Rok: 2012

Bel Paese

Piątkowe popołudnie po piekielnie trudnym tygodniu w pracy zastało mnie w nastroju „nie mam ochoty ruszyć ręką”. Mój żołądek nie wykazał się jednak zrozumieniem dla braku sił i bezlitośnie domagał jedzenia. Rozważałam warianty z zamawianiem czegoś do domu, ale ostatecznie postanowiłam się lekko zmobilizować, wyjść z domu i przejść 100 metrów do Restauracji Bel Paese, która – choć tak bardzo blisko mnie – była mi do tej pory zupełnie nieznana. Kojarzyła się raczej z osiedlową pizzerią niż miejscem, w którym warto coś zjeść.

Cafe Vincent

Wczorajszy wieczór spędziłam z przyjaciółką, która właśnie odwiedzała Warszawę. Zwykle mam problem, co zaproponować osobom przyjezdnym, wiem, że stolica z zewnątrz wygląda zupełnie inaczej niż jeśli się tu mieszka. Latem mam tendencje do zabierania ludzi na Nowy Świat, na którym tłumy i knajpki i sklepy przypominają najpiękniejsze stolice europejskie. Problem z Nowym Światem polega jednak na tym, że nie ma tam nic do jedzenia. Oferta restauracji jest nastawiona prawie wyłącznie na turystów – czyli zjedzą raz i więcej nie wrócą, nie ma więc się co przejmować.

Delikatesy Esencja Karta Kwietniowa

Zaobserwowałam u siebie taką reakcję – jeśli w jakimś miejscu byłam i bardzo mi smakowało, mam ochotę wrócić jeszcze raz, może dwa, potem pochłaniają mnie inne nowe miejsca, czasem wracam, ale dość sporadycznie. Z Delikatesami jest inaczej. Wracam kiedy mogę, a wręcz szukam pretekstów, żeby wrócić. Są powody, karta zmienia się co miesiąc można więc testować zupełnie inne dania przy każdej wizycie. Można też nieustająco zamawiać ulubiony mus czekoladowy.

Helene Dujardin

Jak wiecie od pewnego czasu eksperymentuję na tym blogu ze zdjęciami. Nazywam to eksperymentowaniem, ponieważ nie miałam do tej pory kompletnie żadnej wiedzy na temat robienia zdjęć, niekoniecznie też chciałam ją zdobywać. Trudno mi jednak było pisać o jedzeniu jednocześnie nie pokazując na zdjęciach tego, co jem i o czym piszę. A picture is worth a thousand words. Najpierw poszedł więc w ruch aparat telefonu komórkowego.

Restauracja Kaprys

Było deszczowo, szaro i smutno. Snułam się markotnie po Kruczej. Spod parasola podziwiałam jak pięknie się rozwija, jak cudnie powstają tu kolejne nowe miejsca. Nie miałam w sumie ochoty nic jeść, przechadzka była bardzo bezcelowa i wyglądała na równie bezsensowną. Na tyle bezsensowną, na ile można sobie na brak jakiegokolwiek sensu pozwolić w weekend. I nagle spojrzałam w prawo i rzuciły mi się w oczy tulipany. Czerwone, radosne, zupełnie nieprzystające do bury na zewnątrz. Wciągnęły mnie do środka.

Nietykalni

Niezwykłe kino. Klimatyczne, cudownie wrażliwe. Zupełnie nie-amerykańskie. Drżę na myśl o tym, że Hollywood szykuje remake. Nawet jeśli rolę sparaliżowanego zagra Colin Firth. „Nietykalni” to kino o ważnych i ciężkich tematach, pokazanych w sposób ciepły, wrażliwy i bardzo zabawny.

Artur Andrus “Myśliwiecka”

Wstaje człowiek rano, deszczowo za oknem, szaro, buro i ogólnie nieciekawie. Myśli sobie człowiek – wyczekiwany weekend, nie można go sobie tak pozwolić zepsuć pogodą, co by tu począć? Gdzieś pomiędzy trzecim a czwartym ziewnięciem, znajduje człowiek na półeczce dopiero co otrzymaną w prezencie urodzinowym płytę Artura Andrusa „Myśliwiecka”. Włącza człowiek nieśmiało tę płytę z nadzieją na zmianę humoru i …