21
Czekałam na „21” od czasu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam zwiastun. Dynamiczny, świetnie zrealizowany – wręcz teledyskowo, z Kevinem Spacey, o hazardzie … nic tylko oglądać. To było kilka miesięcy temu, ale pomimo tego pamiętałam o tym filmie i wyraźnie się niecierpliwiłam, że jeszcze go nie ma (choć większość zwiastunów zapominam po 15 minutach od ich obejrzenia). Na dodatek ten film wyprodukował sam Spacey, więc dodatkowy plus. Mam duży szacunek dla tego aktora. Fabuła jest znakomita, trzeba przyznać, choć żadna to zasługa filmu. Być może tylko należy docenić pomysł sfilmowania książki Bena Mezricha “Bringing Down the House: The Inside Story of Six M.I.T. Students Who Took Vegas for Millions”. Po takim tytule wszyscy wiedzą o co chodzi w filmie. Szczególnie utalentowani matematycznie studenci pod okiem swojego profesora matematyki wygrywają w Vegas duże pieniądze. Proste. Niby tak, ale film trwa ponad 2 godziny. Moim zdaniem za długo. Oczywiście są momenty, że napięcie trzyma, ale są niestety i takie, gdzie widz ucieka myślami w inną stronę. Trochę za dużo kolejnych karcianych akcji, zbliżeń samych kart, twarzy graczy …