Wszystkie wpisy z: Kultura

Warszawa do wzięcia

W ramach przechodzącego zupełnie bokiem i ze znikomą promocją festiwalu filmów dokumentalnych pod świetnym tytułem WATCH DOCS, udało mi się obejrzeć znakomity film „Warszawa do wzięcia”. O tym filmie i pokazanym w nim programie dla dziewczyn z post-PGRów pisała już m.in. Polityka i Gazeta Wyborcza. Zupełnie to niesamowity dokument w reżyserii Karoliny Bielawskiej i Julii Ruszkiewicz. Program był prosty. Zaprosić młode dziewczyny, rozpoczynające zawodowe życie, do Warszawy. Dać im utrzymanie przez 6 miesięcy, zorganizować zajęcia z pisania życiorysów, savoir-vivre’u, pomóc w zdobyciu pracy. A potem zmobilizować do usamodzielnienia się i pozostania w Warszawie. Może najpierw wypowiedź Julii Ruszkiewicz w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: „Film nas zaskoczył, ponieważ miała to być historia o stawaniu się, o przemianie, a okazało się, że jest to film o biedzie mentalnej i niemożności wyrwania się ze schematu myślenia dziedziczonego z pokolenia na pokolenie. W pierwszym momencie pracy i znajomości z bohaterkami, przeżywałyśmy rodzaj irytacji. Nie mogłyśmy zrozumieć, dlaczego nie potrafią skorzystać z pomocy, jaką im oferujemy. Okazało się, że tak naprawdę przeszkodą jest to, że te dziewczyny nie mają narzędzi, …

Palmento Nero D’Avola Cabernet Sauvignon Sicilia 2007

„Wino czerwone, wytrawne, skomponowane z mieszanki lokalnego szczepu zwanego Nero d’Avola i szczepu Cabernet Sauvignon. Winogrona są zbierane z z pełnych słońca winnic położonych wokół miasta Menfi, w południowo-wschodniej Sycylii. Wino o głębokim, rubinowym kolorze i owocowym aromacie czarnej porzeczki i śliwki z wyczuwalnymi taninami. Giętkie, z aksamitnym finiszem.” Tyle oficjalna informacja. Dla mnie to już drugie wino z Nero d’Avola i w dalszym ciągu bardzo mi smakuje. Ma w sobie zero cierpkości, jest idealnie lekkie, bardzo uniwersalne. Nie jest to wino z mocnym charakterem, ale raczej służy do powolnego sączenia bez specjalnej okazji. Świetny przykład bezpretensjonalnego sympatycznego wina czerwonego. W skali od 1 do 10 daję 7   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Weekend z R.

Robin Hawdon, autor angielskich komedii i fars, napisał „Weekend z R.” specjalnie dla Krystyny Jandy, a ona zrobiła z tego materiału świetny użytek. Mamy w efekcie na scenie bardzo zabawną farsę z bardzo śmiesznymi postaciami. Fabuła jest nieco zagmatwana, ale widz wprowadzany jest w nią bardzo płynnie, nie ma więc prawa się pogubić, czego nie można niestety powiedzieć o czytelniku tego bloga. Spróbuję jednak wyjaśnić. Clarice (Janda) ma kochanka (Borowski), pragnie także zmienić wystrój swojego domu, co nie podoba się jej mężowi (Żak/Łotocki). Postanawia więc wykorzystać weekend, kiedy mąż ma wyjechać w podróż służbową zarówno na spotkanie z kochankiem, jak i wizytę architekta wnętrz (Poniedziałek/Mohr). Problem jednak w tym, że spotkanie męża jest także tylko pretekstem do schadzki z jego kochanką (Gniewkowska/Justa), przyjaciółką Clarice. Mąż wychodząc już prawie z domu odbiera telefon od kochanki właśnie, co słysząc Clarice zaprasza swoją przyjaciółkę do domu na weekend. A dalej to już mąż zmuszony jest oczywiście odwołać swój wyjazd, pojawiają się kolejne postaci, które udają zupełnie inne osoby, w końcu przyjeżdża i mąż kochanki (Machalica) i sytuacja plącze …

Prosta historia o miłości

Bardzo to dziwny film. Oczywiście nie jestem nim tak totalnie zdziwiona, jak grupka starszych pań, które przyszły w sobotni wieczór do warszawskiego kina Luna na romans 😉 Wiedziałam, że ta historia prosta jest tylko z nazwy, ale chyba jednak poziom jej gmatwania skończył się przekombinowniem. Opowieść dzieje się na wielu warstwach. Problemem jednak jest to, że na żadnym poziomie ta opowieść nie jest wartościową historią, fabułą, czymś, w co warto się zagłębić. Gdyby to obrać z tych warstw jak z cebuli – nie zostałoby zbyt wiele. Do tego jeszcze występują tu jakieś dziwne próby podkoloryzowania rzeczywistości typu Eskimos. Dziwne. Gdyby całość jeszcze była zabawna. Na początku nawet trochę humoru się pojawia, potem jednak zdycha brutalnie i to, co oglądamy to jedynie ciekawy pomysł. Wykonanie zawiodło totalnie. Świetny Maćkowiak – on przecież zawsze jest świetny – i bardzo dobry Topa. Fajnie, że zgodzili się na totalnie drobne epizody Emilian Kamiński i Jerzy Gudejko. Ciekawy drugi plan z Edytą Olszówką i Henrykiem Gołębiewskim. Cały ten materiał jednak, z świetnymi aktorami, bardzo ciekawym pomysłem, debiutującym reżyserem Arkadiuszem Jakubikiem, …

Wyjście przez sklep z pamiątkami

Może zacznę od tego, że o street arcie do czasu obejrzenia tego filmu nie wiedziałam nic. A teraz jest mi oczywiście ogromnie wstyd z tego powodu i chciałabym wiedzieć jak najwięcej. Może pewnym usprawiedliwieniem wydaje się to, że u nas jednak nie jest on tak bardzo popularny jak np. w Londynie czy USA, może. W każdym razie, film wprawił mnie w totalne osłupienie. Nie dość, że śmiałam się prawie przez cały czas, to jeszcze poziom fantazji bohaterów mnie powalał. Rozumiem, że bohaterowie – przedstawiciele street artu na czele z reżyserem Banksy’m – mają poczucie ulotności swojej sztuki. Ludzie wprawdzie zobaczą grafili, vlepkę, czy jakąś ciekawą konstrukcję, zapamiętają, może nawet zrobią zdjęcia, ale to tyle. Skoro jednak najsłynniejsi street artyści trafili już nawet do galerii, to pora była najwyższa na film. Powiem tak – świetny. Zupełnie na luzie, bez zadęcia pokazywana jest ich praca, a przecież niektórzy z nich pozostają całkowicie anonimowi. Poczucie humoru jest głównym motywem. Co ciekawe, nie do końca wiadomo jakie postaci są prawdziwe, czy też które wydarzenia faktycznie miały miejsce. Żeby dać …

Mariusz Szczygieł „Gottland”

Genialna książka. Nie tylko historie odkryte przez Szczygła są świetne, zaskakujące, błyskotliwe, ale i styl pisania jest absolutnie wybitny. Tę książkę się połyka. Idzie się przez nią płynnie, strona po stronie, robiąc tylko małe pauzy na wieczorną herbatkę czy popołudniową kawę. Szczygieł opowiada historie czeskie. Z życia kraju w czasach sprzed zmian, z lekkimi akcentami do czasów po zmianach. Niektóre z nich sięgają czasów jeszcze dawniejszych. Np. otwierająca książkę historia Baty, obfitująca we fragmenty jak ten: „We własnej gazecie „Zlin” Jan Antonin Bata ogłasza pomysł, z którym się obudził – przenieść Czechosłowację do Ameryki Południowej.” Naprawdę mocne. W książce znaleźć można zarówno historie rzeźbiarza – autora ogromnego pomnika Stalina, jak i historie czeskiej aktorki kochanki Goebbelsa, wspomnianą już historię rodu producentów butów Bata, a także historię Marty Kubisovej z tria Golden Kids (z Vondrackową). Wszystko to jest mocno podlane sosem Karela Gotta i tym podobnych smaczków kultury czeskiej. Całość daje genialny i niezwykle wciągający obraz Czech na przestrzeni lat. Szczygieł traktuje te historie z dużym dystansem i niejednokrotnie poczuciem humoru. Nikogo nie ocenia, podaje fakty …

Aż po grób

Przedziwny ten film. Historia jak nie z tej ziemi, a jednak film oparty jest na faktach, więc ziemia ta potwierdza po raz kolejny swoją nieprzewidywalność. Starszy człowiek od lat mieszkający w samotni, o którym krążą przerażające historie w miasteczku, postanawia wyjawić swoją tajemnicę. W tym celu urządza swoje przyjęcie pogrzebowe … za życia. Pomysł z piekła rodem. Sama historia jest opowiedziana przyjaźnie, bezpretensjonalnie. Tak po prostu normalnie. Uwagę zwracają natomiast postaci. Genialny Robert Duvall w roli głównej. Świetny – jak zwykle – Bill Murray w roli właściciela zakładu pogrzebowego. I Sissy Spacek, bardzo dawno niewidziana. Niegdysiejsza dziewczyna głównego bohatera. Jest też dość dobry młody aktor Lucas Black w roli Buddy’ego – pracownika zakładu pogrzebowego. Trochę wydaje mi się jednak ten temat spalony. Oczekiwałam lepszej rozrywki, jako, że temat sam się wręcz prosił. Być może jednak celem było pokazanie tej historii właśnie w sposób normalny, bez przerysowań i dodawania humoru. Być może. Aha, jeszcze jedno. Ponoć w tym filmie grał Tomasz Karolak. Przykro mi, nie zauważyłam. W skali od 1 do 10 daję 6   Zapraszam …

Mario Vargas Llosa Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki

Poniższe dwie notki napisałam dawno temu na innym blogu. Jego już nie ma, a Llosa właśnie dostał Nobla. Przypomniała mi o nich Pusta Literatka. Publikuję je tutaj, żeby mieć pod ręką i podzielić się swoim zdaniem o tej genialnej prozie z czytelnikami tego bloga. Szelmostwa /26.09.2007/ Szczerze się przyznam, że trochę nie mam ochoty pisać. Nie mam ochoty pisać, bo mam ochotę czytać. Stało się ze mną tak, jak już dawno nie było. Zaczytałam się totalnie. Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak bardzo. Kiedy pisałam o Houellebecqu, że czas go zacząć, tak naprawdę muszę przyznać, że nie było czasu go skończyć. Dzisiaj patrzę na przeczytane do 300. strony „cząstki elementarne” z poczuciem winy. Wiem, że powinnam je skończyć. Ale nie mam ciągu na tę książkę, nie rzucam się na nią, nie myślę o niej w ciągu dnia, nie zastanawiam się co się stanie i nie bardzo mnie to obchodzi. Dlatego leży porzucona na stole. Oczywiście, że ją skończę, ale bardziej z poczucia obowiązku niż z prawdziwej pasji. Tym razem jest inaczej. „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” są …

Wall Street: Money Never Sleeps

To pewnie jedno z większych rozczarowań w tym roku. Nie dlatego, że film jest jakiś szczególnie beznadziejny, jest przyjemny, dość przyzwoity, nawet momentami zabawny. Niemniej jednak oczekiwania ustawione były na bardzo wysokim poziomie, a z nimi to już tak jest, że trudno je zmienić. Będzie krótko, bo film widziałam już jakiś czas temu, a dotychczas nie zmobilizował mnie do opisu. Michael Douglas wygląda świetnie. Krótka wstawka z pojawiającym się nagle Charlie Sheenem jest mistrzostwem. Bardzo dobra jest też przemowa Douglasa na uczelni – zwłaszcza ostatnie zdanie 😉 Cały film jest jednak przedstawicielem klasycznych stanów średnich. Co mnie bardzo dziwi, bo pierwsza część była przecież świetna, a przynajmniej bardzo dobra. Jeśli dobrze ją pamiętam po latach to znaczy, że musiało coś mocnego w tamtym filmie być. Zwłaszcza zadziwiające jest, że zrobiono średni film z tak znakomitego tematu. W czasach, kiedy Wall Street i cały system finansowy USA jest oskarżany o gigantyczne przekręty, na tle których wina Gordona Gekko wydaje się jedynie drobnym cwaniactwem o tzw. niskiej szkodliwości społecznej, powrócenie z tematem Wall Street od początku miało …

Social Network

Świetny film wczoraj widziałam. I momenty były. Tak dokładnie, to nie wczoraj tylko w weekend, ale film faktycznie świetny i polecam wszystkim, nie tylko tym, którzy mają jakiś (negatywny bądź pozytywny) stosunek do Facebooka. David Fincher to praktycznie marka sama w sobie. Potrafi zrobić tak mroczne filmy jak Siedem i tak mocne thrillery jak Gra z Michaelem Douglasem. Nie wszystkie jego filmy szczególnie lubię, ale muszę przyznać, że to nie są obrazy, które się zapomina czy też, obok których przechodzi się bez wrażenia. Podobnie jest z Social Network, choć tu, dodatkowo jeszcze, filmowi towarzyszy otoczka historii mniej lub bardziej prawdziwej i to o jednym z najbogatszych ludzi na świecie.   Social Network jest świetny. Szybki, inteligentny, mocny, z przesłaniem. Ma wyborne dialogi. Bohaterowie są znakomicie stworzeni, a aktorzy świetnie wpisali się w swoje role. Jesse Eisenberg w roli głównej jest po prostu genialny. Sądzę, że duża przyszłość przed tym aktorem. Drugi plan mu nie ustępuje. W ogóle w całym filmie gra głównie młode pokolenie, bo przecież rzecz odbywa się na Harvardzie i dotyczy grona studentów, …