Wpisy otagowane: teatr polonia

Seks dla opornych w Teatrze Polonia

Ten spektakl to koprodukcja Teatru Polonia z Teatrem Wybrzeże z Gdańska, dlatego mamy okazję na deskach Polonii zobaczyć trójmiejskich aktorów – Mirosława Bakę i Dorotę Kolak. Sztukę kanadyjskiej dramatopisarki Michele Riml wyreżyserowała Krystyna Janda. Przedstawienie można oglądać na deskach obydwu teatrów. Ja widziałam w kwietniu w Polonii.

Krystyna Janda „Piosenki z teatru”

To bardzo ciekawe wydarzenie. Krystyna Janda śpiewająca piosenki z trzech przedstawień – „Białej Bluzki” Agnieszki Osieckiej, “Kobiety zawiedzionej” Simone de Beauvoir i “Marlena” Pam Gems. „Śpiewająca” to jest dla Krystyny Jandy ciekawe określenie. Przecież sama przyznaje, że śpiewać nie do końca potrafi. I faktycznie ma rację. Dźwięki wydobywa albo krzykiem albo cichuteńkim głosikiem na mocnym przydechu. Są takie nuty, które – mimo że tak wskazuje linia melodyczna – nigdy nie zostaną przez nią osiągnięte. Zawsze są zagrane, ograne, zinterpretowane, po prostu inne niż zaśpiewane. Ale co tam. To właśnie jest jej moc. To jest jej profesjonalizm. Urok. Janda gra przecież, a nie śpiewa, a może właściwie gra śpiewanie. Jeśli pamiętacie (Bo ja jestem, proszę pana,) „Na zakręcie”, która to piosenka jest jedną z najpopularniejszych z „Białej Bluzki”, to wiecie, o czym mówię. Śpiewających aktorek jest mnóstwo, śpiewających nawet w miarę dobrze, ale np. histerycznie interpretujących. Ja sama jestem wielkim wrogiem tzw. piosenki aktorskiej, bo zwykle oznacza ona właśnie brak umiejętności śpiewania. No ale to jest Janda. I ona tak gra, że człowiek prawie już wierzy, …

Ojciec Polski w Teatrze Polonia

Jeśli chcecie się śmiać praktycznie nieprzerwanie przez 2 godziny, wybierzcie się koniecznie na „Ojca Polskiego” w Teatrze Polonia. Autorem i reżyserem jest Michał Walczak, a całość wykonuje Rafał Rutkowski. Rzecz dotyczy ojcostwa. Ojcostwa polskiego – żeby nie było niedomówień. Wprawdzie na scenie jest tylko jeden aktor, ale robi tyle zamieszania i prowokuje do takich reakcji, jakby stała za nim cała armia ludzi. Rafał Rutkowskiego, wstyd się przyznać, znałam do tej pory wyłącznie z reklam Castoramy. Miałam jednak wrażenie, że to małe formy artystyczne. Wyjątkowo udane jak na średnią polskich reklam. I to udane właśnie dzięki osobie Rutkowskiego. Śmieszne, inteligentne i istotnie wyróżniające się spośród całej reszty. Na dodatek pamiętam co reklamował, co nie zdarza się wbrew pozorom zbyt często, a świadczy o jakości reklamy. Ale nie o reklamach tu chciałam, tylko o osobie Rutkowskiego. W duecie Walczak – Rutkowski powstał już kiedyś „To nie jest kraj dla wielkich ludzi”. Niestety nie było mi dane zobaczyć. Jeśli ktoś z was widział, podzielcie się opiniami proszę. W każdym razie duet jest przetestowany, dograny i ewidentnie nie wypalony, …

Krzysztof M. Hipnoza

Wczoraj wybrałam się do Teatru Polonia na eksperyment pt. Krzysztof M. Hipnoza”. Owiane tajemnicą przedstawienie jest przygotowane w oparciu o spektakl Tima Croucha „The Oak Tree”. Całość przełożył na polskie okoliczności i prowadzi Krzysztof Materna, co z pewnością dodaje wszystkiemu uroku. Zaprosił 30 aktorów do 30 przedstawień. Koncepcja polega na tym, że zaproszony aktor nie wie, co będzie grał, Materna wciela się w hipnotyzera, a publiczność nie wie, na jakiego aktora trafi danego wieczoru. Z pewnością fakt, że to jedynie 30 spektakli i fakt, że na afiszach wymienione są takie nazwiska jak Piotr Machalica, Magdalena Cielecka, Borys Szyc, Maciej Stuhr, czy też Piotr Adamczyk, dodają całości efektu. Wczoraj udało mi się trafić na Roberta Więckiewicza. Muszę przyznać, że to był strzał w 10. Uważam, że spektakl tego typu zależy w bardzo dużym stopniu od osoby aktora. Sam Materna nie utrzyma całości na poziomie, jeśli nie będzie miał partnera po drugiej stronie. Nie opowiem oczywiście, co się działo, bo to byłoby złamaniem pewnych zasad. Nawet Więckiewicz musiał uroczyście przysiąc, że nie zdradzi żadnemu aktorowi ani aktorce, …

Romulus Wielki w Teatrze Polonia

Mam w zwyczaju nie czytać przed wybraniem się do kina czy teatru żadnych recenzji. Zwyczaju tego nabrałam, kiedy kilkakrotnie recenzenci spłycili mi najgłębszą pointę, zdradzili najlepszy dowcip, czy też swoim czepianiem się zepsuli najlepszą zabawę. Po obejrzeniu w piątek Romulusa Wielkiego i przeczytaniu dziś recenzji choćby z Gazety Wyborczej  czy dodatku „Kultura” Dziennika, utwierdzam się w przekonaniu, że zwyczaj ten jest jedynie słuszny. Wyborcza twierdzi, że temu spektaklowi brakuje reżysera. Dziennik dodaje, że rzecz jest banalna i nie ma komentarza czy jakiejkolwiek prawdziwej interpretacji. Ja mam wrażenie, że recenzenci nakręcają się w swoim „znawstwie” i nie wypada im napisać dobrej recenzji po tym, gdy konkurencja napisała złą. Na szczęście nie przeczytałam ich przed spektaklem i w związku z tym naprawdę dobrze się bawiłam. Owszem, przyznaję, nie widziałam do tej pory żadnego Romulusa Wielkiego Duerrenmatta. Nie znam żadnej interpretacji roli tytułowej, nie znam żadnej wcześniejszej reżyserii. Nie znałam tego spektaklu w ogóle. Zamieniając tę słabą stronę w mocną, mogłabym powiedzieć, że jestem wolna od bagażu, który być może ciąży recenzentom. Ale dość już o nich. Wrażenie …