Wszystkie wpisy z: Kultura

Ojciec Polski w Teatrze Polonia

Jeśli chcecie się śmiać praktycznie nieprzerwanie przez 2 godziny, wybierzcie się koniecznie na „Ojca Polskiego” w Teatrze Polonia. Autorem i reżyserem jest Michał Walczak, a całość wykonuje Rafał Rutkowski. Rzecz dotyczy ojcostwa. Ojcostwa polskiego – żeby nie było niedomówień. Wprawdzie na scenie jest tylko jeden aktor, ale robi tyle zamieszania i prowokuje do takich reakcji, jakby stała za nim cała armia ludzi. Rafał Rutkowskiego, wstyd się przyznać, znałam do tej pory wyłącznie z reklam Castoramy. Miałam jednak wrażenie, że to małe formy artystyczne. Wyjątkowo udane jak na średnią polskich reklam. I to udane właśnie dzięki osobie Rutkowskiego. Śmieszne, inteligentne i istotnie wyróżniające się spośród całej reszty. Na dodatek pamiętam co reklamował, co nie zdarza się wbrew pozorom zbyt często, a świadczy o jakości reklamy. Ale nie o reklamach tu chciałam, tylko o osobie Rutkowskiego. W duecie Walczak – Rutkowski powstał już kiedyś „To nie jest kraj dla wielkich ludzi”. Niestety nie było mi dane zobaczyć. Jeśli ktoś z was widział, podzielcie się opiniami proszę. W każdym razie duet jest przetestowany, dograny i ewidentnie nie wypalony, …

Spier Chenin Blanc RPA 2008

    Moje pierwsze doświadczenie ze szczepem Chenin Blanc. Jak zwykle z polecenia i na szlaku poszukiwania ciekawych białych smaków winnych. Przyznam, że ten szlak bardzo mi odpowiada. Mogłabym do końca życia ograniczać się do Chardonnay, ale ponieważ nie lubię, a lubię wina białe, szukam lekkiego wyrafinowania. I we wcale nie horrendalnych cenach, można znaleźć coś, czego się jeszcze nigdy nie piło. Dlatego dzisiaj właśnie Spier Chenin Blanc RPA 2007.   Dystrybutorzy na temat: „Blado słomkowy kolor z zielonymi refleksami. Aromaty owoców tropikalnych, limonki i melona oraz nuty gruszki. Idealnie zbalansowane dzięki żywej kwasowości. Smażony bekon, feta, dania z rybami.”     Myślę, że smażony bekon to nie byłby jednak zbyt dobry pomysł 😉 Ja zjadłam do sałatki z łososiem i nadał się wyśmienicie. Ogólnie powiedziałabym, że nie byłoby to wino mojego pierwszego wyboru, ale jak na eksperymenty i poszukiwanie zupełnie nowych ścieżek, to bardzo dobry pomysł. Polecam. Do kupienia m.in. tutaj.     W skali od 1 do 10 daję 7       Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też …

Le Versant Viognier Francja 2008

Wróciłam do standardów, czyli mojego najbardziej ulubionego ze szczepów – Viognier. Dzisiaj odmiana francuska, bo praktycznie do wyboru z tego szczepu jest wyłącznie Francja lub Nowy Świat. Jeśli się mylę, poproszę znawców o sprostowanie 😉 Dystrybutorzy na temat tego wina piszą tak: „Piękna żółta barwa z akcentami zieleni. Intensywnie pachnie morelami, dojrzałą brzoskwinią i egzotycznymi owocami. W ustach wyczuwalna świeża kwasowość i długi finisz.” A ja dodam, że jest mineralne tak jak lubię, o dość niskiej kwasowości, choć jego młodość da się odczuć. Pięknie pachnie i zaryzykuję twierdzenie, że Viognier jest jedynym szczepem, który mimo swojego małego doświadczenia „winnego”, poznałabym po zapachu. La Versant Viognier jest bardzo eleganckie i niezwykle przyjemne. Można kupić m.in. tutaj. Polecam. W skali od 1 do 10 daję 8   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

The Globetrotters w Jazzowni Liberalnej

Spotkało się 4 mistrzów. O każdym można byłoby napisać książkę. Każdym można byłoby się zachwycać godzinami. U mnie będzie krótko, bo już kiedyś opisując swoje wrażenia po koncercie Maseli & Ścierański, nie bardzo umiałam się trzymać tematów muzycznych. Pierwszy. Jest szalonym perkusjonistą. Muzykiem, z którym od lat grają mistrzowie jazzu wszystkich narodowości. Nie tylko jazzu zresztą reprezentuje nurt muzyki świata. Wydobywa ze swoich różnorodnych instrumentów niesamowite dźwięki i niesamowite rytmy. Dzięki niemu każda muzyka nabiera niepowtarzalnego klimatu. Drugi.Gra na saksofonach i flecie. Nie jest muzykiem pierwszego planu. Jego nazwisko praktycznie ginie w świecie tak wyeksponowanych i znanych saksofonistów jak Namysłowski, Miśkiewicz, czy nawet o wiele młodszy Sikała. Ale nie trzeba być na pierwszym planie, żeby grać pięknie melodycznie i wzruszać wydobywanymi dźwiękami. Nie zapędzać się przy tym w niekończące się solówki, które mają wyłącznie na celu udowodnienie własnej wirtuozerii, bez poszanowania uszu czy gustów słuchacza. W jego grze wszystko podporządkowane jest melodyce. Trzeci.Kiedy go usłyszałam po raz pierwszy, miałam wrażenie, że mógłby mi śpiewać, a ja mogłabym go słuchać. I w sumie tyle byłoby mi …

Rewers

Dobry film. Po prostu dobre polskie kino. I tak dawno nie widziałam takiego w kinie, że to aż niewiarygodne. W tym filmie wszystko jest na najwyższym poziomie. Świetni aktorzy. Duet Janda – Polony to absolutne mistrzostwo świata, ale nie tylko one. Dorociński po prostu wybitny. Pewny siebie jak amerykański amant. O manierach, gestach i ruchach „Buntownika z wyboru”. Niezwykły. No i wreszcie sama Agata Buzek. Znakomicie stawiająca czoło pierwszoplanowej roli. Świetne jest poczucie humoru. Takie, które sugeruje, że kiedy reżyser wyznaje „wierzę w inteligencję widzów”, naprawdę w nią wierzy. Muzyka z kategorii wybitnych. Znakomicie współgra z obrazem, z klimatem zarówno lat 50tych jak i współczesnym. Autorstwa Włodzimierza Pawlika. Po prostu mnóstwo dobrego jazzu. No i klimat. Lekko śmieszny, lekko przerażający. Trochę komedia, trochę kryminał. Znakomite połączenie. Do tego jeszcze świetnie oddana rzeczywistość lat 50tych. Po prostu spójna całość. Brawa za ten film dla Borysa Lankosza. Całość jest na najwyższym poziomie i faktycznie niczym nie ustępuje zagranicznym produkcjom. Niestety obawiam się, że kontekst nie będzie zrozumiany międzynarodowo, to w końcu nasza, bardzo polska historia, bardzo trudna …

The Boat That Rocked (Radio na fali)

Będzie raz jeszcze o oczekiwaniach. The Boat That Rocked to najnowsza komedia Richarda Curtisa. Tak, tego samego, na dzieło którego czekam od ponad roku. Ilekroć wybierałam się do kina na jakieś kolejne mało śmieszne komedie romantyczne typu „Duchy moich byłych”, „Za jakie grzechy”, „He’s Just Not That Into You”, żyłam jedną myślą – Richard Curtis kręci nowy film. Mój Bóg komedii romantycznej, twórca filmów „4 wesela i pogrzeb”, „Bridget Jones”, a przede wszystkim „Love Actually”, kręci nową komedię, która w przeciwieństwie do wszystkich innych będzie wreszcie inteligentna i zabawna. Czekałam na ten film jak na dzieło sztuki. Wisiał w moich linkach „Czekam na” od kilku miesięcy. Obserwowałam postęp wchodzenia tego filmu na ekrany w różnych krajach świata. Daty polskiej premiery nigdzie nie było. W końcu, zupełnie przypadkiem i naprawdę tylko dlatego, że stałam się obsesjonistką tej komedii, dowiedziałam się, że weszła do Polski „bocznymi drzwiami”. Premiera DVD. Pod początkowym tytułem „Radio Łódź”, szybko, po licznych atakach zmienionym na „Radio na fali”. Wreszcie wczoraj mogłam ją reszcie zobaczyć. Curtis zaangażował do tego filmu całą masę świetnych …

Domaine Paul Blanck Pinot Gris Alzacja 2008

Śladem ostatnich odkryć warszawskiej Enoteki, postanowiłam zgłębić temat Pinot Gris. Ten szczep, nazywany też (we Włoszech) Pinot Grigio, wydał mi się wystarczająco intrygujący, żeby nieco bardziej się nim zainteresować. Ponieważ Piot Gris Umathum piłam już drugi raz i smakował mi równie dobrze, przy okazji zwiedzania części winnej Leclerca, wrzuciłam do koszyka alzackie Domaine Paul Blanck Pinot Gris z 2008 roku. Nie był to bardzo dobry wybór. Przynajmniej nie dla mnie. W białych winach szukam głównie ich mineralności, nie kwasowości. Niestety, to wino jest mocno cytrusowe. Zupełnie nie w moim stylu. Nie znalazłam polskich opisów, z zagranicznych dostępny jest tylko rocznik 2006 i 2007. Wniosek – trzeba się jednak trzymać sklepów winnych, gdzie sprzedawcy pełniący rolę doradców, potrafią coś ciekawego o winie opowiedzieć. Wydałam ponad 50 zł i nie jestem zadowolona. Nie polecam. W skali od 1 do 10 daję 4   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Tomasz Stańko Quintet „Dark Eyes”

Nie bójcie się tego Stańki. Mówię nie bez kozery. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z jego muzyką, które odbiło się na mnie na długie lata 😉 Miałam może z 16 lat i przyjechałam sama na Jazz Jamboree do Warszawy. Kupiłam karnet, ale planując budżet nie wzięłam pod uwagę, że są jeszcze koncerty towarzyszące. Nie tylko te dzienne bezpłatne w Akwarium, ale także popołudniowe w Filharmonii Narodowej. Jednym z nich był właśnie koncert Tomasza Stańko. Bardzo chciałam pójść, ale miałam wybór pomiędzy obiadem a biletem i wygrał obiad. Wcinałam jakieś okropne parówki w jednym z klubów powiązanych wtedy z JJ i tam spotkałam dość znaną osobę ze świata jazzu, która usłyszawszy moją dramatyczną historię, wprowadziła mnie na ten koncert za darmo. Szczęśliwa usiadłam i przygotowałam się na wielkie wydarzenie. Wyszedł Tomasz Stańko. Sam. Z trąbką. I zaczął grać. To był szok. Nie było melodii, nie było rytmu, nie było niczego, co trzymałoby tę muzykę w jakichkolwiek ryzach. Free. Dla mnie wtedy, to był dość duży horror. Przeżyłam to strasznie, zwłaszcza, że sala zgotowała mu standing ovation, a …

Kayah “Skała”

Bardzo dziwny eksperyment z nową płytą Kayah. Ponieważ głośno w mediach zapowiedziała, że płyta jest niekomercyjna i przypomina najbardziej pierwszy jej krążek „Kamień”, który podziwiam najbardziej z wszystkich, miałam naprawdę wysokie oczekiwania. Pamiętam tę pierwszą płytę. Kayah była dla mnie wtedy totalnym odkryciem. Po raz pierwszy usłyszałam ją w Trójce na koncercie, który nagrałam, a potem słuchałam godzinami. Potem, kiedy wyszedł „Kamień”, znałam już prawie wszystkie utwory na pamięć. To było odkrywcze, to było wstrząsające, nikt tak w Polsce wtedy nie śpiewał. „Kamień” był po prostu przełomem w polskiej wokalistyce. Pierwsze przesłuchanie „Skały” spowodowało we mnie odłożenie tego krążka na półkę. Wściekłość, rozczarowanie, brak wzruszeń, po prostu byłam na NIE. Trudno się dziwić, spodziewałam się wstrząsu tymczasem to jest nastrojowa, bardzo piękna płyta, ale nie jest żadnym przełomem. „Skała” tworzy nastroje. Ma piękne, mądre teksty samotnej dojrzałej kobiety. Bardzo moje. „Bo kiedy jesteś sam/ choć cały świat u stóp/ masz go tylko pół.” Ma piękny głos Kayah, który w czasie tych kilkunastu lat praktycznie się nie zmienił. Jest głęboki, aksamitny, o niskiej barwie w dole …

Simonsig Gewurztraminer Late Harvest Płd. Afryka 2008

Zachęcona rekomendacją BiałegoNadCzerwonym (BTW. wszystkim zwolennikom winnych trunków serdecznie polecam lekturę tego bloga), udałam się do mojego “domowego” sklepu z winami, żeby podyskutować z panią właścicielką, co sądzi o tym pomyśle i oczywiście kupić. Trzeba przyznać, że mieszkanie nad Doliną Win (jakkolwiek to brzmi 😉 ma swoje liczne zalety. Simonsig Gewurztraminer Late Harvest to wino pochodzące z sławnej winnicy z Południowej Afryki, wielokrotnie nagradzanej za swoje produkty, szczególnie właśnie za gewurztraminery w kolejnych latach. Late harvest oznacza, że winogrona zbierane są późno, są zatem naturalnie o wiele słodsze. Tak jest i z tym, półsłodkim, pysznym winem, które mi polecono, z czego się bardzo cieszę. Dystrybutorzy na temat: „Choć pochodzi aż z RPA, to zachowuje wszystkie dobre cechy alzackiego Gewurztraminera. W tym niemal półsłodkim winie wyczujemy przede wszystkim aromaty owoców liczi, płatków róży oraz miodu. Są w nim doskonale zachowane proporcje pomiędzy owocowością, słodyczą a kwasowością.” Liczi króluje absolutnie. A wino jest naprawdę z kategorii znakomitych. No i jest dość mineralne – a przecież dla mnie to słowo klucz 😉 Wprawdzie miałam testować rok 2009, ale …