Rok: 2010

Mielżyński Wine Bar

Wieki minęły od czasu, kiedy po raz pierwszy chcieliśmy się wybrać do Mielżyńskiego w Warszawie. Byłam w zeszłym roku w poznańskim Mielżyńskim, ale warszawski, ponieważ znajduje się w totalnie dalekim dla mnie miejscu, łatwo nie było. Próbowałam też z dwa razy zarezerwować stolik, ale rezerwacje przyjmowali z dwutygodniowym wyprzedzeniem. To było dość zadziwiające i w Warszawie niezmiernie rzadko spotykane. No ale w końcu się udało, choć – trzeba to przyznać – miejsce jest pełne. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Wyjście przez sklep z pamiątkami

Może zacznę od tego, że o street arcie do czasu obejrzenia tego filmu nie wiedziałam nic. A teraz jest mi oczywiście ogromnie wstyd z tego powodu i chciałabym wiedzieć jak najwięcej. Może pewnym usprawiedliwieniem wydaje się to, że u nas jednak nie jest on tak bardzo popularny jak np. w Londynie czy USA, może. W każdym razie, film wprawił mnie w totalne osłupienie. Nie dość, że śmiałam się prawie przez cały czas, to jeszcze poziom fantazji bohaterów mnie powalał. Rozumiem, że bohaterowie – przedstawiciele street artu na czele z reżyserem Banksy’m – mają poczucie ulotności swojej sztuki. Ludzie wprawdzie zobaczą grafili, vlepkę, czy jakąś ciekawą konstrukcję, zapamiętają, może nawet zrobią zdjęcia, ale to tyle. Skoro jednak najsłynniejsi street artyści trafili już nawet do galerii, to pora była najwyższa na film. Powiem tak – świetny. Zupełnie na luzie, bez zadęcia pokazywana jest ich praca, a przecież niektórzy z nich pozostają całkowicie anonimowi. Poczucie humoru jest głównym motywem. Co ciekawe, nie do końca wiadomo jakie postaci są prawdziwe, czy też które wydarzenia faktycznie miały miejsce. Żeby dać …

La Table

Byliśmy już kiedyś w La Table. To było zaraz po pierwszej, niezwykle entuzjastycznej recenzji Macieja Nowaka w Wyborczej. Pamiętam, że oczekiwania ustawione były wysoko i niestety lokal im nie sprostał. Owszem, było dobrze, momentami nawet wspaniale, ale podsumowanie jakoś nie wytrzymało tej poprzeczki, nie sięgnęło aż takich wzlotów jakich się spodziewaliśmy. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Mariusz Szczygieł „Gottland”

Genialna książka. Nie tylko historie odkryte przez Szczygła są świetne, zaskakujące, błyskotliwe, ale i styl pisania jest absolutnie wybitny. Tę książkę się połyka. Idzie się przez nią płynnie, strona po stronie, robiąc tylko małe pauzy na wieczorną herbatkę czy popołudniową kawę. Szczygieł opowiada historie czeskie. Z życia kraju w czasach sprzed zmian, z lekkimi akcentami do czasów po zmianach. Niektóre z nich sięgają czasów jeszcze dawniejszych. Np. otwierająca książkę historia Baty, obfitująca we fragmenty jak ten: „We własnej gazecie „Zlin” Jan Antonin Bata ogłasza pomysł, z którym się obudził – przenieść Czechosłowację do Ameryki Południowej.” Naprawdę mocne. W książce znaleźć można zarówno historie rzeźbiarza – autora ogromnego pomnika Stalina, jak i historie czeskiej aktorki kochanki Goebbelsa, wspomnianą już historię rodu producentów butów Bata, a także historię Marty Kubisovej z tria Golden Kids (z Vondrackową). Wszystko to jest mocno podlane sosem Karela Gotta i tym podobnych smaczków kultury czeskiej. Całość daje genialny i niezwykle wciągający obraz Czech na przestrzeni lat. Szczygieł traktuje te historie z dużym dystansem i niejednokrotnie poczuciem humoru. Nikogo nie ocenia, podaje fakty …

Esencja Smaku

Miałam kilka podejść do tego miejsca. Miałam też trochę pretensji. Wydawało mi się totalnie nieprofesjonalne. Jak można nie mieć licencji na alkohol prowadząc restaurację? Oburzałam się strasznie i w dalszym ciągu wydaje mi się to sporą dawką nonszalancji. W każdym razie Esencja jest jaka jest. I trzeba ją przyjąć z dobrem inwentarza. A jeśli się już to zrobi, odpłaci się pyszną kuchnią i świetną bezpretensjonalną atmosferą Mokotowa. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Aż po grób

Przedziwny ten film. Historia jak nie z tej ziemi, a jednak film oparty jest na faktach, więc ziemia ta potwierdza po raz kolejny swoją nieprzewidywalność. Starszy człowiek od lat mieszkający w samotni, o którym krążą przerażające historie w miasteczku, postanawia wyjawić swoją tajemnicę. W tym celu urządza swoje przyjęcie pogrzebowe … za życia. Pomysł z piekła rodem. Sama historia jest opowiedziana przyjaźnie, bezpretensjonalnie. Tak po prostu normalnie. Uwagę zwracają natomiast postaci. Genialny Robert Duvall w roli głównej. Świetny – jak zwykle – Bill Murray w roli właściciela zakładu pogrzebowego. I Sissy Spacek, bardzo dawno niewidziana. Niegdysiejsza dziewczyna głównego bohatera. Jest też dość dobry młody aktor Lucas Black w roli Buddy’ego – pracownika zakładu pogrzebowego. Trochę wydaje mi się jednak ten temat spalony. Oczekiwałam lepszej rozrywki, jako, że temat sam się wręcz prosił. Być może jednak celem było pokazanie tej historii właśnie w sposób normalny, bez przerysowań i dodawania humoru. Być może. Aha, jeszcze jedno. Ponoć w tym filmie grał Tomasz Karolak. Przykro mi, nie zauważyłam. W skali od 1 do 10 daję 6   Zapraszam …

La Iberica

Nie obawiajcie się czytelnicy mojego bloga. Jeśli mnie tu nie ma przez jakiś czas, jestem bardzo zajęta zbieraniem wrażeń, które potem tutaj opiszę. Wszak idea tego bloga nie polega na siedzeniu w domu i pisaniu, a wręcz przeciwnie, na degustowaniu, testowaniu, oglądaniu, odczuwaniu, słuchaniu, itd. Na to wszystko trzeba mieć trochę czasu. Na dzisiaj mam co pisać, a faktycznie nie było mnie chwilę. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Mario Vargas Llosa Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki

Poniższe dwie notki napisałam dawno temu na innym blogu. Jego już nie ma, a Llosa właśnie dostał Nobla. Przypomniała mi o nich Pusta Literatka. Publikuję je tutaj, żeby mieć pod ręką i podzielić się swoim zdaniem o tej genialnej prozie z czytelnikami tego bloga. Szelmostwa /26.09.2007/ Szczerze się przyznam, że trochę nie mam ochoty pisać. Nie mam ochoty pisać, bo mam ochotę czytać. Stało się ze mną tak, jak już dawno nie było. Zaczytałam się totalnie. Nie pamiętam już kiedy ostatnio tak bardzo. Kiedy pisałam o Houellebecqu, że czas go zacząć, tak naprawdę muszę przyznać, że nie było czasu go skończyć. Dzisiaj patrzę na przeczytane do 300. strony „cząstki elementarne” z poczuciem winy. Wiem, że powinnam je skończyć. Ale nie mam ciągu na tę książkę, nie rzucam się na nią, nie myślę o niej w ciągu dnia, nie zastanawiam się co się stanie i nie bardzo mnie to obchodzi. Dlatego leży porzucona na stole. Oczywiście, że ją skończę, ale bardziej z poczucia obowiązku niż z prawdziwej pasji. Tym razem jest inaczej. „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” są …

Wine Bar Vinares

Nasz pierwszy pobyt w Vinaresie po zmianach oceniam dość dobrze, choć z pewnością zmiany powinny być tu jednak komunikowane wyraźniej. Vinares to bardzo ładne, niezwykle sympatyczne miejsce na Bednarskiej. Zadziwiające, że w takiej lokalizacji miejsce nie jest oblegane. Dodatkowo restauracja połączona jest ze sklepem winnym, co zwykle oznacza dość dobre ceny wina. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Wall Street: Money Never Sleeps

To pewnie jedno z większych rozczarowań w tym roku. Nie dlatego, że film jest jakiś szczególnie beznadziejny, jest przyjemny, dość przyzwoity, nawet momentami zabawny. Niemniej jednak oczekiwania ustawione były na bardzo wysokim poziomie, a z nimi to już tak jest, że trudno je zmienić. Będzie krótko, bo film widziałam już jakiś czas temu, a dotychczas nie zmobilizował mnie do opisu. Michael Douglas wygląda świetnie. Krótka wstawka z pojawiającym się nagle Charlie Sheenem jest mistrzostwem. Bardzo dobra jest też przemowa Douglasa na uczelni – zwłaszcza ostatnie zdanie 😉 Cały film jest jednak przedstawicielem klasycznych stanów średnich. Co mnie bardzo dziwi, bo pierwsza część była przecież świetna, a przynajmniej bardzo dobra. Jeśli dobrze ją pamiętam po latach to znaczy, że musiało coś mocnego w tamtym filmie być. Zwłaszcza zadziwiające jest, że zrobiono średni film z tak znakomitego tematu. W czasach, kiedy Wall Street i cały system finansowy USA jest oskarżany o gigantyczne przekręty, na tle których wina Gordona Gekko wydaje się jedynie drobnym cwaniactwem o tzw. niskiej szkodliwości społecznej, powrócenie z tematem Wall Street od początku miało …