Rok: 2011

Zagraj to jeszcze raz, Sam

Na to przedstawienie w nowym teatrze 6. Piętro Michała Żebrowskiego nie można się dostać. Biletów po prostu nie ma, już drugi sezon. Warto więc skorzystać z opcji wejściówki – wprawdzie 50zł za sztukę i dostaje się poduszkę do siedzenia na schodach, ale wygląda na to, że to jedyna możliwość zobaczenia przedstawienia. Czy to przedstawienie zasługuje na takie zainteresowanie? To z pewnością dobra sztuka, fajny zabawny scenariusz. Sporo w nim charakterystycznego allenowskiego poczucia humoru. Allen zresztą przebija przez tę sztukę moim zdaniem znacznie bardziej niż Casablanca z Bogartem. Kuba Wojewódzki jest. Gra jakby Allena. Czy dobrze gra? Jak na amatora, gra świetnie. Podejrzewam, że jego rola jest jednak inna, ma przyciągnąć publiczność, co robi bardzo skutecznie. Swoją drogą mam szacunek dla Wojewódzkiego, który przecież nie zarabia tam z pewnością takich pieniędzy, jakie potrafi zarabiać na co dzień w „X Factor” czy innych. Sądzę, że wykorzystuje tę rolę dla konsekwentnego kreowania swojego wizerunku, o którym z pewnością myśli w perspektywie długoterminowej. Szacunek. Reszta aktorów? Nie lubię Żebrowskiego, drażni mnie tym swoim poczuciem wyższości, nie pozbywa się go …

Fighter

Zastanawiam się o co chodzi z tym filmem. Dlaczego wszyscy jakby o nim zapomnieli w klasyfikacji oscarowej? Dlaczego mówiło się tylko o roli Christiana Bale’a, a nie o filmie jako całości? Nie rozumiem. Wprawdzie był nominowany jako jeden z 10 filmów w tym roku, ale nikt nie dawał mu szans. Nie rozumiem. Dla mnie to kino dokładnie takie, o jakie mi chodzi. Pełne emocji jak pojedynek bokserski. Pełne niepowodzeń i zwycięstw jak życie. Siedziałam na tym filmie z zaciśniętymi kciukami, kibicując bohaterom, wierząc w wygraną – zarówno na ringu jak i w życiu, po prostu najnormalniej w świecie emocjonując się akcją. To wcale nie zdarza mi się w kinie tak często, ale zawsze jest bardzo przeze mnie w najwyższym stopniu doceniane. Oczywiście trzeba podkreślić rolę Christiana Bale’a. Dopiero po tym filmie dotarło do mnie, z jakiego kalibru aktorem mamy do czynienia. Przyznaję, nie widziałam „Mechanika” – mam na liście do nadrobienia, ale rola w Fighterze jest naprawdę wybitna. Bale, który jest przecież zdrowym, przystojnym gościem, nadającym się świetnie na Batmana, przeszedł taką transformację, że naprawdę …

Tamka 43

Bardzo osławiona restauracja w pięknym miejscu i związanym z nim pięknym wystroju. W muzeum chopinowskim na Tamce, restauracja, której szef kuchni Robert Trzópek ma na swoim koncie karierę w najbardziej znanych restauracjach na świecie, na czele z duńską Nomą. Taka renoma zobowiązuje i wstępując do Tamki43 od razu mamy oczekiwania ustawione na wysokim poziomie. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Poznasz przystojnego bruneta

No cóż, po prostu Woody Allen. Przyzwyczaił nas do tego, że co roku, najwyżej co dwa, dostarcza film na wysokim poziomie, zwykle zabawny, lekko cyniczny, dobrze zagrany, pięknie wyreżyserowany. Poprzedni jego film „Whatever it takes” był znakomity, śmiałam się niemożebnie. Pod tym względem „Poznasz przystojnego bruneta” lekko rozczarowywuje.  Brakuje totalnego Allenowskiego poczucia humoru, jest sporo śmiechu, ale nie wystarczająco dużo, jak na mistrza oczywiście. Mamy znakomitych aktorów, na czele z samym Anthony Hopkinsem. Swoją drogą, to świetny pomysł, żeby ustawić go w takiej postaci, której chyba jeszcze nigdy nie zagrał. Zwykle przecież prezentuje bardzo szacowne, dostojne, żeby nie powiedzieć „sztywne” postaci. Nawet służący w jego wykonaniu to major domus, który nie okazuje emocji i swoją postawą przypomina lorda. Tutaj Hopkins otrzymuje ludzką twarz. Jest facetem w średnim, a nawet bardziej zaawansowanym niż średnim wieku, z kryzyem wieku średniego, porzuca swoją małżonkę, znajduje młodą tandetną kochankę, ćwiczy na siłowni i przepuszcza pieniądze swojego życia. W tej roli oczywiście spełnia się znakomicie. Szkoda, że tak mało wyzwań stawianych jest przed tym aktorem. Allen zapowiada już na początku …

Magiel Cafe

Zachęceni niesamowitym menu, o którym przeczytaliśmy na blogu Smaki Miasta, a także tajemniczym określeniem serwowanej tu kuchni „śródziemnopolska”, postanowiliśmy przetestować maleńkie miejsce na Dolnym Mokotowie – Magiel Cafe. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

127 godzin

Przyznam, że wgniotło mnie w kinowy fotel. Siedziałam z otwartą buzią przez 1,5 godziny. Momentami zamykałam oczy, momentami się mocno śmiałam, momentami mocno wzruszałam. Nie było patetyzmu, przesadzonych morałów, dwugodzinnego ciężkiego dramatu. Było znakomite, szybkie teledyskowe kino, połączone z ciekawą opowieścią. Fabuła jest prosta – główny bohater siedzi przez 127 godzin w wąwozie, gdzie rękę uwięził mu spadający głaz. Wpada w ten potrzask w 10tej minucie filmu i do końcowej, bardzo dramatycznej sceny, po prostu tam siedzi. Jak z takiego tematu zrobić interesujące kino? I jednocześnie nie przesadzić z koszmarem, dramatem, histerią, łzawością, ale też moralizowaniem? Wie tylko Danny Boyle. Historia jest prawdziwa, oparta na faktach, trudno więc jej nie znać. Mam wrażenie, że większość osób, która wybrała się do kina wiedziała, co będzie się działo.  Wszyscy czekali w napięciu, w jaki sposób zostanie to sfilmowane. Ja czekałam z obawą. Bałam się … no chyba się bałam Piły (1,2 ,3 lub którejś kolejnej). Ale w zamian za to dostałam bardzo mądrą historię chłopaka, który z dużym dystansem, a momentami nawet poczuciem humoru, podchodzi do swojej …

Restauracja La Iberica

Z dużą obawą wybrałam się ponownie do La Iberica. Pierwszą wizytę wspominam bardzo dobrze. Wszystko było na najwyższym poziomie, jedzenie znakomite, atmosfera świetna, prawdziwy kawałek Hiszpanii na końcu Warszawy. No ale w międzyczasie La Iberica została Knajpą Roku, a po totalnym zjeździe w dół Restauracji R20, wywnioskowałam, że sukces nie sprzyja trzymaniu wysokiego poziomu. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *

Jak zostać królem

Opisywałam ostatnio kilka filmów, co do których miałam duże oczekiwania, a potem równie wielkie rozczarowanie. Cieszy mnie więc fakt, że zdarza mi się też obejrzeć od czasu do czasu film, który spodziewam się, że będzie dobry, a okazuje się być jeszcze lepszy. Ostatnio takie przypadki miałam dwa. Dziś o pierwszym – The King’s Speech, znanym u nas pod tytułem „Jak zostać królem” i reklamowanym u nas jako komedia. Krótko tylko o tej miernej próbie nabicia publiczności w butelkę – rozumiem, że tytuł oryginalny nie całkiem dobrze brzmi po polsku, rozumiem też, że Colin Firth głównie znany jest w Polsce z roli w Bridget Jones i że Walentynki oraz Oscary znakomicie mobilizują do zrobienia z tego świetnego kina „komedii idealnej do zobaczenia, jeśli chodzisz do kina tylko raz w roku”. Ale czy naprawdę ktoś, kto będzie szedł do kina na komedię – no prawie – romantyczną, zaufa jeszcze kiedykolwiek dystrybutorom i raz nabity w butelkę, w ogóle podejmie próbę wyjścia do kina w przyszłym roku? Podejrzewam, że zda się na swój własny telewizor, dlatego nie pochwalam …

Para na życie (Away We Go)

Cudowny, klimatyczny, zabawny, piękny film. Ze znakomitymi rolami głównych aktorów. Para szczęśliwych ludzi, którzy jeżdżąc po Ameryce odwiedzają swoich znajomych, od każdego się czegoś ucząc. Całość spuentowana odkrywczą myślą i finałem na miarę tego znakomitego dzieła. Jeśli jeszcze nie wyczuliście sarkazmu w tym, co napisałam, to powiem to otwarcie – taki film, jak opisałam powyżej, MIAŁ wyjść. Natomiast wyszedł gniot. Dwójka nikomu nie znanych aktorów w średnich rolach. Ich dowcipy zupełnie nie są zabawne. Kolejne odwiedzane przez nich osoby są totalnie przerysowane. Jedyną interesującą postać stwarza Maggie Gyllenhaal, reszta … kompletnie bezsensowna. Na dodatek, „odkrywcza” puenta na koniec – wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Co się stało Samowi Mendesowi, że przestał robić warte oglądania, ważne filmy? Faktem jest, że to pierwsza (chyba) jego próba filmu o ludziach szczęśliwych, ale jeśli tak mają oni wyglądać … Panie Mendes, niech Pan wraca do opowieści o ludziach nieszczęśliwych. Były naprawdę dobre. W skali od 1 do 10 daję 4 – za duże rozczarowanie   Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. …

Restauracja Na Zielnej

Trochę się przyglądaliśmy temu miejscu. Powstałe w pomieszczeniach po dawnej restauracji KOM, chwalące się polską kuchnią, złożone z bistro, restauracji i delikatesów. Warto było sprawdzić w czym rzecz. No i faktycznie, po wizycie, mogę spokojnie powiedzieć, że było warto. Zapraszam na na fanpage, Twitter i Instagram Frobloga. Zachęcam też do prenumerowania newslettera Frobloga. Co tydzień w piątek wysyłam podsumowanie moich relacji. Wystarczy podać swój adres e-mailowy tutaj: Email *