Flaming & Co
Weszłam do Flaminga w niedzielę rano z bolącą głową. Padał deszcz, było szaro, zimno i strasznie listopadowo. Ten ból głowy zawdzięczałam raczej niskiemu ciśnieniu niż imprezom dnia poprzedniego, miałam więc poczucie cierpienia niezasłużonego. Wchodzę do środka i przede wszystkim dziwi mnie duża liczba gości wewnątrz. Siadam przy stoliku i z trudnością zagłębiam się w lekturę karty śniadaniowej.









