Wszystkie wpisy z: Kultura

Trivento Tribu Malbec Argentyna 2008

Malbec pochodzi jak większość szczepów winnych z Francji, ale swoją szansę na rozwój dostał dopiero w Argentynie. Poza nią jest uprawiany także w Chile i Australii. Jest wymagający, potrzebuje dużo słońca i wysokich temperatur. Daje wina niezwykle ciemne w kolorze. Właśnie takie jest Trivento Tribu Malbec Argentyna 2008. Bardzo młode i zbyt młode jak na Malbec, który powinien dojrzewać w beczkach dębowych ponad rok. Ten nie miał szansy. Opisywany przez producenta jako „wino w wibrującym czerwony kolorze z odcieniami fioletu. Eleganckie połączenie jagód i świeżych ziół. Intensywne, okrągłe ze słodkimi taninami i trwałą nutą końcową.” Dla mnie zbyt agresywne. Próbowałam regulować jego agresję temperaturą, ale z jakichś powodów – być może to odzwyczajenie od czerwonych win, od dłuższego czasu pijam głównie białe – nie potrafię się z tym winem oswoić. Dostępne w hipermarketach w cenie ok. 30 zł. Dokładna karta wina dostępna tu. W skali od 1 do 10 daję 4 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać …

Anioły i demony

Co właściwie można napisać o filmie, który wiadomo jakim filmem jest. Nie idzie się na niego z zainteresowania, lecz raczej z kronikarskiego obowiązku. Ogląda się go z przymrużeniem jednej brwi, żeby nie powiedzieć oka. Ma się wrażenie, że aktor odtwarzający główną rolę też ciągle robi do nas oko przekazując podprogowy tekst: „Sorry, wiem, że to shit, ale tyle mi zapłacili, że grzechem było odmówić.” (BTW. Znam gorsze grzechy.) Można więc napisać to, co powyżej, a poza tym? Poza tym bez efektów. Żadnych. Siedzę w kinie i się nudzę. Co gorsza, nie pamiętam, co się działo w książce, co świadczy raczej o jakości książki niż o mojej pamięci, jest bowiem wiele książek, czytanych przeze mnie dużo wcześniej, których akcję doskonale pamiętam. Film niby ma być sensacyjny momentami, ale marna ta sensacja. Nie trzyma mnie w napięciu, praktycznie w żadnym momencie. Nawet efekty specjalne z wybuchem antymaterii w roli głównej, nie przyprawiają o opad szczęki, a przecież to po to się takie filmy w ogóle robi. Zastanawiam się, jak to jest. Przecież rozumiem kategorię filmu nieambitnego, wybitnie …

Zbrodnie i wykroczenia

Zobaczyłam ostatnio dzięki Zone Europa „Zbrodnie i wykroczenia” Woody’ego Allena z 1989 roku. Jeden z tych filmów mistrza, które mi umknęły. Z dużą przyjemnością obejrzałam teraz, choć oczywiście żałuję, że dopiero teraz. Kino mistrzowskie, bez dwóch zdań. Problemy moralne łączone z charakterystycznym allenowskim poczuciem humoru. Całość jak zwykle osadzona w środowisku intelektualistów. Klasyczny Allen. Trudno recenzować ten film, to klasyka gatunku, nominowany do Oskarów, wielokrotnie nagradzany. Jakakolwiek recenzja laika jest kompletnie nieuzasadniona. Większość z osób czytających tego bloga pewnie film widziała, trudno więc też do niego zachęcać. /Choć jeśli komuś podobnie umknął, to gorąco polecam./ Postanowiłam się skupić na swoich odczuciach. Film ma dwa wątki. Pierwszy, to historia okulisty, który najpierw decyduje się na morderstwo swojej wieloletniej kochanki, zaczynającej zagrażać jego małżeństwu, a potem zaczyna oczekiwać kary za swój czyn. Drugi wątek (z Allenem) to historia nieudacznika reżysera, który wprawdzie chce nakręcić ambitny film dokumentalny o filozofie, ale decyduje się nakręcić dokument o znienawidzonym przez siebie, odnoszącym sukcesy, szwagrze. Obydwaj bohaterowie są przy tym narażeni na problemy moralne i podejmują decyzje niezgodne ze swoim kodeksem …

Duplicity („Gra dla dwojga”)

Króciutko podsumuję dwa widziane niedawno filmy z Clivem Owenem. Zaczynam od Duplicity, bo był głośny, okrzyczany jako powrót Julii Roberts na ekran, promowany na dobrze wyprodukowaną zabawną komedię romantyczną. Zacznę od pozytywów – fajny montaż, trzeba być w niezłej kondycji, żeby skojarzyć kilka faktów, żeby się zastanawiać nad tym, co ma być zastanawiające. Brak chronologii dodaje temu filmowi z pewnością uroku. Podobnie jak Julia, która jest piękna – od zawsze i taka już pewnie zostanie. Niestety nie jest to kino, które spokojnie poleciłabym, nawet w kategorii „komedia romantyczna”. Zresztą, od dłuższego czasu (o czym już pisałam kilkakrotnie) brakuje mi dobrej komedii romantycznej. Liczę na Curtisa i i jego „The Boat That Rocked”, ale to dopiero jesienią w USA, a u nas … Ale wracając do „Duplicity” – nic mnie w tym filmie nie zachwyciło. Dialogi w 2-3 miejscach były zabawne i inteligentne. Jak na byłych agentów wywiadowczych, ich dialogom brakuje inteligencji, polotu i humoru właśnie. Owszem, scena ze stringami wydaje się dość zabawna, ale to scena wybrana do zwiastuna filmu, nie zaskakuje więc, nie bawi …

McGuigan Black Label Gewurztraminer – Riesling Australia 2007

Byłam w nastroju do eksperymentowania, a kiedy taki mi się przytrafia, wchodzę do sklepu w moim bloku na dole i proszę zaprzyjaźnioną panią o wybór czegoś innego niż moje ulubione argentyńskie Viognier. Ponieważ nie gustuję też w Chardonnay, co skreśla mi połowę win w każdym sklepie, czasami wybór nie jest prosty. Dlatego powierzam go profesjonalistom. Tym razem polecono mi mieszankę Gewurztraminera i Rieslinga z Australii. Moją sympatię do Gewurztraminera już tu opisywałam. Zachwyca mnie szczep wina, który może dać wino i słodkie i wytrawne, a pachnie zawsze podobnie i zawsze pięknie. Jestem prawie pewna, że po zapachu nie odróżniłabym wytrawnego od słodkiego. W tym przypadku, pomieszane jest z Rieslingiem, o którym nie wiem zbyt dużo i być może degustowanie go dopiero przede mną. Wino opisywane przez dystrybutorów: „Barwa słomkowa. Słodycz i aromaty korzenne gewurztraminera świetnie zharmonizowane z elegancją rieslinga. Aromaty ananasa i melona przeplecione z nutami grejpfruta i limonki. Idealne do ostrych dań kuchni tajskiej i indyjskiej, a także owocowych deserów.” Najbardziej odczuwam ananasa. Wino jest bardzo nietypowe, oryginalne, dla mnie bardzo dobre. Myślę, że …

Kuba Badach „Tribute to Andrzej Zaucha OBECNY”

Na płytę Kuby Badacha czekałam od nie wiem kiedy. Może od wtedy, kiedy pierwszy raz usłyszałam jego głos – jeszcze na studiach, moich i jego (każdy na swoich). Może od wtedy kiedy po raz pierwszy poszłam na koncert Polucjantów, a może od zupełnie innego momentu, nie wiem. Ale wiem, że z tym oczekiwaniem była już przesada. Podobnie Marek Niedźwiecki, ilekroć zapraszał Kubę do swoich programów, sugerował, namawiał, groził – płyta musi być. Tymczasem Kuba raczył nas swoim głosem a to na płycie Roberta Jansona, a to w chórkach u Kayah, a to w duecie z Ewą Bem, czy też w gwiazdkowym polskim wydaniu piosenki „Last Chrsitmas” (z trzema innymi najpiękniejszymi męskimi głosami polskiej wokalistyki – Piaskiem, Andrzejem Lampertem i Mietkiem Szcześniakiem). Wreszcie, niedawno, bo w środę w zeszłym tygodniu, ukazał się płyta „Tribute to Andrzej Zaucha OBECNY”. Lekko się zjeżyłam na tę myśl. Zauchę uwielbiam. Nie lubię przeróbek jego utworów. Zazwyczaj nikt sobie z nimi nie radzi. No, może Grzegorz Markowski potrafi zaśpiewać „Wymyśliłem Ciebie” tak, że ciarki chodzą po ciele, ale poza nim, to …

Rigoletto

Od czasu do czasu warto, naprawdę warto, zrobić coś zupełnie innego – np. pójść do opery. Zdarza mi się czasami i zwykle jestem pod wrażeniem inscenizacji, dużej pięknej sceny, czasem scenografii, czasem reżyserii. Zdarzyło mi się być na Carmen z Małgorzatą Walewską czas jakiś temu. I wtedy chyba doszłam do wniosku, że już mnie żaden głos nie zachwyci. Jeśli nie zachwyciła mnie Walewska, to kto? Czas jakiś temu odebrałam przecież klasyczne wykształcenie wokalne i zawsze mi się wydawało, że odróżnię głos wybitny od tego … mniej wybitnego. No więc, po Walewskiej straciłam wszelką nadzieję. Doszłam do wniosku, że wszystkie piękne głosy, które słyszałam, były nagrane. Na żywo to się nie zdarza. Nie mówię oczywiście o głosach pokroju Placido Domingo, którego faktycznie nigdy nie słyszałam na żywo, chodzi mi o nasze polskie możliwości. Kolejne opery przyjmowałam więc z radością i wdzięcznością – zawsze to jednak sztuka z kategorii wyższych. I zupełnie znienacka ostatnio wybrałam się z moim kolegą – stałem bywalcem Opery Narodowej – na Rigoletto Verdiego. Środek tygodnia, poszliśmy z marszu, po pracy. Bez większego …

Za jakie grzechy („New in Town”)

Czy byliście kiedyś na komedii, w trakcie której ani razu się nie uśmiechnęliście? Ja właśnie wróciłam z kina i ciągle nie mogę wyjść z podziwu, komu się chce robić takie filmy. Omijajcie tę „komedię” szerokim łukiem. Naprawdę jest kompletnie denna. Coraz więcej niestety takich obrazów w kinie się pojawia. Całkiem niedawno narzekałam na „Kobiety” i „Kobiety pragną bardziej”, teraz narzekam na „Za jakie grzechy” (oraz zwyczajowo na tłumaczy, którzy wiedzą lepiej). Z Renee Zellweger umknęła cała zabawność, którą miała w Bridget Jones. Nie wiem, jak to się stało. Jest totalnie nudna. Jeden z recenzentów napisał, że głównie robi „buzię w ciup” i to prawda. Wydyma jeszcze policzki i pakuje się w kłopoty. Ale to wszystko już znamy, poza tym wydanie jest o 200% gorsze niż przy Bridget. Cała fabuła jest mocno przewidywalna. Właściwie można się po pierwszych kilku ujęciach zorientować jak „Za jakie grzechy” się rozwinie. Wszyscy oczekują happy endu, wszyscy go dostają. W pierwszych scenach wiadomo między kim będzie romans, a kto będzie głównym wrogiem. Jedyna jasną postacią na całym firmamencie jest Harry Connick …

Casillero del Diablo Chardonnay 2008 Chile

Casillero del Diablo Concha y Toro, bez względu na to jaki kolor i szczep, mają w sobie coś pysznego. To bardzo przyzwoite wina, praktycznie w każdej odmianie. Tym razem padło na Chardonnay. W opisie dystrybutorów to: „Świeże wino o wyważonej kwasowości; delikatnych, eleganckich i słodkich nutach beczki. Lekko maślane z wyraźnymi cytrusowymi aromatami. Polecane do delikatnych ryb: okoń, sola, łosoś.”. Dziś zjadłam do łososia. Jak na Chardonnay to bardzo dobre. Jak wiecie nie jestem dużym zwolennikiem tego szczepu, ale w tym przypadku to udany przedstawiciel. Szczególnie wyczuwalna jest jego lekko maślana nuta. Pani w sklepie w moim bloku powiedziałaby „mineralne”. 😉 Polecam. Dostępne m.in. tutaj, ale ja kupiłam taniej w hipermarkecie. Jest bardzo popularne i – co się nieczęsto zdarza – bardzo dobre jak na taką popularność. W skali od 1 do 10 daję 7 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Vicky Cristina Barcelona

Wszyscy dobrze mówią o tym filmie, więc swoją pozytywną opinią nie odkryję Ameryki. Najnowszy Wooda Allen reklamowany jest jako „humor Allena w świecie Almodovara” i muszę przyznać, że to wyjątkowo trafne podsumowanie. Oczywiście Almodovar to bardziej Madryt niż Barcelona i ciekawsze nieco okolice niż kilka najsławniejszych miejsc jak park Gaudiego, ale klimat, kolory, zdjęcia, no i Penelope – wszystko to jest bardziej Almodovar niż Allen. Jednak poczucie humoru głównych bohaterów od początku do końca jest allenowskie. Narrator jest również cały jego. Od początku do końca przedstawia całą historię z właściwym sobie dystansem powodując niejeden uśmiech. Klimat uzupełnia muzyka. Z niesamowitym przewodnim motywem „Barcelona” w wykonaniu Giulii y Los Tellarini. Muzyka głównie na gitarę i wokal, ale gitarę wybitną, momentami słychać nawet Paco De Lucia. Allen – nie wiem czy świadomie – wprowadza też podobne do Almodovara sytuacje podszyte muzyką. Pamiętacie scenę z „Porozmawiaj z nią”, gdzie przepiękną pieśń „La Paloma” na gitarze gra i śpiewa Caetano Veloso? Tutaj mamy podobną scenę, wszyscy zgromadzeni siedzą na krzesłach zasłuchani z muzykę – nikt wprawdzie nie śpiewa, ale gitara …