Uprowadzona (Taken)
Sezon ogórkowy – jak wiadomo – nie sprzyja wielkiemu kinu. Są wakacje i w końcu trudno się dziwić, że ludzie raczej wolą roztrząsać kolejne kierunki wojaży niż kolejne problemy moralne. Na tym tle jednak pojawiają się zarówno tak mierne wydarzenia jak słynny hit wakacyjny „Sex w wielkim mieście” jak i znacznie lepsze, wprawdzie rozrywkowe, jednak ciekawsze kino jak „Uprowadzona” właśnie. Fabuła jest miła, prosta i prawdziwie kryminalna. Rozwiedzeni rodzice, nastoletnia córka, bogaty ojczym, ojciec z poczuciem winy wynikającym z wieloletnich zaniedbań w kontaktach z córką. Córka postanawia wyruszyć na wakacje do Paryża. Ojciec ma spiskową teorię dziejów i wszędzie widzi czyhające niebezpieczeństwo. Początkowo się nie zgadza, potem ulega. Dziewczyna wyjeżdża i zostaje uprowadzona. Ojciec okazuje się być byłym agentem służb specjalnych. Proste? Proste, ale momentami bardzo zaskakujące. Pierwszy plus za zaangażowanie do roli ojca Liam Neesona. To przecież nie jest typowy aktor, który przychodzi nam do głowy w pierwszym skojarzeniu z agentem służb. Powiedziałabym, że w drugim i trzecim też nie. I może dlatego to taka ciekawa postać. Liam Neeson zazwyczaj grywał ciepłe role – …