Wszystkie wpisy z: Międzynarodowa

Bubbles

Czy on to naprawdę powiedział czy tylko mi się wydawało? – pytam zdumiona mojego kolegi, z którym wybrałam się na kolację do Bubbles. Powiedział. Prosimy o rachunek i wychodzimy. Szok. W trakcie ośmiu lat pisania tego bloga żaden jeszcze kelner się tak daleko nie posunął. Żaden nie zmierzył nawet w tę stronę. Zdarzali się jacyś niegrzeczni kelnerzy, może raczej nawet niezręczni niż niegrzeczni, ale takiej rozmowy z kelnerem jak wczoraj jeszcze nigdy nie przeżyłam. To było gdzieś pomiędzy daleko posuniętym spoufalaniem się a zwykłym chamstwem.

Le Victoria Brasserie Moderne

Zaległości. Tak to już jest, że niektóre bardzo ciekawe miejsca nie zostały przeze mnie opisane w zeszłym roku, choć byłam tam często nie raz. Swojej walki z czasem opisywać już nie będę, tak czy owak lądują one na liście zaległości. Na takiej liście wylądowała Le Victoria Brasserie Moderne. Wprawdzie zrobiłam jedną relację zdjęciową na temat tego miejsca, ale nigdy nie podzieliłam się moimi wrażeniami. Szkoda, bo to bardzo dobre miejsce z bardzo dobrym szefem kuchni i absolutnie wybijającym się serwisem. Obsługa tutaj powinna być wzorem dla innych w Warszawie. No ale po kolei.

The Cool Cat

The Cool Cat. Nowe miejsce otworzyło się kilkanaście dni temu na Powiślu. Ma już pozytywną recenzję Macieja Nowaka. Ma szefa kuchni Jakuba Kaftańskiego, który wcześniej gotował w Miłości. Ma opinię miejsca hipsterskiego. I ma też gościnne występy innych szefów kuchni. W poprzedni weekend w The Cool Cat gotowała Sandra Kotowicz. Odwiedziłam ich trzy razy tylko po to, by znaleźć odpowiedź na pytanie: Is this cat really cool?

Kotakota

Kolacja w ciemno. Nie to nie będzie relacja ze specjalnego wieczoru, podczas którego gościom zasłania się oczy, by nie widzieli, co jedzą i skupili się wyłącznie na smaku. To będzie relacja z Kotakota – nowego miejsca Adama Leszczyńskiego. Światło w jego restauracji jest – ujmując rzeczy eufemistycznie – nastrojowe. Dlatego to, co jedliście, zobaczycie dokładnie dopiero na zdjęciach w domu po mozolnej walce z Photoshopem. Nie robicie zdjęć w trakcie jedzenia i nie obrabiacie ich po powrocie? Hm… może być więc tak, że zmuszeni będziecie bazować wyłącznie na kubkach smakowych, bo w ogóle nie zobaczycie, co jedliście. Ta kolacja w ciemno ma jednak liczne uroki.

Zorza

Zorza. Nie jest łatwo, oj nie jest. Nie jest łatwo otworzyć nowe miejsce w lokalizacji po kultowym 6/12. Nie jest też łatwo otwierać pierwsze miejsce z kuchnią mając dotychczas wprawę w popularnych miejscach raczej rozrywkowych jak Warszawa Powiśle, Syreni Śpiew, Stację Mercedes i bar Weles. Nie jest też łatwo zmierzyć się z Żurawią. No i wreszcie, a może przede wszystkim, nie jest łatwo o Zorzy pisać. Powiedzieć, że miałam odczucia ambiwalentne to eufemizm. Chyba pierwszy raz zdarzyło mi się po prostu nie wiedzieć, co mam o tym miejscu myśleć. Ale po trzech wizytach już wiem.

Soul Kitchen Bistro

Z wszystkich zeszłorocznych zamknięć i zniknięć z warszawskiego rynku gastronomicznego, najbardziej brakowało mi Soul Kitchen. Przepiękne miejsce na Noakowskiego wielokrotnie cieszyło mnie swoją kuchnią, lubiłam tam wracać. W 2012 roku dałam Soul Kitchen nawet tytuł Knajpy Roku Frobloga. Potem remont kamienicy przy Noakowskiego uniemożliwił im dalsze funkcjonowanie. Mieli znaleźć nową lokalizację, ale cisza trwała długo. Tęskniłam. Bardzo. W piątek dostałam informację o powstaniu Soul Kitchen Bistro na Nowogrodzkiej. Tę reaktywację przyjęłam z naprawdę dużą radością, pobiegłam na obiad w sobotę, wiedząc, że to za wcześnie na oceny, ale powstrzymać się nie mogłam.

Porkownia

Lubię chodzić po prąd. Nigdy nie bawiły mnie ani skrótowe ani wytarte ścieżki. Wybieram swoje drogi i dość trudno mnie z nich zawrócić. Dlatego też lubię miejsca, które robią podobnie. Doceniam je, bo wiem, że nie jest to łatwe zadanie. Jednocześnie to sposób na wyróżnienie się w tłumie. Nie ma co ukrywać, w Warszawie powstaje mnóstwo nowych miejsc. Wiele z nich nie wytrzymuje pierwszego roku, najsłabsze odchodzą w ciszy po kilku miesiącach. Dlatego przyglądając się z zainteresowaniem fali otwarć lokali wegetariańskich, a nawet wegańskich, najbardziej moją uwagę przykuła Porkownia. Miejsce, które ma odwagę skupić się na wieprzowinie w czasach, kiedy zdecydowanie jest ona poza trendem.

La BlaBla

Noakowskiego 16 to adres, który do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z Soul Kitchen. Była wprawdzie obok klubokawiarnia Ukryte Miasto, ale nigdy w niej nie byłam. Czasy się jednak zmieniły. W pięknej kamienicy, nieco przygaszonej przedłużającym się remontem, nie ma już mojej Knajpy Roku 2012. Nie ma też klubokawiarni, a w jej miejscu powstało nowe La BlaBla Adriany Marczewskiej. Adriana Marczewska ma na swoim koncie udział w ostatniej edycji TopChef, współprowadzi także Ślinotok – program na Kuchnia Plus.

Ring The Bell

Krucza to ulica pełna sprzeczności, zupełnie nie wiadomo, o co jej chodzi. Czynsze ponoć kosmiczne. Ludzie czasami są, a czasami ich nie ma. Co chwilę coś nowego się otwiera, ale też co chwilę coś się zamyka. Trudno powiedzieć, czy to dobra lokalizacja dla restauracji czy zła. Właściwie można byłoby powiedzieć, że po prostu jest trudna. Ostatnio wszyscy żyli otwarciem Lokal Vegan Bistro i Uki Uki na Kruczej. W niedzielę postanowiłam zjeść lekko, więc z wegańską kuchnią było mi po drodze, niestety z kolejką przed Lokalem już nie. Przeszłam dziesięć metrów dalej i zobaczyłam równie pełne Uki Uki. W pierwszym odruchu chciałam z tej Kruczej uciekać, ale w drugim… poszłam jeszcze kawałek dalej i zobaczyłam Ring The Bell.

Mielżyński na Czerskiej

Mam taką „świecką tradycję” wychodzenia do restauracji w Wielki Piątek. Zwykle od soboty zaczynają się już rodzinne zjazdy, podróże, wyjazdy z Warszawy, ale piątek jest świetny na spotkania z przyjaciółmi. Ponieważ to jednak dla większości Polaków wielki post, obserwuję z zainteresowaniem coroczne zmiany w zwyczajach. Były takie lata, że byliśmy sami w restauracji, ale ostatnie 3-4 lata przynoszą zmiany. Coraz więcej ludzi wychodzi i traktuje ten piątek jak piątek. Chciałam skorzystać z tego słabszego ruchu w restauracjach, by dostać stolik w nowym wine barze i restauracji Mielżyński na Czerskiej, nie udawało się to przez kilka tygodni z rzędu.  Na szczęście zadzwoniłam już w czwartek, bo okazało się, że miejsce było zupełnie pełne.