Rok: 2010

Restauracja Bliss

Na ślicznym małym rynku Mariensztackim, gdzie niestety nie dzieje się tak wiele, jak wskazywałby potencjał tego miejsca, od wielu lat działa chińska restauracja Bliss. Zwykle mam tak, że jak słyszę „chińska restauracja” to uciekam. Kojarzy mi się niestety z wszystkim najgorszym, co przez całe lata serwowali nam różni pseudo-Chińczycy. Z tego powodu, zwykle omijam restauracja chińskie szerokim łukiem. Owszem, zdarza mi się zjeść coś na szybko, zamówić do pracy jakieś małe proste danie, przygotowywane w opcji take-away, służące do szybkiego zabijania głodu podczas lunchu w pracy. W prawdziwej restauracji chińskiej nie byłam jednak już chyba z 10 lat. Z lekkim niepokojem przyjęłam więc propozycję wybrania się do Blissa, ale cudna okolica i dobre opinie o tym miejscu usłyszane od kilku osób, spowodowały, że postanowiłam spróbować. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Ostatnia noc w Twisted River

Kocham Irvinga. Zdecydowanie. Mam kilku takich autorów, dosłownie kilku, o których mogę powiedzieć, że przeczytałam wszystko. John Irving do nich należy. Zaczynając od Garpa, przez Metodę wodną, aż pod Regulamin Tłoczni Win i Jednoroczną Wdowę. Widziałam też zarówno ekranizację Świata wg Garpa, Door In The Floor jak i Wbrew regułom. Uwielbiam jego klimaty, przenoszę się w jego świat bezkrytycznie i w całości, pochłania mnie, budując mi rzeczywistość, której nie znam, a potem wyjaśniając po kolei, zwykle z pomocą mnóstwa szczegółów, jak ona wygląda. Radośnie przyjęłam informację, że jest nowa powieść Irvinga „Ostatnia noc w Twisted River”. Nie próbowałam jej nawet otwierać przed wakacjami. Wiem, że Irving jest wymagający. Nie da się go czytać po 30 stron dziennie dla odpoczynku. To po prostu nie działa. Trzeba się zanurzyć. Całkowicie. Przeczytałam w trzy dni, ale w trybie – leżymy a leżaku i czytamy. Co najwyżej robimy sobie przerwy na przepłynięcie 20 basenów i lunch. Być może właśnie dlatego nie narzekam na wielowątkowość, drobiazgowe opisy, zawierające niejednokrotnie wręcz przepisy kulinarne. Nie narzekam, bo dałam sobie czas, podeszłam do …

Suerte del Rey Gewürztraminer Hiszpania 2009

Kolejny testowany przeze mnie gewurz. Pogoda idealna na takie degustacje. Gorąco, słonecznie, nic tylko testować białe pyszne wina. Tego gewurztraminera określiłabym jako dobrego, ale jest to hit sezonu. Może zresztą – i tak podejrzewam – przypadł mi w udziale jednak zbyt młody rocznik, być może to wino z datą o kilka lat starszą, nabrałoby charakteru. Ta butelka jednak wydaje mi się niezdecydowana. Wg dystrybutorów: „Jasno złoty kolor. W nosie wyczuwalne róże, liczi, miód, jasna śliwka. W ustach delikatnie mineralne, dające wrażenie lekkiej słodkości, zwłaszcza w finiszu.” Mineralność wyczuwalna, lekka słodkość – jak w każdym gewurztraminerze, nic szczególnego. A może ja po prostu jestem już nimi znudzona? Do kupienia m.in. tutaj. W skali od 1 do 10 daję 7   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Restauracja Rusticoni

Bardzo rzadko bywam w Złotych Tarasach, żeby coś zjeść. To miejsce kojarzy mi się raczej z zakupami, Empikiem, ewentualnie kawą, natomiast na pewno nie z dobrym jedzeniem. Tym większe było moje zdziwienie restauracją na poziomie -1. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

WSJD Kurt Elling w Sali Kongresowej

Teraz już wiem to na pewno. Kurt Elling jest moim wokalistą jazzowym numer jeden. Zastanawiałabym się jeszcze czy wybrać jego czy Ala Jarreau, ale po wczorajszym koncercie nie mam żadnych wątpliwości. Al jest genialny, ale Kurt jest w najlepszych swoich latach i największej dyspozycji głosowej, śpiewa po prostu bosko. Nie wiem jak to jest możliwe, że Pan Adamiak przy poziomie chaosu, który prezentuje, cały czas jest oficjalnym organizatorem takich wydarzeń jak Warsaw Summer Jazz Days. Być może dlatego, że nikt inny nie chce się za to zabierać, nie wiem. Wiem tylko, że jeśli zapowiada się danego dnia trzy zespoły i na koniec gwiazdę, to ta gwiazda nie może zabrzmieć jako pierwsza z tzw. „powodów technicznych”. Co mnie obchodzą powody techniczne? Podobnie było na nieopisanym przeze mnie w końcu fantastycznym koncercie Tribute to Miles, gdzie grały formacje Marcusa Millera, Wayne’a Shortera i Billy’ego Cobba. Shorter zagrał intelektualnie i jako pierwszy, choć ewidentnie był największą gwiazdą wieczoru, Miller dynamicznie i przebojowo tuż po nim, w efekcie klasycznego Billy’ego Cobba nikt nie mógł słuchać. Nie wiem, po co …

Restauracja El Greco

Ponownie za Nowakiem trafiliśmy w nowe greckie miejsce W Warszawie. Restauracja El Greco powstała na miejscu chińskiej Red Orange. Swoją drogą, okolice Grzybowskej mają już dookoła naprawdę kilka ciekawych miejsc kulinarnych. El Greco wygląda pięknie. Widać, że ktoś się przyłożył do stylu. Jest zaprzeczeniem tego, co zwykle w greckich knajpach widać – musi być siermiężnie, dużo bieli i błękitu. Zresztą na co dzień mi to nie przeszkadza, ale doceniłam odmienność tego miejsca. Wszystko w kolorach złamanej bieli i bardzo stonowanej oliwki, z drzewkami mandarynek tu i ówdzie. Bardzo pięknie wystylizowane. Duży plus za wystrój! Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Duet Chardonnay Viognier Francja 2006

Testowałam ostatnio 5 rodzajów Rieslinga na degustacji w bardzo interesującym sklepie winnym www.winestory.pl. Niektóre z nich naprawdę bardzo mi smakowały i podejrzewam, że wkrótce się pojawią w moich opisach. Zgadzam się z prowadzącym, że Rieslingi mają niesłusznie w Polsce bardzo złą opinię, ale nie o tym dzisiaj. Tymczasem zdecydowałam się na pewien eksperyment. Choć nie lubię Chardonnay, postanowiłam ulec namowom i skosztować duetu. Duet Chardonnay Viognier w proporcjach 70% do 30%. Przyznam, że podeszłam do tego wina z dużą podejrzliwością, ale zupełnie niesłusznie. Już zapach jest ciekawy, intensywny, okazujący charakter. Smak też bardzo interesujący, mineralny, mało cytrusowy i o niskiej kwasowości, tutaj chyba Viognier wzięło jednak górę. Dystrybutorzy o tym winie: „Unikalne wino – fermentowane razem 2 odmienne szczepy: Chardonnay z późnego zbioru i Viognier z wczesnego zbioru. W rezultacie otrzymujemy intrygującą kombinację czystego, świeżego Viognier i gładkość Chardonnay. Aromaty cytrusów przeplatają się z morelami i brzoskwiniami.” Moim zdaniem cytrusów było naprawdę niewiele, za co dają mu wysoką punktację. Bardzo dobre wino. Powiedziałabym nawet, że zaskakująco dobre 😉 Nigdy się nie spodziewałam, że będę wychwalać …

Kurt Elling Dedicated To You

Wsłuchuję się w nowego Kurta Ellinga Dedicated to You. To płyta, którą Kurt zadedykował Johnowi Coltrane’owi i Johnny Hartmanowi wykonując na niej utwory z ich repertuaru. Kurt – jak zwykle – świetny. Uważam go za najlepszego w tej chwili wokalistę jazzowego na świecie i stawiam na tym pierwszym miejscu na równi z Alem Jarreau. Zresztą ich wspólne wykonanie Take 5 – kto nie widział, odsyłam do YouTube’a, to absolutny majstersztyk wokalistyki jazzowej, po prostu mistrzostwo świata. Ale takiego Kurta jak w tej krótkiej wprawce z Alem Jarreau,brakuje mi na tej płycie. Zresztą, muszę to przyznać, nie gustuję w interpretacjach jazzowych wykorzystujących instrumenty smyczkowej, tutaj mamy do czynienia z kwartetem. Mam wrażenie, że do rytmu utworów jazowych po prostu najzwyczajniej smyczki nie pasują. Zresztą na tej płycie, ilekroć jest jakieś intro, czy inny fragment bez towarzyszenia kwartetu, od razu robi się normalniej, lepiej, jakby bardziej jazzowo. Sam Kurt jest oczywiście znakomity, ale brakuje jego wokaliz, brakuje jego popisów erudycji muzycznej, tak charakterystycznych dla niego cytatów z innych wykonawców … Jakby dedykacja tej płyty dwóm wybitnym muzykom, …

Maseli & Ścierański w Panoramie

W bardzo ciekawy klubie w Katowicach – Ligocie, gdzie zwykle odbywają się koncerty, ale bardziej bluesowe czy rockowe, rozpoczął się flirt z jazzem. Na pierwszą linię poszli moi ulubieni i widywani już wcześniej w tym zestawie Bernard Maseli i Krzysztof Ścierański. Sam klub jest świetnym miejscem, z bardzo dobrym jedzeniem, mnóstwem ludzi na sali i na zewnątrz. Świetna obsługa i bardzo przyjemny wystrój – fajnie stylizowany na lata 70te i 80. Super miejsce. Koncert w piątkowy wieczór, sala pełna, pełno też na zewnątrz. Dobra pogoda. Ludzie w różnym wieku. Od studentów do ludzi po 60tce. Niesamowita mieszanka, ale przebywająca ze sobą w zupełnej koegzystencji. W tym zróżnicowanym towarzystwie, częściowo zajadającym, częściowo popijającym piwo, pojawili się muzycy. Zagrali w oknie, śmiejąc się, że to koncert pt. północ – południe – wschód – zachód, tak, żeby muzyka unosiła się zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Który artysta by się na to zgodził? Oświetleni reflektorami, obstawieni sprzętem, byli świetnym łupem dla … komarów, które skutecznie utrudniały im wyłączne skupienie na muzyce. Utrudniała też atmosfera. Ludzie, choć świetnie się …

Chateau Grand Canyon Pauillac 1973

Dostałam to wino w prezencie z bardzo zabawnym komentarzem „najważniejsze to mieć w zanadrzu butelkę innego wina. Niech staruszek odpowiada za emocje, a za wrażenia smakowe niech się weźmie inne wino”. Staruszek ma dokładnie tyle lat, co ja. I – muszę to przyznać – nie spodziewałam się po nim zbyt wielkich doznań smakowych, zresztą w tej mierze zupełnie byłam zgodna z darczyńcą. Raczej chodziło mi o tę zupełnie niesamowitą zbieżność dat. To pierwsze tak stare wino, które piłam. Nie mam więc żadnych doświadczeń. Bałam się wielu rzeczy – korka przede wszystkim. Korek poradził sobie niesłychanie dzielnie. Nie ukruszył się nawet maleńki fragmencik. Bałam się dużej kwasowości. Nie było. Smak absolutnie idealny dla czerwonego wina. Lekki, ale pełny, kompletny, bardzo elegancki i – w efekcie – przyjemny. Niestety krótkotrwały. I to największa niespodzianka. To wino umyka, nie trwa. Tak naprawdę wyczuwalna jest pierwsza nuta smakowa, a potem jakby go nie było. Finiszu nie ma zupełnie. To naprawdę ciekawe wrażenie, nie piłam jeszcze takiego wina. Być może to fakt szybkiego utlenienia się, faktycznie zdekantowałam je, ale wydaje …