Autor: Froblog

Kafe Ple-Ple

W wąskim i prawie nieoficjalnym przesmyku pomiędzy Wilanowem a Ursynowem przyciągała moją uwagę od jakiegoś czasu mała kafejka Kafe Ple-Ple. Dzisiaj po prostu tam podjechałam i weszłam do środka. Z zewnątrz miejsce charakteryzuje się bardzo ciekawą grafiką w dość zimnej gamie kolorystycznej. W środku natomiast mamy paletę barw.

Biosfeera

Kiedy myślę o wegetarianizmie, nie mam dobrych skojarzeń. Nie dlatego, że uwielbiam mięso i nie potrafiłabym zrezygnować ze smaku steka raz na jakiś czas. Raczej dlatego, że kuchnia taka kojarzy mi się z obrania ze smaku. Dlatego nieczęsto zdarza mi się zaglądać do knajpek wegetariańskich, nie przejawiam uwielbienia dla zastępowania mięsa tofu i innych bardzo wegetariańskich wynalazków. Kiedy jednak spojrzałam w kolorowe menu Biosfeery, dotarło do mnie, że mój odbiór kuchni wegetariańskiej był albo całkowicie pozbawiony wyobraźni albo kompletnie przeterminowany.

Śniadaniownia

O Śniadaniowni pisali już wszyscy. W związku z tym, w tym rewelacyjnym miejscu na Mokotowie, koncentrującym się przede wszystkim na śniadaniach, brakuje miejsc. Jeśli chcecie się tu wybrać w weekend, warto wcześniej zarezerwować stolik lub przyjść późno. W sobotę najzwyczajniej odbiłam się od drzwi, a właściwie drzwi były otwarte, ale nie można było już nigdzie usiąść. Gdzie ostatecznie wylądowałam na śniadaniu, opowiem Wam, kiedy będę w klimacie marudzącym. Do Śniadaniowni, jako osoba wytrwała, wróciłam w niedzielę. I było to późne śniadanie.

Dyktator

Czasami wstyd mi, że się śmieję. Dyktator to Sacha Baron Cohen w swoim klasycznym stylu. Mamy kompletny brak politycznej poprawności, dowcipy tak ohydne, że aż robi się słabo i niedobrze. Mniej więcej co 5 myślałam sobie, że teraz to już przesadził, ale zaraz potem rozładowywał moje naburmuszenie jakimś tak śmiesznym dowcipem, że przechodziłam nad tym do porządku dziennego.

Bistecca Bistro

Wieczór na Wilanowie. Konkretnie w Miasteczku Wilanów. Jest deszczowo, szaro, dość monotonnie, lekko depresyjnie. Wieczór w środku tygodnia. Zbieram się i uciekam z domu do wnętrz, które oferują ciepłe światło, pozytywną muzykę, dobrą kuchnię. Wygląda na to, że robię tak tylko ja. Czegoś w tym rejonie Warszawy nie rozumiem. Czy nie lepiej zmienić swój nastrój na lepszy niż siedzieć w domu w humorze wisielca? Tak, czy siak, jestem w Bistecca Bistro prawie sama.

Jiro śni o sushi

Na ekrany kin wchodzi dziś dokumentalny film „Jiro śni o sushi”. Zupełnie niesamowita opowieść o 85-letnim Jiro Ono, który jest sushimanem od 75 lat, a od 40 lat prowadzi swój sushi bar w Tokyo. Sukiyabashi jest najmniejszą na świecie restauracją, która uzyskała trzy gwiazdki Michelin. Ma tylko 9 miejsc.

O obrotach ciał niebieskich

W tej małej knajpce na Powiślu byłam już kiedyś na lunchu, zachwyciła mnie prostotą i prawdą domowej kuchni. Dlatego z ogromną radością przyjęłam wiadomość, że w O obrotach ciał niebieskich zainaugurowano weekendowe śniadania. W pierwszy weekend nie dotarłam, w drugi zauważyłam, że pod wpływem opinii na Facebooku, godziny śniadania zostały wydłużone do 14tej. Lubię, kiedy właściciele knajpek biorą pod uwagę opinię swoich klientów.

Roman Polański: moje życie

To jest film dokumentalny o życiu Romana Polańskiego. Praktycznie jest wywiadem z Polańskim. Przez większą część filmu Polański odpowiada na pytania swojego wieloletniego przyjaciela, Andrew Braunsberga. Oglądając ten film ma się jednak wielokrotnie wrażenie, że to nie dokument, a sensacja. To niemożliwe, by życie jednego człowieka wciągało jak niesamowicie sensacyjny film. Ilość tragedii, którą przeżył w życiu Polański jest ogromna. Jak sam twierdzi, jego życie to duże amplitudy – albo wielkie szczęście, albo wielka tragedia.

Soul Kitchen

Kiedy wchodzę do pięknego wnętrza, w którym czuję troskę o każdy szczegół wystroju, doznaję pewnego rodzaju euforii. Przeżywam zachwyt trzylatka, który właśnie po raz pierwszy w życiu zobaczył plażę i jest oszołomiony ilością piasku dookoła. Takie poczucie towarzyszyło mi niedawno w Concept 13, a w sobotę przytrafiło mi się ponownie w Soul Kitchen, kompletnie nowym miejscu, w którym jedliśmy dosłownie osiem dni po otwarciu.