Rok: 2011

Baby są jakieś inne

Z Koterskim mam lekko na pieńku. Bardzo doceniam to, co robi, uważam, że jest świetny, tworzy filmy ważne i inne niż wszystkie inne. Ale jednocześnie nie potrafię oglądać np. Dnia Świra. Tak strasznie mnie denerwuje zirytowanie Adasia Miauczyńskiego, odbieram je całą sobą, jestem zirytowana razem z nim, a ponieważ rzeczywistość blokowa dotyczy nas wszystkich, co chwilę jakiś radosny sąsiad coś wierci, co chwilę ktoś w czymś przeszkadza, ja nie muszę tego oglądać na filmie, jestem zdenerwowana wystarczająco, dlatego Dzień Świra wyłączam. Nie mogę tego oglądać. Zastanawiałam się nad nowym filmem „Baby są jakieś inne”. Po pierwsze świetne były zwiastuny, mega zabawne, bardzo szowinistyczne. Po drugie Robert Więckiewicz – muszę go oglądać często, uwielbiam człowieka. Film jest nierówny. Pierwsza połowa mocno bawi, naprawdę te dialogi są świetne, niegłupie, mocno osadzone w rzeczywistości. Koterski wybrał te najbardziej drażniące cechy kobiet, te najmnocniej przeszkadzające chyba nawet samym kobietom. Druga połowa mocniej irytuje. Niestety ilość stereotypów jest coraz większa, bohaterowie mówią podobnie i jednostajnie i według takich samych schematów. Właściwie już nawet trochę można się domyślić, co powiedzą. Są …

Oboźna 9 namawia do zostania ekspertem kulinarnym

Dzisiaj będzie nieco z innej strony. Chciałam słów kilka o nowej, bardzo interesującej inicjatywie – Oboźna 9. Jak to dobrze, że komuś się chce coś ciekawego robić na tym rynku. Być może już słyszeliście, jeśli nie – to poniżej kilka szczegółów. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Drive

Muszę przyznać, że ten film mnie totalnie zdziwił i jednocześnie zrobił na mnie wielkie wrażenie. Wybierałam się do kina na film sensacyjny. Podejrzewałam, że będą się zabijali, strzelali do siebie, jeździli szybkimi samochodami, no i do kompletu będzie też jakiś romans. Nie miałam wysokich oczekiwań, raczej sądziłam, że przez chwilę mogę się wyrwać z rzeczywistości, ale nie zostanie mi po tym filmie żadna myśl na dłużej. Zdziwiła mnie już muzyka na wstępie, a potem było tylko lepiej. Drive to przede wszystkim i ponad wszystko genialny klimat. To kino uzależniające. Nurtujące, może irytujące, ale wciągające. Owszem, strzelają, zabijają i jeżdżą szybko, ale to nie jest najważniejszy element. Najważniejszy jest klimat, nastrój, pewna tajemniczość, niedopowiedzenia. Ryan Gosling i Carey Mulligan to para wybitna. Gosling jest przecudnie mroczny, tajemniczy, ma przeszywające spojrzenie i elektryzuje. Nie sposób go zapomnieć. Jest jednocześnie grzecznym chłopcem i demonem, widać to na pierwszy rzut oka. Carey Mulligan czaruje swoim niewinnym uśmiechem, swoim zagubieniem w świecie, przyciąga swoimi problemami. Między tą parą nie dochodzi do żadnej sceny erotycznej, ale więcej w nich iskrzenia i …

O północy w Paryżu

Z Allenem tak jest – i nie odkrywam tu pewnie żadnej Ameryki – że cokolwiek robi, nawet gdyby to było gorsze od innych jego rzeczy, to i tak zwykle jest na bardzo dobrym poziomie, być może nawet znacznie wyższym niż wysokie loty innych reżyserów. Mam wrażenie, że „O północy w Paryżu” to słabszy film Allena. Z ostatnich filmów uwielbiałam „Whatever works” – strasznie mnie śmieszył, skłaniał do przemyśleń. Tutaj już aż tak śmiesznie nie jest, ale w dalszy ciągu jest bardzo, bardzo dobrze. W roli głównej Owen Wilson, którego naprawdę bardzo nie lubię, ale Owen oczywiście zachowuje się tutaj jak Allen, nie drażni więc w ogóle. Konstrukcja filmu delikatnie ćwiczy widzów ze znajomości kultury i sztuki. Przez film przewijają się artyści kilku wieków. Wymieniać nie będę, ale Salvador Dali z obsesją nosorożca jest jedną z najzabawniejszych postaci kina w ogóle. W tej krótkiej roli genialny Adrien Brody. Aktorzy zresztą jak zwykle u Allena – plejada gwiazd. Kathy Bates, Rachel McAdams, Marion Cotillard, w epizodzie prezydentowa Carla Bruni. W jednym z wywiadów z Allenem czytałam, że …

Kresowiak

Pomysł na to miejsce jest niesamowicie prosty i interesujący zarazem. Właściwie to dziwne, że nie ma wielu takich restauracji w Warszawie. Tu, gdzie kuchnia kresowa obecna jest w domach od zawsze. Być może zresztą dlatego właśnie. Mamy knajpy polskie, włoskie, greckie, francuskie, hiszpańskie, chińskie, japońskie, tajskie, indyjskie, międzynarodowe, nawet cejlońskie … a kuchni kresowej mało. No ale jest na Wilanowskiej. Projekt Kresowiak 🙂 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Bistecca Bistro

Na tym placu budowy zwanym czasem Miasteczkiem Wilanów dość mało jest jeszcze fajnych miejsc. Mam wrażenie, że potrzebujemy dwóch-trzech lat, żeby tu sobie wszystko pourządzać. Na razie jednak każdą knajpkę, każdy fajny sklep z winem czy piekarnię z ciepłym pieczywem witamy z radością. Z radością przyjęłam więc informację o nowym Bistecca Bistro. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Tawerna Patris ponownie

Wizyta była celem sprawdzenia. Kiedyś już byliśmy i było świetnie. Porcje wprawdzie były ogromne i nie do przejedzenia, ale wszystko wyśmienite. Nie przyszłoby mi do głowy, że tamta wizyta miała miejsce aż ponad rok temu. Dobrze czasem mieć bloga, żeby takie rzeczy zweryfikować 😉 Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Poluzjanci akustycznie w Bajce

Moja fascynacja Poluzjantami trwa od lat. Słuchałam ich w czasach, kiedy naprawdę nikt poza słynnym Piątym Wydziałem – Jazzu i Muzyki Rozrywkowej katowickiej Akademii Muzycznej – nie wiedział o ich istnieniu. Słuchałam potem na świnoujskiej FAMIE, już obeznana z niektórymi kawałkami, słuchałam ich pierwszej płyty wydanej z 10 lat temu i potem tej drugiej, wydanej 2 lata temu. Byłam na koncercie w Palladium, kiedy zaczynali grać utwory z drugiej płyty i teraz na tym, akustycznym. Ich muzyka ma w sobie coś uskrzydlającego. Dlatego początek koncertu uważam za dość rozczarowujący. Kompozycje z obydwu płyt przearanżowane na wykonania akustyczne jakoś nie miały lekkości. Rytmy wszystkie jakby przyciężkie, zwykle istotnie wolniejsze od orygninalnych. Wiem, że miało być kameralnie, ale przykładowo „Doskonale” zabrzmiało w tym wolnym tempie, jakby bylo zagrane na zwolnionych obrotach – ani się tego nie dało śpiewać, ani do tego skakać, może lekko tylko bujać. Podobnie z „Lalala” – początek zagrany w starym szybkim tempie i nagle wszystko siada. Nie pomogły różne zabawy rytmiczne, nieparzyste rytmy, bosa novy i inne. Nie do końca jestem pewna, czy …

Restauracja Delizia w wakacje

Bardzo dawno nas tu nie było. To po pierwsze. Dziwne, bo patrząc na moje zestawienia roczne, Delizia umieściła przystawkę i deser w nominacjach do najlepszych dań roku. Jakoś nie było nam po drodze, a może po prostu rozleniwiliśmy się wakacjami … Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Nimbus Grenache Blanc 2008

Tej zimy wróciłam z Kaliforni z wielką nową miłością. Miłością do uprawianych szeroko w Kalifornii szczepów – Roussanne i Grenache Blanc. Powrót był trudny – jak zwykle z tego typu miejsc – dodatkowo utrudniony kompletnym brakiem win z tych szczepów w Polsce. To zupełnie zdumiewające, spróbujcie przeszukać sklepy z winem, czy nawet internetowe w poszukiwaniu tych szczepów – nic. (PS. Gdybyście jednak coś przypadkiem znaleźli, dajcie mi koniecznie znak gdzie.) W dużej desperacji ubłagałam właścicielkę mojego ulubionego sklepu z winem, żeby szukała razem za mną. Ostatecznie udało się znaleźć bułgarską odmianę Grenach Blanc. Przyznam szczerze – w ciągu 3 ostatnich tygodni, wypiłam już 4 butelki i nie mogę przestać. Zupełnie niesamowity ten szczep. Moje poszukiwania wina idealnego koncentrują się od jakiegoś czasu wokół win białych, bardzo mineralnych, o niskiej kwasowości. To zwykle znacznie ciekawsze, głębsze smaki niż te bardzo owocowe, kwaśne. W USA zdarzyło mi się wypić znakomity coupage zwany GVR – Grenache Blanc, Viognier i Roussanne – to chyba jednak był mój ideał. Ten Granache jednakże jest najlepszym, dostępnym w Polsce zastępstwem, jakie udało …