Rok: 2009

Hana Sushi

Na Jasnej otwarto nie tak dawno nową suszarnię. Hana Sushi to sieciówka, ma swoje restauracje w kilkunastu miejscach w Polsce. Ale nie mam nic przeciwko sieciowym sushi. Jeśli tylko potrafią podać mi jedzenie na odpowiednim poziomie. Menu jest znacznie szersze niż zwykłe nigiri, maki i sashimi, jest mnóstwo dań głównych, karta ciągnie się przez kilkadziesiąt stron. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Michel’s Brasserie

O mojej fascynacji kuchnią Michela Morana pisałam już wielokrotnie. Jestem absolutnie przekonana, że jego Bistro de Paris jest najlepszą restauracją w Warszawie. Tym bardziej ucieszyła mnie informacja, że pojawiło się nowe miejsce firmowane przez Michela – Michel’s Brasserie. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Finca Flichman Reserva Chardonnay Argentyna 2008

Zadziwiające wino. Wyjątkowo dobre jak na Chardonnay. Wyjątkowo nie podobne do smaku Chardonnay. Podejrzewam, że przy teście z zamkniętymi oczami lub zasłoniętą nalepką, nie rozpoznałabym tego szczepu w tym winie. Co dla mnie jest akurat dużym komplementem. Już kiedyś piłam jakieś wino Finca Flichman, nie zachwyciło mnie, tym razem też nie zachwyca, choć jest bardzo przyzwoite, ale zdecydowanie zaskakuje. Dystrybutorzy opisują to wino: „Złocisty kolor z zawiesistym i treściwym bukietem, z nutami śmietany, ananasu i caramelu. W ustach tęgie z miękkim, świeżym i przyprawowym smakiem z nutami dymu i minerałów. Długi bogaty posmak.” Jak zwykle trafiłam na smak w poszukiwaniu mineralności, którą tym razem znalazłam. Wszystkim zwolennikom minerałów, polecam. Reszcie – umiarkowanie, ale też. Do kupienia m.in. tutaj. W skali od 1 do 10 daję 7 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Coco avant Chanel

Nie wiem, dlaczego krytyka tak bardzo źle ten film oceniła. Nie przeczytałam w sumie chyba ani jednej pozytywnej recenzji. Dla mnie to było całkiem przyjemne kino, nie spodziewałam się wzlotów i ich nie doświadczyłam. Po prostu historia Coco Chanel, bardzo ciekawa historia – dodam. Być może wszyscy ją znali, a ja akurat nie, ale sama fabuła, a zatem historia początku dorosłego życia Coco Chanel, wydała mi się bardzo interesująca. Trudne początki, niejednoznaczne relacje z mężczyznami, wielka samotność i co w sumie wydaje mi się najważniejsze – przypadkowa decyzja o zostaniu modystką. Nie znałam tej historii i w jej poznaniu upatruję największą wartość tego filmu. W jednym muszę przyznać rację recenzentom – Audrey Tautou zdecydowanie nie poradziła sobie z tą rolą. Brakło jej ukazania tego wszystkiego, z czego Coco Chanel słynie do dziś – zdecydowania, energii, siły i desperacji. Tautou jest słodka, robi owszem kilka min przypominających energiczną kobietkę, ale całość postaci jest kompletnie niespójna i pozbawiona charakteru. Można być tym filmem rozczarowanym, jeśli oczekuje się rewii mody czy też w ogóle mody w centrum wydarzeń. …

I’m Not There

Od dłuższego czasu się zastanawiam nad tym, dlaczego ten film nie wszedł na ekrany polskich kin. Podobnie jak i nad tym, kto o tym decyduje. Od jakiegoś czasu czekam np. na polską premierę The Boat That Rocked (nowej komedii Richarda Curtisa) i nic. Film miał brytyjską premierę w kwietniu, potem pojawiał się we wszystkich innych krajach europejskich, łącznie z Czechami, Ukrainą, a nawet Estonią. Amerykańska premiera przewidziana jest na listopad, a o polskiej ani mru mru. Po prostu nic. Wracając do „I’m Not There”, filmu nominowanego do Oscara w kategorii drugoplanowej roli kobiecej dla Cate Blanchett, który pojawił się u nas na DVD w dwa lata po oficjalnej premierze. Nie jest to z pewnością kino wybitne, jest za to dość niszowe i lekko psychodeliczne. Podobnie jak Bob Dylan, którego historię opowiada film. Czy naprawdę nie ma w Polsce aż tylu fanów Dylana, żeby ten film mógł wejść do kin? Trochę dziwna jest formuła filmu, gdzie w różnych okresach życia Dylan grany jest przez różnych aktorów, a nawet przez jedną aktorkę. Film pokazuje sześć momentów życia …

Passe Partout

Zdarzyło mi się być już kiedyś w tej restauracji na Saskiej Kępie, jednak nigdy wcześniej tam nie jadłam. Przyznaję, że Passe Partout robi wrażenie samym wystrojem. Jest to jedno z bardzo nielicznych – o ile nie jedyne – miejsc w Warszawie, gdzie za restauracją można znaleźć uroczy ogródek. Swoją drogą, ale to temat na inną dyskusję, dlaczego w takim np. Poznaniu prawie wszystkie knajpki na starym mieście mają po przejściu przez salę ogródek w podwórzu, a w Warszawie nie da się tego zrobić? Nie rozumiem, w każdym razie, w Passe Partout ogródek jest i to jest jego absolutnie mocny punkt. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Leszek Kołakowski „Wśród znajomych”

Z dużą radością wracam z tych wakacji. Chyba po raz pierwszy tak dużą. Cieszy mnie rychła perspektywa jesiennych wydarzeń kulturalnych – a to nowej płyty Kayah, a to koncertu Cassandy Wilson, a to nowego filmu Almodovara. Nic, tylko się niecierpliwić. Opalenizna lekko mi tylko przypomina, że jeszcze wczoraj wylegiwałam się na słońcu w pewnym kraju, którego Wam jednak nie polecam odwiedzać. Wylegując się i nudząc jednocześnie pochłaniałam kolejne książki z prędkością światła. Niektóre nie nadawały się naprawdę do niczego innego jak tylko czytanie przy basenie pomiędzy jednym a drugim leniwym ziewnięciem i kolejną próbą przepłynięcia dziesięciu, a może tym razem dwunastu basenów wpław. Innym – jak tej, o której chciałabym dzisiaj kilka zdań – towarzystwo basenu, kurortu, słońca i tej „nieznośnej lekkości bytu” zwyczajnie nie przystoi. Leszek Kołakowski „Wśród znajomych” czytany nad basenem, często z kolejnym drinkiem w ręce, przyznacie, że to zakrawa na profanację. A jednak, w całym tym natłoku wakacyjnych lektur, mniej lub bardziej udanych, czytanych głównie w językach obcych – ale to jedyny ich poziom komplikacji – w całym tym natłoku, „Wśród …

Falanghina Di Majo Norante Włochy 2007

Idąc szlakiem mineralności, trafiłam na kolejne białe włoskie wino, tym razem z regionu Molise. Di Majo Norante to główny producent włoskiego regionu Molise, ma ponad 40 lat winiarskich tradycji. Falanghina natomiast jest szczepem starożytnym i na dodatek wg znawców często wskazywanym jako przyszłą gwiazdę i następcę Chardonnay na tronie szczepów białych. Moim zdaniem niedoreprezentowany jak na gwiazdę. Falanghina Di Majo Norante Włochy 2007 to pierwsze wino, które piłam z tego szczepu i to nie dlatego, że jakoś szczególnie przyszło mi go omijać, po prostu nie występuje w sklepach w dużej ilości. Dystrybutorzy określają to wino: „Złoty słomkowy kolor z zielonymi refleksami, bukiet stanowi mieszankę owoców tropikalnych skropionych odrobiną limonki. W ustach – rześkie o mineralnej kwasowości. Idealne na letnie popołudnie – podczas pikniku i koszenia trawy.” Do kupienia m.in. tutaj. Z do tej pory testowanych przez mnie win mineralnych, to wydaje mi się najsłabsze. Być może Falanghina wymaga mojego dalszego testowania. W skali od 1 do 10 daję 6. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień …

Sportoletti Assissi Grechetto Włochy 2007

Myślę, że mam już sposób na znalezienie sobie odpowiedniego białego wina. Decydującym określeniem jest zwykle mineralność. Wygląda na to, że mogę założyć, iż jeśli białe wino jest określane typ przymiotnikiem, będzie mi smakowało. Tym razem, idąc za sugestią pani ze sklepu na dole, padło na Sportoletti Assissi Grechetto Włochy 2007. Choć tego typowo włoskiego szczepu grechetto nie znałam do tej pory w ogóle, zapisuję to wino do kategorii tych, do których z przyjemnością wrócę. Szczep uprawiany jest głównie w Umbrii, określany jako bogaty o lekko orzechowym smaku. Określane przez dystrybutorów: „Słomkowo-złoty kolor, rześkość i lekka mineralność, to atuty tego wina. W smaku dużo owocu z mocnymi brzoskwiniowymi akcentami. Świetne uzupełnienie dań rybnych i z białego mięsa.” Do kupienia m.in. tutaj. W skali od 1 do 10 daję 8 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Krzysztof M. Hipnoza

Wczoraj wybrałam się do Teatru Polonia na eksperyment pt. Krzysztof M. Hipnoza”. Owiane tajemnicą przedstawienie jest przygotowane w oparciu o spektakl Tima Croucha „The Oak Tree”. Całość przełożył na polskie okoliczności i prowadzi Krzysztof Materna, co z pewnością dodaje wszystkiemu uroku. Zaprosił 30 aktorów do 30 przedstawień. Koncepcja polega na tym, że zaproszony aktor nie wie, co będzie grał, Materna wciela się w hipnotyzera, a publiczność nie wie, na jakiego aktora trafi danego wieczoru. Z pewnością fakt, że to jedynie 30 spektakli i fakt, że na afiszach wymienione są takie nazwiska jak Piotr Machalica, Magdalena Cielecka, Borys Szyc, Maciej Stuhr, czy też Piotr Adamczyk, dodają całości efektu. Wczoraj udało mi się trafić na Roberta Więckiewicza. Muszę przyznać, że to był strzał w 10. Uważam, że spektakl tego typu zależy w bardzo dużym stopniu od osoby aktora. Sam Materna nie utrzyma całości na poziomie, jeśli nie będzie miał partnera po drugiej stronie. Nie opowiem oczywiście, co się działo, bo to byłoby złamaniem pewnych zasad. Nawet Więckiewicz musiał uroczyście przysiąc, że nie zdradzi żadnemu aktorowi ani aktorce, …