Rok: 2009

Restauracja Buffo

Śladem nominacji do tegorocznego konkursu Knajpa Roku, który notabene wygrało R20, trafiliśmy do Restauracji Buffo. Restauracji obecnej przecież w Warszawie od lat i chyba nieco zapomnianej. Może to dobrze, że taki konkurs przypomina o miejscu, do którego naprawdę warto się udać. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

The Boat That Rocked (Radio na fali)

Będzie raz jeszcze o oczekiwaniach. The Boat That Rocked to najnowsza komedia Richarda Curtisa. Tak, tego samego, na dzieło którego czekam od ponad roku. Ilekroć wybierałam się do kina na jakieś kolejne mało śmieszne komedie romantyczne typu „Duchy moich byłych”, „Za jakie grzechy”, „He’s Just Not That Into You”, żyłam jedną myślą – Richard Curtis kręci nowy film. Mój Bóg komedii romantycznej, twórca filmów „4 wesela i pogrzeb”, „Bridget Jones”, a przede wszystkim „Love Actually”, kręci nową komedię, która w przeciwieństwie do wszystkich innych będzie wreszcie inteligentna i zabawna. Czekałam na ten film jak na dzieło sztuki. Wisiał w moich linkach „Czekam na” od kilku miesięcy. Obserwowałam postęp wchodzenia tego filmu na ekrany w różnych krajach świata. Daty polskiej premiery nigdzie nie było. W końcu, zupełnie przypadkiem i naprawdę tylko dlatego, że stałam się obsesjonistką tej komedii, dowiedziałam się, że weszła do Polski „bocznymi drzwiami”. Premiera DVD. Pod początkowym tytułem „Radio Łódź”, szybko, po licznych atakach zmienionym na „Radio na fali”. Wreszcie wczoraj mogłam ją reszcie zobaczyć. Curtis zaangażował do tego filmu całą masę świetnych …

Domaine Paul Blanck Pinot Gris Alzacja 2008

Śladem ostatnich odkryć warszawskiej Enoteki, postanowiłam zgłębić temat Pinot Gris. Ten szczep, nazywany też (we Włoszech) Pinot Grigio, wydał mi się wystarczająco intrygujący, żeby nieco bardziej się nim zainteresować. Ponieważ Piot Gris Umathum piłam już drugi raz i smakował mi równie dobrze, przy okazji zwiedzania części winnej Leclerca, wrzuciłam do koszyka alzackie Domaine Paul Blanck Pinot Gris z 2008 roku. Nie był to bardzo dobry wybór. Przynajmniej nie dla mnie. W białych winach szukam głównie ich mineralności, nie kwasowości. Niestety, to wino jest mocno cytrusowe. Zupełnie nie w moim stylu. Nie znalazłam polskich opisów, z zagranicznych dostępny jest tylko rocznik 2006 i 2007. Wniosek – trzeba się jednak trzymać sklepów winnych, gdzie sprzedawcy pełniący rolę doradców, potrafią coś ciekawego o winie opowiedzieć. Wydałam ponad 50 zł i nie jestem zadowolona. Nie polecam. W skali od 1 do 10 daję 4   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Szybki lunch w Michel’s Brasserie

Pisałam już kiedyś pełną notkę o nowym Brasserie Michela Morana, dzisiaj więc tylko krótko i na temat, ponieważ ostatnio zdarzyło mi się przebywać tam na lunchu. To miejsce ma bowiem dwie twarze – wieczorową kolacyjną i lunchową, w środku dnia. Obydwie są równie udane. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Tomasz Stańko Quintet „Dark Eyes”

Nie bójcie się tego Stańki. Mówię nie bez kozery. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z jego muzyką, które odbiło się na mnie na długie lata 😉 Miałam może z 16 lat i przyjechałam sama na Jazz Jamboree do Warszawy. Kupiłam karnet, ale planując budżet nie wzięłam pod uwagę, że są jeszcze koncerty towarzyszące. Nie tylko te dzienne bezpłatne w Akwarium, ale także popołudniowe w Filharmonii Narodowej. Jednym z nich był właśnie koncert Tomasza Stańko. Bardzo chciałam pójść, ale miałam wybór pomiędzy obiadem a biletem i wygrał obiad. Wcinałam jakieś okropne parówki w jednym z klubów powiązanych wtedy z JJ i tam spotkałam dość znaną osobę ze świata jazzu, która usłyszawszy moją dramatyczną historię, wprowadziła mnie na ten koncert za darmo. Szczęśliwa usiadłam i przygotowałam się na wielkie wydarzenie. Wyszedł Tomasz Stańko. Sam. Z trąbką. I zaczął grać. To był szok. Nie było melodii, nie było rytmu, nie było niczego, co trzymałoby tę muzykę w jakichkolwiek ryzach. Free. Dla mnie wtedy, to był dość duży horror. Przeżyłam to strasznie, zwłaszcza, że sala zgotowała mu standing ovation, a …

Winiarnia i Restauracja Enoteka Polska

O Enotece słyszałam już tyle razy i od tylu osób, że naprawdę nie sposób było się nie wybrać. Pewien problem sprawiały mi godziny jej otwarcia w niedzielę (tylko do 17tej), ale na szczęście weekend ma również soboty 😉 Podoba mi się samo ułożenie lokalu z wieloma zakamarkami, małymi bocznymi salkami i dużymi głównymi. Tworzy to pewien klimat. Podoba mi się obsługa kelnerska, która może nie jest zawsze najlepiej zorientowana (szczególnie w winach), ale zawsze jest grzeczna, pomocna, chętna do sprawdzenia, zapytania, przyprowadzenia eksperta itd. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Kayah “Skała”

Bardzo dziwny eksperyment z nową płytą Kayah. Ponieważ głośno w mediach zapowiedziała, że płyta jest niekomercyjna i przypomina najbardziej pierwszy jej krążek „Kamień”, który podziwiam najbardziej z wszystkich, miałam naprawdę wysokie oczekiwania. Pamiętam tę pierwszą płytę. Kayah była dla mnie wtedy totalnym odkryciem. Po raz pierwszy usłyszałam ją w Trójce na koncercie, który nagrałam, a potem słuchałam godzinami. Potem, kiedy wyszedł „Kamień”, znałam już prawie wszystkie utwory na pamięć. To było odkrywcze, to było wstrząsające, nikt tak w Polsce wtedy nie śpiewał. „Kamień” był po prostu przełomem w polskiej wokalistyce. Pierwsze przesłuchanie „Skały” spowodowało we mnie odłożenie tego krążka na półkę. Wściekłość, rozczarowanie, brak wzruszeń, po prostu byłam na NIE. Trudno się dziwić, spodziewałam się wstrząsu tymczasem to jest nastrojowa, bardzo piękna płyta, ale nie jest żadnym przełomem. „Skała” tworzy nastroje. Ma piękne, mądre teksty samotnej dojrzałej kobiety. Bardzo moje. „Bo kiedy jesteś sam/ choć cały świat u stóp/ masz go tylko pół.” Ma piękny głos Kayah, który w czasie tych kilkunastu lat praktycznie się nie zmienił. Jest głęboki, aksamitny, o niskiej barwie w dole …

Restauracja Mango

Hotel Hilton przed koncertem Cassandry Wilson. Nie zastanawialiśmy się długo nad tym, gdzie zjeść. O „siostrze Papai” słyszeliśmy już kilkakrotnie i czas był najwyższy, żeby ją przetestować. Ascetyczne nowoczesne wnętrze nie do końca kojarzy mi się z kuchnią tajską, ale cóż … taka moda.   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Simonsig Gewurztraminer Late Harvest Płd. Afryka 2008

Zachęcona rekomendacją BiałegoNadCzerwonym (BTW. wszystkim zwolennikom winnych trunków serdecznie polecam lekturę tego bloga), udałam się do mojego “domowego” sklepu z winami, żeby podyskutować z panią właścicielką, co sądzi o tym pomyśle i oczywiście kupić. Trzeba przyznać, że mieszkanie nad Doliną Win (jakkolwiek to brzmi 😉 ma swoje liczne zalety. Simonsig Gewurztraminer Late Harvest to wino pochodzące z sławnej winnicy z Południowej Afryki, wielokrotnie nagradzanej za swoje produkty, szczególnie właśnie za gewurztraminery w kolejnych latach. Late harvest oznacza, że winogrona zbierane są późno, są zatem naturalnie o wiele słodsze. Tak jest i z tym, półsłodkim, pysznym winem, które mi polecono, z czego się bardzo cieszę. Dystrybutorzy na temat: „Choć pochodzi aż z RPA, to zachowuje wszystkie dobre cechy alzackiego Gewurztraminera. W tym niemal półsłodkim winie wyczujemy przede wszystkim aromaty owoców liczi, płatków róży oraz miodu. Są w nim doskonale zachowane proporcje pomiędzy owocowością, słodyczą a kwasowością.” Liczi króluje absolutnie. A wino jest naprawdę z kategorii znakomitych. No i jest dość mineralne – a przecież dla mnie to słowo klucz 😉 Wprawdzie miałam testować rok 2009, ale …

Cassandra Wilson w Hotelu Hilton

The Pop Side of Jazz to tytuł trasy koncertowej, częścią której był koncert w sali hotelu Hilton. Dionizy Piątkowski – organizator cyklu koncertowego Era Jazz – zapowiedział, że koncert ma miejsc w najbardziej jazzowej sali w tym mieście. Jestem przekonana, że są bardziej jazzowe. Hotel Hilton niestety kompletnie nie poradził sobie z organizacją tego wydarzenia. No cóż, jest pewna – i to nie subtelna – różnica pomiędzy organizowaniem bankietów i konferencji, a koncertów jazzowych. Po pierwsze nie radziły sobie szatnie, co spowodowało gigantyczne kolejki do szatni i ogólny korek oraz paraliż. Schody ruchome zostały nieruchome, nie wytrzymały napięcia. Wszędzie tłum. Na samej sali ze względu na zbyt niskie podwyższenie sceny, nic nie było widać mniej więcej od piątego rzędu. Tyle w kategorii wpadek organizatorów. Druga wielka wpadka tego wieczoru to niestety publiczność. Być może w połowie złożona z pracowników Ery, nie wiem, ale nie była to z pewnością publiczność jazzowa. Kilka znanych twarzy celebrytów na sali, sporo ludzi, którym wypadało przyjść. Prawie żadnego bujania się w rytm, prawie żadnego bicia brawa po solówkach, nie mówiąc …