Rok: 2008

Chris Botti w Filharmonii Narodowej

Odgrzewana recenzja nie jest tym, o co najbardziej mi chodzi na Froblogu, ale nie pisałam jakiś czas, a wydarzyło się kilka ciekawych rzeczy w międzyczasie, chciałam je więc udokumentować. Dziś o Chrisie Bottim. Chrisa znam od kilku lat i słucham jego płyt od czasów „A Thousand Kisses Deep” czyli od 2003 roku. Kiedy dotarła do mnie „Italia” – najnowsze wydawnictwo, wiedziałam już, że nie jest dobrze. Kierunek, w którym zmierza Chris Botti nie jest tym, czego bym oczekiwała. Jest – jak jego włosy – jakby coraz bardziej cukierkowy blond. Takie hity jak „Ave Maria”, być może tylko w Polsce źle kojarzone ze standardem ślubnym, i „Nessun Dorma” nie powinny się zdarzać w wydaniu szanujących się muzyków, nawet smooth jazzowych. Trąci łatwą komercją i nieszczęsnym snobowaniem się na klasykę. Moim zdaniem ze stratą dla klasyki. Podobnie zresztą uważam, że śpiewanie przez trzech tenorów przebojów muzyki rozrywkowej nie jest tym, o co mi chodzi. Każdy powinien znać swoje miejsce. Mam zresztą wrażenie, że zazwyczaj muzycy wiedzą, w czym czują się najlepiej, a łamią te standardy wyłącznie dla …

Sakana Sushi Bar

Sakana to miejsce dla zaawansowanych wielbicieli sushi. No może nie wszyscy muszą koniecznie się na sushi znać, ale trzeba być przygotowanym na dialog z kucharzem. Bar jest skonstruowany w sposób trywialnie prosty. Przy barze siedzą ludzie, na barze pływają łódeczki z daniami na talerzykach w różnych kolorach (od kolorów zależą ceny). W środku baru dwaj kucharze – jeden robi sushi dla lewej części baru, drugi dla prawej. Nawiązują kontakt, wchodzą w dialog, pytają, co mogą podać. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Restauracja Castello

W niedzielny spokojny przed-oscarowy wieczór, postanowiliśmy odwiedzić miejsce polecane przez przewodniki, ponoć w niedziele właśnie oblegane – Restauracja Castello na Wilanowie. Wygląda ładnie, znajduje się w uroczej kamienicy, po zmroku oświetlonej małymi światełkami. W środku kilka salek, weranda i kominek, wszystko w drewnie, wiklinie i ciepłych kolorach. Wygląd bardzo zachęcający, klimat stworzony na dzień dobry. Całość dopełniają obrazki dzieci narysowane kredkami wiszące na ścianie – widać, że z dzieckiem też można tu przyjść i nikogo to nie zdziwi i nikomu przeszkadzać nie będzie. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Aż poleje się krew

Nie lubię polskich tłumaczeń. „Aż poleje się krew” to dla mnie nie to samo, co „There will be blood” podobnie jak ostatnie zdanie tego filmu „I’m finished” nie oznacza dokładnie tyle samo, co „Skończyłem”. „There will be blood” to film pokazowy Daniela Day-Lewisa. Główna rola męska jest zdecydowanie najmocniejszym akcentem tego dzieła. Day-Lewis nie od dziś jest wybitnym aktorem, żadne to więc zaskoczenie. Właściwie wszystkie jego kreacje to totalnie inne postaci. Gdyby nie był fizycznie do siebie podobny, byłby nierozpoznawalny. To jest aktor, który gra całością siebie, utożsamia się absolutnie z przedstawianą postacią. Całością, czyli gestami, mimiką, wyrazem twarzy, spojrzeniem, tonem głosu, sposobem mówienia, poruszania się … po prostu całością. Jest innym człowiekiem zależnie od tego, czy gra „Mojej lewej stopie”, „W imię ojca” czy w „Aż poleje się krew”. Poza rolą główną „There will be blood” to film nienajlepszy. Nakręcony z myślą o Oscarach, ale zbyt długi, zbyt widokowy, przesadzony. 158 minut filmu, podczas którego spogląda się na zegarek kilkakrotnie. Ileż można oglądać widoków tej amerykańskiej prerii? To, co dopełniało całość w „Tajemnicach Brokeback …

Marcin Wasilewski Trio „January”

Dlaczego Simple Accoustic Trio nazywa się teraz Marcin Wasilewski Trio? Tego nie wiem, być może na potrzeby wytwórni ECM, która lubuje się w nazwiskach nietypowych dla anglosaskiej kultury – skandynawskich, niemieckich, wygląda na to, że i polskich. W każdym razie nagrać płytę dla ECM to jest coś dla każdego muzyka jazzowego. „January” to piękna płyta. Płyta, którą Marek Niedźwiecki określiłby muzyką ciszy. Trójka znakomitych muzyków – Marcin Wasilewski (fortepian), Sławomir Kurkiewicz (kontrabas), Michał Miśkiewicz (perkusja) sobie gra. W tym związku każdy jest równorzędnym partnerem. Panowie znają się od lat. Pamiętam ich jeszcze z czasów warsztatów jazzowych, kiedy jako 17to-letni młodzi, ale już niezwykle utalentowani muzycy grywali na jam sessions … Nie chcę ich pamiętać z tamtych czasów. Wolę tę dojrzałą, piękną, wyciszoną muzykę z płyty „January”. Zakładam, że tamci ludzie to inni ludzie. Płyta jest pełna perełek. Trochę jak delikatny perełkowy wzór rosentalowskiej porcelany. Tę płytę „pociągnąć” – a zatem przybliżyć szerszemu gronu – miał pewnie utwór Prince’a „Diamonds and Pearls”. Wcale się nie dziwię, to jest muzyka, od której nie sposób się oderwać.  Dźwięki …

Kuźnia Smaku

Mam pewien problem z recenzowaniem miejsc kulinarnych, wszystkie porównuję do ideału. A ideałem jest Bistro de Paris. Zaczynam więc kolejną recenzję wiedząc już jak ją skończę – sformułowaniem, że jest dość dobrze, ale nie jest to Bistro de Paris. Mam więc problem, bo to oznacza monotonię recenzencką 😉 Mimo to jednak podejmuję wyzwanie i zaczynam.   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Jane Birkin w Teatrze Roma

O Jane Birkin nie wiedziałam nic. Puste frazy „aktorka i piosenkarka”, „partnerka Serge’a Gainsbourga”, wykonawczyni niezwykle erotycznego utworu. Jedyna piosenka, jaką znałam z jej twórczości to właśnie „Je t’aime… moi non plus” głównie składająca się z westchnień i tekstu o miłości, którego nie rozumiem. Dlatego poszłam na jej koncert właściwie tylko ciekawości. Kim właściwie jest ta kobieta, o której nic nie wiem? To, co zrobiła podczas tego koncertu, miało jakieś znamiona czarów. Zaczarowała salę. Swoją skromnością, swoją bezpretensjonalnością, pokorą, ale też kobiecością i ładnymi piosenkami. Zapewne z treścią, ale treści nie dla mnie. Niestety w języku, który jest mi obcy. To przedziwna mieszanka. Stoi na scenie chudziutka ponad sześćdziesięcioletnia kobieta, odziana w bojówki i wyblakły czarny top ze zbyt dużym dekoltem. Skromna do bólu. Ale kiedy się uśmiecha, bije od niej niezwykłe ciepło, niezwykły czar. A kiedy mówi, czy śpiewa, swoim delikatnym, często prawie dziecięco naiwnym głosem, wszyscy są pod wrażeniem. To nie jest jakaś wielka twórczość, ale ten koncert to dowód na to, że rzeczy proste są piękne. Jane Birkin po prostu zaśpiewała, trochę …

Wieczór liguryjski w Rubikonie

Rubikon zdecydowanie należy do moich ulubionych restauracji warszawskich. Cechy charakterystyczne to dobre jedzenie, świetna obsługa i właścicielka zawsze obecna na sali, żywo zainteresowana gośćmi. Obsługa zresztą tę restaurację wyróżnia. Jeśli rozmawiacie przy stole o deserze i zastanawiacie się, czy wziąć czy nie, możecie być pewni, że kelner już czeka z kartą deserów i podejdzie, kiedy tylko podejmiecie pozytywną decyzję. To jest wyprzedzanie potrzeb klientów i takiej obsługi oczekujemy w dobrych restauracjach. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Don Giovanni

Prawie każdy zna operę „Don Giovanni” Mozarta, a przynajmniej kilka najsłynniejszych arii choćby takich jak „La ci darem la mano”. Ta muzyka jest tak obecna na co dzień, że trudno tu o odkrycia muzyczne, choć sam geniusz Mozarta zaskakuje nieustająco. Libretto według molierowskiego „Don Juana” też nie zaskoczy raczej rozwojem wydarzeń. Jednak inscenizacja Don Giovanniego w Operze Narodowej to inscenizacja w reżyserii Mariusza Trelińskiego, a to nazwisko jest gwarancją niespodzianek i niestandardowych rozwiązań. Do śmiałej reżyserii i śmiałych dekoracji dołączają jeszcze niezwykle śmiałe stroje zaprojektowane przez kontrowersyjnego Arkadiusa. I choć, mam wrażenie, jego gwiazda lekko przygasła, a i cały medialny szum na jego temat okazał się być raczej bańką mydlaną niż prawdziwym wydarzeniem, w tym przypadku przed Arkadiusem chylę czoła. Stroje są absolutnie imponujące. Prześmiewcze, nietypowe, bijące po oczach kolorami i idealnie skomponowane z dekoracjami. Stroje grają w tym spektaklu rolę główną. Treliński, Kudlicka i Arkadius robią z Don Giovanniego widowisko. Sala pęka w szwach. To się zdarza w Operze narodowej niezwykle rzadko. Jak zwykle w przypadku Trelińskiego jest całe mnóstwo skojarzeń do sztuki współczesnej, …

Bistro de Paris raz jeszcze

Za mną kolejna wizyta w niezapomnianym Bistro de Paris Michela Morana. Pisałam o tym miejscu już kilkakrotnie, ale ponieważ kuchnia jest tam tak znakomita, że to aż niemożliwe, wybrałam się tam ponownie, czy to z potrzeby zjedzenia czegoś pysznego czy też z głębokiego przekonania, że tym razem coś musi w końcu pójść nie tak. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *