Rok: 2011

10 wskazówek dla początkujących kelnerów

Jak wiecie chodzę sobie po restauracjach, mam takie hobby. Testuję różne smaki w różnych miejscach i oczywiście podstawą mojego pozytywnego wrażenia jest zwykle dobra kuchnia. Sama dobra kuchnia to jednak jeszcze nie gwarancja sukcesu, jest bowiem jedna osoba, która potrafi mi dobre wrażenia kulinarne popsuć. Kelner. Chciałabym więc podać kilka wskazówek dla początkujących kelnerów. Nie będę wchodzić w szczegóły, nie będę drążyć tematu, przedstawię podstawy, które – z punktu widzenia gościa restauracji – wydają mi się najważniejsze. Przeczytajcie proszę wszyscy ci, którzy wykonujecie tę pracę sezonowo i wydaje Wam się, że nic prostszego. Być może po prostu nikt Wam tego nie powiedział, więc ja Wam powiem. Przeczytajcie i proszę, błagam, zastosujcie się. 1. Jeśli nikt inny nie ma takiej funkcji w restauracji, podejdźcie do wchodzących gości i wskażcie stolik, przy któym mogą usiąść. 2. Podejdźcie do stolika z otwartymi kartami menu szybko i spytajcie, czy zechcą się czegoś napić na początek. 3. Miejcie zdanie nt. tego, co polecić – z karty dań i karty win. Zapytajcie szefa kuchni, co uważa, że danego dnia najlepiej mu …

Dziki Ryż Puławska

Zupełnie tej wizyty nie planowałam, prawdę powiedziawszy nastawiłam się dość mocno na indyjską kuchnię mając w głowie Mutton Masala z okolicznej knajpki indyjskiej, ale niestety zastałam drzwi zamknięte. Szybko poszukałam w głowie, co by tu można w okolicy i dotarło do mnie, że kiedyś wizytowałam Dziki Ryż, ale niewiele pamiętam. Można więc było sobie przypomnieć wrażenia. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Skóra w której żyję

Bardzo mnie zastanawia, co takiego się wydarzyło Almodovarowi, że Allenowski film „Vicky Cristina Barcelona” był bardziej Almodovarowy niż najnowszy film Almodovara „Skóra w której żyję”. Przedziwne. Mam nadzieję, że „Skóra w której żyję” to tylko wypadek przy pracy, że reżyser wróci do swoich prawdziwych klimatów, które tak mocno poruszają i zachwycają. Zwykle po wyjściu z kina, po filmie Almodovara, odczuwałam uniesienie, to było kino najwyższych lotów, dla wybranych widzów. Czułam się wobec tego uskrzydlona i wybrana. Tym razem czułam się kiepsko. Przede wszystkim brakowało ciepła. Uwielbiam nie tylko piękne ciepłe kolory w filmach Pedro Almodovara, ale też uczucia. Czasem krzywe, wypaczone, niezrozumiałe, ale zawsze prawdziwe, mocne, intensywne. Tutaj nie ma ich w ogóle. Najczulsze bodajże sformułowanie to słowo „tygrysek” wypowiedziane przez matkę do syna, kryminalisty, złodzieja i gwałciciela, przebranego w karnawałowy strój tygrysa. Jest to ponoć thriller, ale jeśli tak, to brakło napięcia. Brakło też poczucia humoru, Pedro wracaj do siebie, jeśli miałeś gorszy humor na Boga, nie rób już więcej w takim humorze filmów. Zwykle na Trwoich filmach śmiałam się mocno albo przez łzy …

Marcin Wasilewski Trio Faithful

Czy istnieje taka kategoria jak muzyka wytchnienia? Jeśli nie, chciałabym ją dla siebie tylko wprowadzić. I umieścić w niej płyty Trio Marcina Wasilewskiego, Sławomira Kurkiewicza i Michała Miśkiewicza. Jeśli naprawdę nie umiem znaleźć żadnego oddechu, jeśli potrzebuję wyciszenia, odnalezienia siebie, chwili spędzonej na niczym, a przywracającej do wszystkiego, sięgnę po którąś z tych płyt. Do tej pory miałam tylko January, teraz jest i Faithful. Problem (a może to w ogóle nie problem) z muzyką polega na jej nieopisywalności, można ją rozebrać harmonicznie, dynamicznie na cząśtki, zapisać nutowo, nazwać, uszczegółowić, ale jak określić interpretację? Jak opisać klimat, który tworzy? Jak przenieść na papier nastrój, w który wprowadza? Tego się zrobić nie da, trudność więc ogromną budzi we mnie opis wrażeń po przesłuchaniu Faithful. Marcin Wasilewski Trio to mistrzowie klimatu. Przy płycie Januray oszalałam. To było obiawienie, czułam się przyspawana do tej muzyki, nie potrafiłam się oderwać, chciałam się nią otaczać non stop. Tu już wiedziałam czego się spodziewać, ale i tak … może to wytchnienie, o którym mówię, jest po prostu uzależniające? Może zbyt mało go …

Merliniego 5

Bardzo się ostatnio zrobiło obficie w mięso. W ciągu kilku zaledwie dni zdarzyło mi się być w Bistecca Bistro 2 razy i na dodatek jeszcze na Merliniego 5. Bisteccę już opisywałam, pora na Merliniego. Bardzo ciekawe miejsce. Parter i pięterko, wystrój prosty i gustowny, sporo wina, jak na winotekę przystało. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

KASTA LA VISTA w Teatrze Ateneum

To spektakl dwóch aktorów. Krzysztof Tyniec i Artur Barciś. I nie jest to w żadnym przypadku śmieszna komedyjka, choć w kilku momentach można się pośmiać. Temat niby błahy – klient przychodzi do banku podjąć pieniądze. Jednak prostota na tym się kończy. Dalej rzeczy się komplikują. Komplikują absurdalnie, komplikują niemożliwie. Dalej już zagrożone są nie tylko pieniądze klienta, ale i jego życie. Niby jeszcze ma on poczucie, że to absurd i rzeczywistość tak wyglądać nie może, ale to krótki moment. W końcu się poddaje i zaczyna grać tak, jak sytuacja od niego wymaga. To oczywiście jest komedia absurdu, ale pokazuje w sposób wylbrzymiony bezsens globalizmu, świata korporacji, odhumanizowanego, nielogicznego, rządzącego się procedurami raczej niż zwykłymi ludzkimi odruchami. I choć wydaje nam się oglądając ten spektakl, że wszystko jest mocno przesadzone, to kiedy Artur Barciś jako urządnik bankowy nieustająco powtarza „Proszę o odrobinę cierpliwości” doprowadzając klienta – Krzysztofa Tyńca do szału, mamy chwilę tzw. „stop-klatki”, chwilę przemyślenia, czy any na pewno nic tego typu nas nie dotyczy, nic nas nie dotknie. Niezwykłe jest oczywiście to, że całość …