zdradzi żadnemu aktorowi ani aktorce, …

Ile waży koń trojański

Pierwszym i – od razu dodam – najlepszym filmem tegorocznego mojego Sylwestra była najnowsza komedia Juliusza Machulskiego „Ile waży koń trojański”. Rzecz o powrocie w nieznośne lata 80te, ale bez politykowania, chodzi wyłącznie o szok związany z „drobiazgami” tamtych czasów utrudniającymi życie. Byłby to świetny film, gdyby nie miał być komedią. Bo chociaż uśmiechnęłam się naprawdę szczerze kilka razy, a raz nawet wybuchnęłam śmiechem gromkim, to jednak nie spełnione są moje warunki komedii czyli dialogi, przy których płacze się ze śmiechu przez 80% czasu. Poza tym drobiazgiem, film jest naprawdę bardzo przyjemny. Jest świetny Więckiewicz, a kto mnie zna, ten wie, że mam absolutną słabość do tego aktora. Jest bardzo ciekawa aktorka Ilona Ostrowska w roli głównej. Okazało się, że szerszej widowni jest znana z serialu Ranczo. Mnie nie była znana w ogóle, ale ma w sobie coś bardzo ciepłego i totalnie bezpretensjonalnego. No i jest Danuta Szaflarska, która po słynnym powrocie w “Pora umierać”, pozostanie nam w łowach jako babcia idealna. Śmiesznie jest popatrzeć na te wszystkie PRLowskie paradoksy. Już dzisiaj jest nam śmiesznie, …