Autorska, Restauracje, Śródmieście
1 komentarz

NOLITA

NOLITA Banoffee armelizowany banan popcorn

Moja druga wizyta w restauracji NOLITA miała miejsce przed Świętami. Liczne zaległości nie pozwoliły mi jej jednak opisać. Jak być może pamiętacie, pierwszy raz w Nolicie miałam okazję gościć na zaproszenie Jacka Grochowiny, szefa kuchni i spiritus movens tego przedsięwzięcia w listopadzie. Nie tylko z kronikarskiego obowiązku, ale też przy pierwszej nadarzającej się okazji, postanowiłam wrócić tak szybko, jak tylko było to możliwe.

Na pierwszy rzut oka zaskakuje prawie pełna sala. W kilka tygodni po otwarciu to bardzo dobry znak. Jest sobota wieczorem, co sprzyja wychodzeniu z domu do restauracji, ale nie wszystkie miejsca są tak pełne w ten dzień, a już na pewno nie wszystkie miejsca z tego przedziału cenowego. Zatem wygląda na to, że miejsce się rozkręca.

Na początek wita nas pierwsze amuse-bouche tego wieczoru. Rilette z gęsi, chutney gruszkowy, galaretka z pigwy i kropka żurawiny. Wszystko mikroskopijne. Galaretka z pigwy jest maleńką zachwycającą kosteczką, bez której jednak to zestawienie nie byłoby kompletne.

NOLITA Rilette z gęsi

Na przystawkę wybieram Foie gras marynowana w porto, sorbet z aronii, domowy brioche (59,00zł). Klasyczne połączenie foie gras ze słodkimi elementami jak porto, słodka brioszka czy sorbet, tu nabiera dodatkowego efektu, dzięki sorbetowi z aronii. To domowej roboty sorbet, powstaje z aronii z ogródka Jacka Grochowiny. Ma głęboki atrakcyjny kolor i jeszcze bardziej atrakcyjny smak. Połączenie go z foie gras daje znakomite efekty smakowe. Do tego dania pijemy to, co do foie gras pasuje najlepiej – Castelnau de Suduiraut, Sauternes, Bordeaux, France 2003 (44,00zł/kieliszek) Tak, to rozpasanie, ale foie gras i sauternes to para nierozłączna.

NOLTIA Foie gras marynowana w porto

Na zmianę smaku wchodzi Sorbet cytrynowy i już zmierzamy w stronę dania głównego. Wędzona polędwica z jelenia, puree pietruszkowe z salsefii, prażona grasica (109,00zł). Zielone puree jest tak delikatne, że nadaje tu prawie wyłącznie efektu kolorystycznego, prawdziwa gra toczy się natomiast pomiędzy wędzonym jeleniem a prażoną grasicą. Nie ma tu walki o dominację, jeleń jest w centrum uwagi, ale momentami grasica nieco przeciąga go na swoją stronę i zmienia jego oblicze. Krwista, soczysta polędwica i to jeszcze z dziczyzny jest dla mnie strzałem w dziesiątkę.

NOLITA Wędzona polędwica z jelenia

Robimy przerwę pomiędzy daniem głównym i deserem. Kiedy jesteśmy gotowi kontynuować, dostajemy kolejne amuse-bouche: Banoffee, karmelizowany banan, popcorn. Moja ulubiona zabawa słodko-słonym smakiem w deserach. No i ponownie pełne arcydzieło w wersji mini.

NOLITA Banoffee karmelizowany banan popcorn

I wreszcie deser jako grand finale. W tym przypadku faktycznie z fajerwerkami. Mus czekoladowy z yuzu, puder czekoladowo orzechowy, sos z białej czekolady (29,00zł). Na talerzu znajduję mus czekoladowy z kwaskowatym syropem z yuzu, a do tego sos z białej czekolady w tubce do wyciskania i dwie garstki pudru. Pierwszy jest czekoladowo-orzechowy, drugi jest sprawcą większych wrażeń. Na początku nie wiem, co się dzieje i jestem nieco przerażona, że coś mi się stało. Odczuwam w ustach pewnego rodzaju mikro-wybuchy. Po chwili mój mózg konotuje zależność pomiędzy tymi odgłosami, a żółtawym proszkiem, który jem. Potwierdzam u kelnera. To Peta Zeta – drobinki w kontakcie ze śliną, wytwarzają dźwięki, odczuwalne jako mikro-wybuchy. Śmieję się przez kolejne kilka minut, bawiąc tym strzelaniem w moich śliniankach. Powrót do dzieciństwa.

NOLITA Mus czekoladowy z yuzu

NOLITA to dzieło kompletne. Tutaj nie tylko kuchnia jest na najwyższym poziomie, tutaj kelnerzy reagują i zachowują się jak ludzie, nie ma w nich cienia wyniosłości, czy pretensjonalności. Somelier, który potrafi znakomicie dobrać wina do dań, nie okaże rozczarowania, kiedy wybierzecie wino zupełnie niezgodne z jego poleceniem. Te wszystkie ukłony w stronę klienta przy każdym, dopracowanym do najmniejszych szczegółów, amuse-bouche, robią na mnie wrażenie. Nie dziwi więc, że Piotr Adamczewski niedawno ogłosił Nolitę najlepszym miejscem w Warszawie i uroczyście nadał jej pięć gwiazdek. Ja tego jeszcze zrobić nie mogę, bo mam jedną wielką zaległość w odwiedzinach, ale to się wkrótce zmieni. Powiem więc tak – z dotychczas odwiedzonych przeze mnie miejsc w Warszawie, Nolitę doceniam najbardziej.

NOLITA, ul. Wilcza 46, Warszawa

Po więcej zdjęć z tej i poprzedniej wizyty w restauracji NOLITA, zapraszam na fanpage Frobloga na Facebooku.

1 komentarz

  1. Wheres TheFood pisze

    Widzę, że polubiłaś określenie “kompletne”, którego Krzyś Burzyński użył w odniesieniu do Atelier Amaro na gastronautach, czy my skromniej do nieistniejącego już Kogla Mogla:)

    Wiadomo może, czy za desery też w pełni Pan Jacek odpowiada?
    Desery bardzo dają radę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *