Sofra
Sofra to nowe miejsce z kuchnią turecką w Warszawie. Jeśli jednak oczami wyobraźni widzicie już wnętrze w kocach i dywanach rodem z Cepelii oraz kartę obfitą w różnego rodzaju kebaby, nic bardziej mylnego.
Sofra to nowe miejsce z kuchnią turecką w Warszawie. Jeśli jednak oczami wyobraźni widzicie już wnętrze w kocach i dywanach rodem z Cepelii oraz kartę obfitą w różnego rodzaju kebaby, nic bardziej mylnego.
W pewien weekendowy poranek, kiedy jeszcze świeciło słońce, wybrałam się na lekkie śniadanie do Przystanku MDM. To maleńkie miejsce z dużym klimatem. Przystanek ulokował się przy Placu Konstytucji, na Waryńskiego, dokładnie na przeciwko MiTo, o którym pisałam niedawno.
Wczorajsze śniadanie zjadłam na Nowym Świecie. W miejscu, które choć otwarte dopiero od czerwca tego roku, ma już sporą grupkę fanów. Pierwsza część dnia była raczej deszczowa, ale śniadanie solidnie mnie rozchmurzyło.
Pierwszy dzień jesieni i na dodatek bez słońca powoduje u mnie chęć poszukiwania energii i kolorów. Wybrałam się dziś więc na śniadanie do nowego, bardzo kolorowego miejsca w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. BUW uwielbiam, zawsze z chęcią wracam, z dużą radością ruszyłam więc do Fenomenalna Crepes & Cafe.
Zanim zdam Wam relację z wizyty w Po Prostu Café, pozwolę sobie na jeden komentarz w modnym ostatnio temacie śniadań na mieście. W weekendy jadam śniadania na mieście. Mój świat nie dzieli się na ludzi, którzy jadają śniadania na mieście i tych, którzy jadają je w domu. Mój świat dzieli się na ludzi, którzy uzurpują sobie prawo do oceniania jedzących na mieście i tych, którzy uważają, że ludzie mogą sobie jeść gdzie chcą. Z uzurpującymi sobie prawo do oceniania nie mam ochoty mieć nic wspólnego. Tyle tytułem wstępu.
Muszę się przyznać do zachwytu. Dawno, bardzo dawno już żadne miejsce nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak MiTo. Być może dlatego, że coraz więcej kawiarenek wygląda podobnie, być może dlatego, że kolory zwykle są stonowane, a wnętrza małe i minimalistyczne. W MiTo jest tak niesamowicie kolorowo i przestrzennie, że aż chce się żyć i uśmiechać.
Weszłam dziś rano do Czarnej i choć byłam jeszcze lekko zaspana i przed poranną kawą, zaśmiałam się po pierwszym spojrzeniu na bar. Barman jest … (przyjmijmy tu właściwą poprawność polityczną) Afroamerykaninem. Po chwili pierwszego zaskoczenia, dotarło do mnie, że z głośników wydobywa się klimat Kind of Blue Milesa Davisa. Pomimo tych skojarzeń, nazwa baru pochodzi od nazwiska właścicielki.
L’ARC to klasyczne francuskie bistro z bardzo dobrym klimatem. Ilekroć tu jestem świeci słońce. Nie sądzę, żeby jedno zależało od drugiego, ale sala LARC wygląda pięknie w świetle słonecznym, dlatego zwykle nie mogę się napatrzeć.
Pisałyśmy niedawno na Warsaw Foodie o weekendzie z Latte Art w Bułkę przez Bibułkę. Latte art to rysowanie wzorków mlekiem na kawie. Zdobywcą Pucharu Polski w Latte Art jest Mateusz Hyjek. Sandwich bar Bułkę przez Bibułkę zaprosił Pana Mateusza do przygotowywania artystycznych kaw swoim gościom. Poprzedni i ten weekend można było sobie zamówić kawę ze wzorkami.
Kawiarnia Leniviec na Poznańskiej obchodziła niedawno swoje pierwsze urodziny. Czas biegnie niesamowicie szybko, wydawało mi się ciągle, że Leniviec to nowe miejsce, a to już całkiem dojrzała knajpka. Z okazji urodzin w poprzedni weekend Leniviec serwował włoski bufet śniadaniowy. Wybrałam się z radością uczcić jubilata.